Serge Lutens, Santal Blanc | perfumy i opinie
  • Serge Lutens, Santal Blanc

Santal Blanc to chyba jeden z najmniej docenianych "Lutków". Nie bez przyczyny, bo olejek z drzewa sandałowego jest składnikiem wymagającym dużego kunsztu perfumiarza. W zależności od podejścia możemy otrzymać niemal czysty zapach drewna sandałowego lub kompozycję zbudowaną na podstawach z tej ingrediencji. Lutens i Sheldrake poszli trochę inaczej. Wybrali drogę pośrodku.


Fot. Santal Blanc; Ryc. Sandałowiec Biały.

Z jednej strony mamy krystaliczne, czyste, świecące, lekkie drzewo sandałowe, które jednak jest dość ubogie w typową drzewność. Drugą twarzą Santal Blanc są rozwodnione nuty poboczne, przede wszystkim różowy pieprz i jaśmin. Letnia woda leje się strumieniami. No cóż, brakuje tu sandałowej głębi.

W porównaniu z sandałowym kuzynem z Mysore, Santal Blanc traci jeszcze więcej. Choć kompozycje są tak różne, że niezmiernie trudno je porównać. O ile Santal de Mysore porywa swoją głębią, tajemnicą i wiekiem, o tyle Santal Blanc wszystkie karty odkrywa na raz.

Nie jest ani prosty, ani trudny. Jest głęboko niecharakterystyczny, niemrawy, bardziej kwiatowy niż sandałowy, trochę pieprzny, może massmarketowy, zbyt biały. Szkoda, naprawdę szkoda, bo samo drzewo sandałowe w Santal Blanc zostało ujęte w ramy rzadko spotykane, szklane, zimne, młode, dziwne, nie drzewne, a krystaliczne.

Santal de Mysore jest mrocznym, starym lasem- Fangornem chciałoby się rzec. Natomiast Santal Blanc to przestrzeń okalająca Edoras, to zapach wiatru z niemal niewyczuwalnymi Simbelmyne rosnącymi nad czekającymi na przebudzenie władcami Rohanu...


Simbelmyne (niezapominajka) na tle kurhanu.

Nuty: białe drzewo sandałowe, różowy pieprz, kozieradka, jaśmin, irys, róża, benzoes, piżmo
Rok powstania: 2001
Twórca: Christopher Sheldrake

1 komentarz:

  1. Jestem zdziwiona ostrością niektórych Twoich recenzji perfum Lutensa. Nie znam Santal de Mysore, ale używam dłuższy czas Santal Blanc i wydają mi się bardzo wyrafinowane, mocne, nieco skórzane nawet, z pewnością niebanalne.
    Przywykłam do trudnych zapachów: używam Shara Noir i Black Orchid by Tom Ford, J'ose, Narciso i moich niezastąpionych i ukochanych na wieczność Soir de Lune. Santal Blanc nie jest zapachem tak mocnym i być może czasem drażniącym otoczenie jak wyżej wspomniane, ale może stać godnie na półce obok nich. Podobnie jak skrytykowany przez Ciebie zapach La Fille de Berlin, do którego przymierzam się od dłuższego czasu i który jest niezwykle uwodzicielski i kobiecy, namiętny ale bez cienia mistycyzmu jak Sahara Noir albo ostrości Jak J'ose i Black Orchid.
    Swoją drogą, ciekawa jestem jak oceniasz klasyczną Lolitę, którą również uwielbiam i Feerie Van Cleefa & Arpels. Nie zauważyłam ich w Twoich recenzjach.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).