Editions de Parfums Frederic Malle, Une Rose | perfumy i opinie
  • Editions de Parfums Frederic Malle, Une Rose

Dla mnie Une Rose to róża na krawędzi z wielu przyczyn. Wydźwignięta do granic możliwości róża staje się opisem czerwieni, pełnym symbolem tej barwy. Idąc jeszcze dalej można powiedzieć, że to kolor stał się w tym zapachu znakiem róży, a nie na odwrót. Une Rose ma kolor świeżej krwi- prosto z aorty- jasnej i pełnej tlenu.

Nie można uciec od krwistych porównań, nie tym razem. Dzieło Flechiera wije się wśród mnóstwa znaczeń, z których człowiek nie może wybrać jednego- drogi prowadzącej przez całą piramidę. Ale to dobrze, bo za każdym razem twarz Une Rose się zmienia i pozwala dostrzegać niuanse jakich nie znaliśmy wcześniej. No i powala na kolana.

Łudzić się nie można, że to różą piękna, obleczona w majestat i muzealna. Kwiat to bowiem jest dziki, pełen nieokiełznanych pnączy, jedzący mięso i umorusany krwią. Une Rose to jedyna róża, która niesie taki bagaż siły. Cała organika kompozycji idzie w ślady Genvieve Storera i ociera się o hemoglobinę Musc Ravageur. W efekcie obcujemy z róża fizjologiczną, co sprawia, że kompozycja jest mało statyczna. Wzbija się do góry jak sęp, aby za moment opaść w świeże ciało- jeszcze nie do końca martwe…

Perfekcyjna jest baza Une Rose. Powiedzieć można nawet, że idealnie współgra z taką odsłoną róży. Przede wszystkim nuty głębi nie zasłaniają róży, ale stanowią dosłowną podstawę pod grę czerwieni tego kwiatu. Uniknięto wejścia bazy na pierwszy plan i to należy uznać za bardzo dużą zaletę tych perfum. Przy okazji wartym wspomnienia jest małe stężenie cukru jakim częstuje nas Flechier. Długo musiał to ważyć, bo w końcu w Une Rose proporcje są doskonałe.

To nie jest łatwa róża, bo za dużo przeszło na nią przymiotów krwi. Zwierzęcy woal i niespotykana mobilność zapachu pozwala upatrywać w Une Rose jedną z najlepszych interpretacji na temat.

Nuty: rumianek, winorośl, róża, paczula, wetiwer, kastoreum
Rok powstania: 2003
Twórca: Eduard Flechier

1 komentarz:

  1. Dobry opis, róża rzeczywiście niezwykła.
    ,,Zwieręcy woal" - pisze Pan. Słusznie, ja ze swej strony dodam, że po dwóch godzinah na skórze pojawił się ,,słony" zapach kojarzący mi się ze zwierzęcymi odchodami. Oczami wyobraźni widzialam wspomnianą różę wyrastającą z ... gnojówki ;). Monika

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).