Brzoza w perfumach | perfumy i opinie
  • Brzoza w perfumach

Pierwszym znanym z nazwy drzewem, niemal dla nas wszystkich, była brzoza. I nie ma znaczenia, że nazywaliśmy ją "zoza" bądź "bzoza"- nie mogąc wymówić nazwy. Biała kora, która odróżniała ją od wszystkich innych, stanowiła doskonały start w naszej botanicznej edukacji, w której dopiero z biegiem lat wiedzieliśmy , że "to kasztan", a "tamto to dąb". Rozpływamy się w zachwytach nad cedrami, sandałami, drzewem gwajakowym i agarem, nie znając w większości mocy "naszej" brzozy. A przyznajmy szczerze, że nie ma się co oszukiwać- biała kora niesie ładunek tak silny, że bez wątpienia może konkurować ze iglastymi żywicami i labdanum- zostawiając w głębokim cieniu drzewo sandałowe czy półpustynne cedry.

Skupiając się na zapachu brzozy jako takim mogę powiedzieć, że są to cztery dość luźno połączone wonie.
Po pierwsze- pachną liście. Wczesną wiosną liście pokrywają się bardzo subtelnie woskiem, który wydaje woń ostrą, a jednocześnie słodką, wyraźnie żywiczną. W porównaniu do innych pachnących elementów jednak dość odległą (podobnie jak kora figowca nie pachnie tak jak liście).

Najcenniejszy olejek brzozowy otrzymuje się z młodych pąków, które zawierają nawet do 4% czystego olejku. Ten pachnący składnik podlega jednak ograniczonej produkcji i stosuje się go wyłącznie w kosmetykach pielęgnacyjnych. W perfumach nie ma wzięcia, więc nie będę o nim więcej pisał.
Z naszego punktu widzenia, najważniejsze będą dwa ostatnie brzozowe pachnidła, o których myślimy, mówiąc "zapach brzozy"- kora i jej cenna pochodna.

Swój niespotykany biały kolor, brzoza zawdzięcza dwóm rzeczom: powietrznym wakuolom, które można porównać do niemal pustego balona i betulinie- substancji, która jest upatrywana jako nadzieja współczesnej medycyny w niemal każdej dziedzinie. A wracając do tego jakże przyjemnego aromatu trzeba powiedzieć, że podczas ogrzewania lignina i betulina ulegają rozkładowi termicznemu (pirolizie po naukowemu). I właśnie produkty tych przemian wydają woń drzewną, kopcącą, o olbrzymim ładunku olfaktorycznym- wykorzystywaną w perfumach. Olejek z kory brzozowej jest brunatny, pachnie oponami, i zdecydowania nie należy do zapachów przyjemnych (choć zależy dla kogo)

Idąc z grzaniem kory jeszcze dalej, otrzymujemy dziegieć. Nie ocenię tego zapachu w formie czystej, gdyż na szybko skombinowałem trzy butle dziegciu i każda pachniała wyraźnie inaczej. W sumie jednak zapach ląduje gdzieś koło żywicy styraks i palonych opon, sadzy. Za charakterystyczną cechę uznać można oleistość tej woni, którą można porównać do ciała smarowanego oliwką. Dla większości ten zapach nie do zaakceptowania, a o jego sile niech świadczy porzekadło "łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu". Swoją drogą, warto wspomnieć jak to mało( )karni żołnierze chcieli się raczyć miodem przed bitwą a zapobiegliwy kwatermistrz dodał słynnej łyżki dziegciu, co skutecznie odstraszyło od degustacji. Historia rzekomo z XVI wieku, przekaz może nieprawdziwy, ale świadczy o wielkiej sile tego składnika i stąd o nim wspominam.

A teraz przejdźmy do konkretów, których zbyt wiele nie ma w perfumeryjnym świecie. Wykorzystanie kory brzozowej w perfumach to bądź co bądź ryzykowne przedsięwzięcie, a nikt nie będzie topił pieniędzy dla zabawy- nawet w niszy.

Moje pierwsze spotkanie z tą drzewną ingrediencją nastąpiła podczas przypadkowego testu Fumidusa, kilka miesięcy temu. To zapach szczególny, bo mimo dużej ilości popiołu zachowuje biel kory. Wzbija ogrom dymu, choć to obłoki jasne i przejrzyste. Poziomem energii stawiam Fumidusa na równi z kadzidłem Kamali. Choć Incense wypluwa z siebie toksyczny siarkowodór, benzen, fenole i inne kancerogeny to Fumidus zdaje się zaprzeczeniem tego. Efekty jaki osiągnęli perfumiarze Profumum jest zadziwiający, bo cała kompozycja została oczyszczona ze zbędnych domieszek i została tylko wariacja "na temat". Z perspektywy dnia dzisiejszego uważam, że być może stoi za tym ekstrakt szkockiej, choć pewnie nigdy nie przewiercę Fumidusa na wylot. Bez dwóch zdań, to najczystszy obraz brzozowej kory w perfumach.

