Hors La Monde, Shiloh | perfumy i opinie
  • Hors La Monde, Shiloh

Shiloh to perfumy niszowe, które zdobyły sławę na całym świecie przez idiotyczne procesy Symine Salimpour i kiczowatej Angeliny Jolie. Ja o sporze dotyczącym imienia dziecka i nazwy perfum pisał nie będę, bo jest to po prostu żenujące.


Dziecko Michela Roudnitski, znanego ojca dzieł DelRae czy Ellie D. Nie znam ich wszystkich, lecz zdecydowaną większość. Cechą podstawową łączącą, bez wyjątku, wszystkie (poznane przeze mnie) wyżej wymienione kompozycje jest to, iż nie są uniseksualne. To typowe kobiece zapachy, bardzo odmienne, charakterystyczne, ale niezdolne do wpisania się w męski obraz.


Dlaczego akurat Shiloh? To proste. Połączenie typowego szypru, kadzidła i ostrej róży z nutami bardziej lekkimi, jak chociażby cytrusy dało bardzo udany obraz perfum dla kobiety. Nie zyska kompozycja Hors La Monde poklasku tłumu znawców, bo nie wrzeszczy na wszystkie strony. Z drugiej strony nie można zarzucić jakichkolwiek braków tym perfumom.


A wracają do ścisłego świata, Shiloh obfituje w drewniane cytrusy na początku. Musuje niczym szampan. Przenośnią to nie jest, bo winny aromat nieodparcie kreuje szyk tej kompozycji, zwłaszcza na początku. Cała ta zdumiewająca gra ma podstawy w świeżym cedrze, ostrych cytrusach i róży.




Wcale nie gorzej jest później. Shiloh to dzieło sztuki perfumeryjnej. Nie zachwyca poszczególnymi nutami, ale ujmuje grą całości- tym co można wykrzesać, mieszając odpowiednie ingrediencje. Jak ręką odjął, nagle bąbelki się kończą. Tam, gdzie moment temu były cytrusy, teraz kreuje się obraz miękkiej wanilii obtoczonej w drzewnym suchym pyle. Może mylne odnoszę wrażenie, ale róża trwa cały czas- ostra, głęboka, zmysłowa, przekazująca swoją tajemnicę.


Róża jest spoiwem, który otoczony resztą stanowi o geniuszu Shiloh. Spleciona z cytrusami na początku, z cedrem w środku i z kadzidłem w bazie, staje się źródłem całej kompozycji, swoistymi podstawami, które stają się synonimem tej kreacji. I to właśnie ten krwisty kwiat odpowiada za szypr, który bez wątpienia krąży nad dziełem Roudnitski.




Zwieńczeniem tej ponadczasowej elegancji jest baza, w której perfekcyjnie wybrzmiewa kadzidlana róża rosnąca w cieniu lasu. Nie bez znaczenia jest użycie paczuli i drzewa sandałowego, które są niemal nienamacalne, ale zgaduję, że to właśnie one odpowiadają za tak idealne wykończenie tych perfum.


Shiloh to ekstrakt elegancji. Nie znajdzie zrozumienia na forach i blogach, bo prawdziwą wartość tej kompozycji doceni tylko osoba nieznająca się na perfumach lub, paradoksalnie, perfumiarz. Akordy zgrano idealnie, bez żadnych nieścisłości. Piramida stała się kulą.

Nuty: bergamota, cytryna, wanilia, róża, paczula, kadzidło, mech dębowy, zioła, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe
Rok powstania: 2007
Twórca: Michel Roudnitska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).