Serge Lutens, Muscs Koublai Khan | perfumy i opinie
  • Serge Lutens, Muscs Koublai Khan

To są prawdziwe perfumy. Nie dość, że poza tytułowym piżmem i różą nie rozpoznaję żadnych innych składników, to całość pachnie tak odbiegająco od innych Lutensów, że aż dziw człowieka bierze. Muscs Koublai Khan sławę zyskał przede wszystkim krowimi wymionami, które są jednym ze składników tej jakże ciekawej kompozycji. Szkoda, że nie miałem okazji poznać osobiście krowy, choć raczej nie odważyłbym się wąchać jej wymion.


Opiszę ten zapach na zasadzie skojarzeń, bo poszczególne nuty jakoś umykają w nosie. Ogólnie rzecz ujmując jest to zapach kuchni, w której nic się już nie gotuje. Teraz się porządkuje brudne naczynia i zaraz rozpocznie się zmywanie. Muscs Koublai Khan to właśnie taka mieszanka zapachu z brudnych talerzy. Kto ma zmywarkę to wie.

W powietrzu unosi się jeszcze aura pieczonych placków ziemniaczanych, ale jest to bardzo subtelne wspomnienie,bo w kuchni rządzi teraz inny zapach. Pan kucharz zionie potem, bo w końcu stał przy patelni przez pół dnia. Muscs Koublai Khan to właśnie przede wszystkim zapach starego, męskiego potu (absolutnie nic nie łączy go z Pamplelune).


Rozbawiła mnie dyskusja na jednym z fo(ó)r zagranicznych, gdzie jedna osoba rozpływała się jaki to pociągający i seksowny to jest zapach. Tak zgadzam się z tym, Muscs Koublai Khan to seksowny zapach. Szkoda, że na realia średniowiecza, kiedy mężczyzna musiał pachnieć potem, koniem i piwem... W kompozycji Lutensa zabrakło tylko piwa.

A wracając do naszego kucharza. Pan krząta się po kuchni, ale nawet jego zaczyna drażnić woń potu. Co więc robi? Zlewa się wodą różaną, która znajduje się w jednej z szafek(sytuacja całkowicie abstrakcyjna, ale dobrze obrazuje zapach)

Muscs Koublai Khan to zapach całkowicie oderwany od realiów sztuki perfumiarskiej. Zezwierzącony, ostry, fizjologiczny i w dodatku różany. Ale wiecie na czym polega majstersztyk tego zapachu? Mimo że pachnie okropnie, to ma w sobie to coś, co nie pozwala oderwać nosa od niego.

Nuty: piżmo, róża, cywet, kastoreum, paczula, wanilia, labdanum, ambra, kumin, wosk pszczeli
Rok powstania: 1998
Twórca: Christopher Sheldrake

1 komentarz:

  1. Podziwiam nos. MKK to jeden z dwóch zapachów (obok Chergui), których próbek nie przetestowałem. Drugi to jakiś syntetyczny dramat, natomiast MKK to dla mnie zapach ekskrementów. I nic więcej. Może należałoby odczekać tak jak w Black Aoud? Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).