Serge Lutens, Serge Noire | perfumy i opinie
  • Serge Lutens, Serge Noire

Po długiej przerwie wreszcie piszę. Poznałem sporo zapachów, a jeszcze więcej zapragnąłem poznać. Jako rozgrzewkę po przerwie potraktuję najnowszą eksportową pozycję Lutensa a mianowicie Serge Noire. Moje odczucia na pewno pokryją się z tym co czytaliście na forach, blogach i ogólnie w internecie, ale nie można zapominać, że Czarny Serge doczekał się bardzo licznych słów.

Zaczyna się ziołowo, drzewnie, co pewnie każdy zdążył zauważyć. Pragnę jednak zwrócić uwagę, żę nie jest to typowe kadzidlano-drzewne połączenie. Spod tlącej się masy nad wyraz intensywnie wzbijają się opary tlących przypraw: imbiru, goździków a nawet pieprzu. Podczas pewnych zawirowań zapach robi się się wyraźnie zielony, coś na kształt palonej trawy. Na etapie głowy i serca to właśnie ten wątek nadaje drzewnej reszcie odpowiedniej oprawy.

W swoim tlącym się duchu Serge Noire nie zapomina o nośnikach znacznie bardziej ekspresyjnych od drzew. Mamy więc kamforę o fenomenalnym stężeniu, która czasami nadaje kompozycji Lutensa charakter skrajnego oligonutowca. Kamfora jako jeden z nośników kadzidlanego dymu spisuje się znakomicie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przynajmniej na mojej skórze nigdy nie wpada w jakieś świeżo-przeszywające niuanse, które bardzo często przekreślają naturę tego składnika w perfumach.


Najbardziej odczuwam brak feniksowego ducha. Myślę, że każdy oczekiwał wzniesienia popiołów, narodzin mistycznego ptaka. Słowem- oczekiwał patetycznej wypowiedzi duetu L. & S. Nie ma nic z takich rzeczy. Feniksa nie ma również. W zasadzie można było osiągnąć ten efekt, gdyby trochę podkręcić cynamon, którego jest jak na lekarstwo. Z drugiej strony Serge Noire spada na dół z powodu zbytniej szczelności nut ziołowo-drzewnych. Z upływem czasu kompozycja pokrywa się skorupą i baza jest skrajnie jednofoniczna.

Brakuje światła. Brakuje ognia. Jest ciemno.

Kompozycja dziwna jak na Lutensa. Odmienna od reszty, ale nie sprostała poziomowi jakiego oczekiwałem. Za główne wady uznaję drzewną "skorupę", na plus zaliczam wspaniałą kamforę, zielone (nie miętowe) otwarcie i tyle. Serge Noire jest po prostu przeciętny.

Nuty: paczula, czarne drzewa, cynamon, ambra, zioła, drzewo cedrowe
Rok powstania: 2008
Twórca: Christopher Sheldrake

5 komentarzy:

  1. Zanim przejde do meritum, wazna uwaga: Serge NoirE jest rodzaju zenskiego i oznacza po francusku czarna tkanine, z ktorej szyto miedzy innymi sutanny i smokingi. Ta nazwa, to raczej uklon w strone przeszlosci kreatora.

    Pozwole sobie nie zgodzic sie z koncem recenzji. Nie sadze, zeby w zamiarze Lutensa mialy byc jakies fajerwerki, to nie on. Co do skorupy, to jej nie wyczuwam na mojej skorze, u mnie, po ascetycznych nutach ziolowo-kamforowych, gozdzikowych, czarnego tuszu pojawia sie cieply benjoin(?) , pieprz, ktory nadaje kompozycji mocy i pierwotnej dzikosci, przy czym pojawiaja sie delikatnie owoce kandyzowane doprawione korzennymi przyprawami, ktore wzmacniaja wanilie, ale nie te znana z budyniu i ciastek, ale te lekko gorzka, dalej staje sie to wszystko skorzano-zywiczne, rozgrzane wolniutko, chyba tolu(?) i final jest ambrowy. W sumie bardzo zmyslowy, jeden z najlepszych Lutensow, pozniej mozna dyskutowac czy sie lubi, czy nie. Serge Noire jest wszystkim, ale nie jest na pewno przecietny. Pozdrawiam.
    PS. Nie znam niektorych nazw po polsku, obiecuje, ze sie szybko naucze. Baume de Tolu, Baume de Pérou, benjoin...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za uwagę, to stara recenzja z czasów, kiedy zaczynałem przygodę z perfumami. A Serge NoirE uważam do dziś za raczej zapach mało ciekawy... Co nos to inna opinia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się Pana podejście do zapachów. Sam jestem kolekcjonerem męskich edts z lat 80. - tzw. powerhouses, ale bardzo lubię czytać o wszystkim, co wiąże się z przestrzenią piękna, jaką stwarzają męskie, damskie, czy też 'panseksualne' wonie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wg mnie to obficie dymiące kościelne kadzidło. Pierwszy zapach, który jednoznacznie pachnie kościelną zadumą.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja musze przyznac ,ze mnie sie podoba jak rowniez femini du bois ale moj przeukochany zapach na zime to Chergui!!!Marcinie dlaczego nie ma recenzji tego zapachu?

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).