W formie ucywilizowanej odnalazłem zbiega w Lonestar Memories Andy Tauera. Brzoza wciąż występuje na pierwszym planie, ale dzieli go z innymi akordami. W ogóle zastanawiam się czemu o tej kompozycji Tauera jeszcze nikt nic nie napisał w Polsce, bo detronizuje ta kompozycja szumne Incense Extreme i to w sposób kategoryczny. Z punktu widzenia fana perfum szczególnie interesująco wygląda gra labdanum, które jest niemal bliźniacze do tego z Borneo 1834, tzn. sunie po podłodze, znika i pojawia się niespodziewanie, nadając czystkowego charakteru wszystkim akordom. Sam brzoza jest tu bardziej świeża niż w Fumidusie, choć Tauer wyraźnie zaznaczył, że wykorzystał brzozową smołę. To złagodzenie wynika pewnie przez grę sandałowca i, przede wszystkim, cedru. Nic nie zmieni jednak faktu, że Lonestar Memories to mistrzowsko przepleciona brzoza z innymi nutami i w tym wypadku jestem w stanie powiedzieć, że jest to dzieło sztuki. Aha, no i można tu też wyczuć słynną tauerowską mark note- silniej niż w róży, ale słabiej niż w innych kompozycjach- nie jest to wada.

Nie można nie napisać, o dość szczególnej kompozycji jaką jest propozycja Le Labo, Patchouli 24. Znowu brzoza ma mniejszą moc od dwóch wyżej wymienionych, ale tym razem została wkomponowana w ciepłą i ładną- paczulowaniliową podstawę. Patchouli 24 to zapach piękny, ale pozbawiony charakteru, bo w miejscach gdzie dziegieć ma pokazywać swoją brunatność, pełnię mroku i ostrość, dostajemy zaraz okład z banalnej słodyczy i wszystko trafia szlag. To zapach lajtowy, a brzoza- księżniczkowata- niemal do cna pozbawiona dziegciowego charakteru. Menardo wpadło w te same sidła do Flores-Roux przy Wenge- oba zapachy mogły być wspaniałe i stać się wyznacznikami, ale zbytnie "dopięknienie" pozbawiło je głębi. Patchouli 24 to woń lekka i frywolna, brzoza lajtowa.

Dziegieć idealny jest jednak tylko jeden- to Nostalgia z florenckiego kościoła Santa Maria Novella. W ścisłym początku zapachu, z nucie głowy nuty głowy kreuje się się właśnie dziegieć taki jaki jest w świecie realnym. Szkoda, że to tylko sekundy i kiedy alkohol ostatecznie odparuje obraz nie jest już tak ciemny (kolorowy chciałoby się rzec, no ale to nie pasuje do tematyki). Może ten absolut z początku to wina splotu z gumą, a nie dziegciu jako takiego, który jest wymieniany w bazie. Bądź co bądź, Nostalgia nie odzyskuje już tego co straciła. Kompozycja stacza się po równi pochyłej i pod koniec jest już tylko cytrusami na pseudogumowej bazie.

Jako tako brzoza wymieniana jest jeszcze w składzie Zagorska i Tar, Vento di Fiori, Sel Marin, Tom of Finland, Chene.
Po poznaniu różnych twarzy białej kory można ją wyczuć we wszystkich wyżej wymienionych, choć w Sel Marin czy Chene, a nawet Zagrosku to sztuka dość trudna.
Z drugiej strony, wyczuwalna w Tom of Finland, nie nadaje swojego przekazu, bo całość ginie pod zwałami innych ingrediencji.

No i brzoza odpędza złe duchy, więc czemu by nie nosić z sobą jej cząstki w postaci zapachu? A nuż do dobry omen na przyszłość. ;)

Profumum, Fumidus

Nuty: kora brzozowa, ekstrakt szkockiej, wetiwer
Rok powstania: b.d.
Twórca: b.d.

Andy Tauer, Lonestar Memories

Nuty: geranium, nasiona marchwi, dziegieć brzozowy, labdanum, jaśmin, drzewo cedrowe, mirra, bób Tonka, wetiwer, drzewo sandałowe
Rok powstania: 2006
Twórca: Andy Tauer

Le Labo, Patchouli 24
Nuty: paczula, dziegieć brzozowy, styraks, wanilia
Rok powstania: 2006
Twórca: Annick Menardo

Santa Maria Novella, Nostalgia

Nuty: dziegieć brzozowy, guma, styraks, bergamotka, paczula, drzewo cedrowe, tytoń, ambra, wanilia
Rok powstania: b.d
Twórca: b.d.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).