Annick Goutal, Rose Absolue | perfumy i opinie
  • Annick Goutal, Rose Absolue

Czas tchnie ducha we wszystko. Inaczej być nie mogło w przypadku perfum, które zręcznie opierały się losowi przez długie lata. Rose Absolue, o których dziś napiszę to kompozycja niemal księżycowa. Raz potrafi uśpić miękkimi płatkami, by przy innej okazji dźgnąć ostrzem srebrnego globu na dzień przez nowiem. Swoją drogą, całkowicie pozbawione sensu wydaje się takie porównanie, bo pisać o kompozycji Goutal można długo, a i tak nie powie się nigdy tyle ile się chce przekazać.

Róża stała się symbolem piękna, wyrazem kobiecości w najbardziej pierwotnej postaci. Annick Goutal skomponowała zapach mając 38 lat, i od tamtej pory Rose Absolue dzierży różane berło. Daleko będę od pustych zachwytów, ale nie mogłam nie dostrzec, że mamy do czynienia z wizją artystyczną, a nie kolejną komercyjną pozycją. Jest to o tyle ważne, że sztuka perfumeryjna upada i dziś nawet nisza wędruje w złym kierunku.

Nie jest skomplikowaną róża Goutal, praktycznie cały czas toczy się w korycie głównej nuty. Zresztą przy tworzeniu Rose Absolue Annick miała zamiar stworzyć grę opartą na samych różach, jako kwiatach zdolnych do ekspresji wielu stanów i uczuć. Udało się, bo koryto jest głębokie i szerokie, wobec czego miejsca starczyło dla każdego akordu.

Ścisły początek jest słodki i miękki. Zaskakuje swoją gęstością i niemal waniliowym podbiciem. Jest to bardzo wyraźny przykład werwy artystki i potwierdzenie, że sztuka kreacji stoi na najwyższym poziomie. W innych różanych perfumach dodatek słodyczy powoduje uczucie duszności, pudru zwalającego z nóg i skreśla je. Nie są to miłe chwile, ale wracając do Rose Absolue… po przyjemnej nucie głowy zaczyna się właściwy teatr z udziałem kwiatów. I okazuje się, że te róże nie są czerwone. Widzę je w ciemnym różu, purpurze, nawet bieli i czerni.

Brakuje nut drzewnych lub innych, o które można się zaczepić, bo Rose Absolue zaczyna się wyślizgiwać z nosa. Marcin (M.B- był tutaj mój dawny nick) pisał kiedyś o zjawisku rozszczepienie nut i równoległego rozwoju zapachu. Jeśli dobrze rozumiem, to właśnie takie coś ma miejsce tutaj. Róże pojawiają się w wielu barwach. W praktyce czuję lekką kwaskowatość, słodycz, zieloność i nawet letnią wodę. Nie miesza się to w jedną całość, a trwa i rozwija się na skórze. Ale w końcu czego oczekiwać, jeśli Goutal zdecydowała się połączyć wiele różanych olejków. Pełna podziwu jestem, że powstało z tego coś tak misternego jak te perfumy. Możliwość odbierania tylu rzeczy to olbrzymia zaleta.

Zastanawia mnie jeden fakt, który chyba jest potwierdzeniem wartości tej kompozycji. Naprawdę niesamowity obraz róży stworzyła Annick Goutal, pełen nowych ścieżek, ciekawych połączeń. Nie potrafię jednak jednoznacznie powiedzieć “tak”, bo czegoś tu nie ma. Całość jest zbyt różana albo zbyt mało jest tu pobocznych wątków. Jak pisałam wcześniej, odczuwam pewną nieuchwytność i to, że coś dzieje się zbyt szybko. Róża jest w tym obrazie idealna. Obraz obrazem pozostanie i nawet najlepszy nie zastąpi prawdziwego kwiatu.

“Tylko królowie i róże bywają zabalsamowani.
- To ja dostąpiłam największego honoru – powiedziała róża, podczas gdy kobieta ją zrywała. - Ja będę najszczęśliwsza. Będę zabalsamowana!”
H. Ch. Andersen


Nuty: róża damasceńska, róża marokańska, róża majowa, róża bułgarska, róża turecka
Rok powstania: 1984
Twórca: Annick Goutal, Isabelle Doyen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).