Róża z Ta'if. Część 2/2: "Perfumy" | perfumy i opinie
  • Róża z Ta'if. Część 2/2: "Perfumy"

Pierwsze część tego wpisu znajduje się tu: http://niemuzycznapieciolinia.blogspot.com/2010/02/taifdedsdf.html

Jak już wspomniałem, ta korzenno-miodowa róża należy do najrzadszych i przez to najcenniejszych składników używanych w perfumerii. Być może istnieje więcej kompozycji z ową różą, ale mnie udało się znaleźć zaledwie kilka. I niestety, są one potwierdzeniem wielkiej wartości (w sensie ceny) tego składnika.

Olejek różany z Ta'if został wykorzystany do produkcji najwyższej serii attarów Amouage (tych, które w Polsce kosztują powyżej 1000zł za 12 ml)- Homage, Tribute czy Afrah. W tym wypadku jednak trudno zachwycać się walorami zapachowymi, bo ani Homage, ani Tribute nie są specjalnie udane. Choć z drugiej strony może to być wina kultury nosa. Mój nie jest przyzwyczajony do takiej koncentracji zapachu i śmiem twierdzić, że mało kto w naszej części świata może się silić na obiektywną relację. Tak czy siak są to wonności raczej mało "noszalne".

People of The Labyrinths wykreowali zapach Amaze, które widnieje choćby w sklepie internetowym luckyscent.com i ma zadeklarowaną tytułową różę w składzie. A oprócz niej między innymi cywet i aoud, więc jest to kompozycja do obowiązkowego poznania. Niestety nie mogę zabierać w jej sprawie głosu, bo po prostu nie dano mi jej poznać.

Jest jednak zapach, który duszka Ta'if wziął sobie za głównego bohatera. Mowa oczywiście o Ta'if Ormonde Jayne. Na stronie producenta widzimy cztery główne kategorie zapachów: kwiatową, kwiatową orientalną, drzewną oraz kolońską. I mimo, że Ta'if zdaje się monotematycznym nudziakiem to zostało umieszczona w kategorii orientalnej. To po raz kolejny potwierdza tezę o ekspresji w stronę przypraw i miodu. Jednak nie od początku. Początek wieje kuchennym wręcz ciepłem, które zdaje się być pozbawione zapachu jako takiego. Mimo to jest tam coś, co każe upatrywać tego uczucia bezpieczeństwa, które odróżnia kuchenne ciepło od ciepła słońca czy ognia w perfumach. No i nie można zapominać o pewnym udziale akordu miodowego, który równie dobrze może odgrywać tam swoje harce. Tak, Ta'if ma piękny początek. Później zaczyna się róża. Tutaj w wersji bez liści i bez łodyg, bez chlorofilu. Ciepła czerwień zawieszona między pudrowym efektem przypraw a ambrowymi pasami bazy. Bogactwo jakie się sypie z kompozycji Ormonde Jayne jest niesamowite, ale do Une Rose wciąż trochę brakuje. Krwistych konotacji nie widzę a to wada, bo ja kocham czuć tę metaliczność. Z drugiej strony to może być cecha charakterystyczna olejku z Ta'if. No to jak już wymieniamy wady to róbmy to dalej. Ostrości nie ma i wszystko wydaje się wygładzone, płynne i plastyczne. Ba! Czasami, pod wpływem ciepła, robi się z tego pulpa o niezidentyfikowanym kształcie. Piękny początek i równia pochyła. To co jest później nie jest warte słów. Miks wszystkiego ze wszystkim, harmider, chaos, entropia nieskończona.

Skoro do serca nie przypadła mi żadna ze znanych kompozycji zawierających olejek różany z Ta'if to z bólem serca stwierdzam, że wolę zimne, metaliczne, zielone róże z kurwikami w płatkach. Wolę róże europejskie. I znowu zwracam uwagę na aspekt kulturowy. Może po prostu mój nos nie jest przyzwyczajony do takiego kierunku ekspresji zapachu. Perfumy Montale cieszą się olbrzymią popularnością na Bliskim Wschodzie, mimo że w Europie nie mogą zdobyć należnego miejsca. To nie znaczy, że są złe. Tak samo olejek z Ta'if.

Ormonde Jayne, Ta'if
Nuty: różowy pieprz, szafran, daktyle, róża z Ta'if, frezja, kwiat pomarańczy, jaśmin, żarnowiec, ambra
Rok powstania: 2004
Twórca: Linda Pilkington

Fot. nr 1 pochodzi z fragrantica.com

2 komentarze:

  1. Jak mi wiadomo, marka Juliette Has a Gun, która stworzona została przez wnuka Niny Ricci wkrótce zniknie z półek perfumerii Douglas. Zgodzę się, nawiązując do archiwalnych wpisów, że to najlepsze oraz najtrwalsze róże jakie znalazły się na szkle turkusowego koncernu. Trudno mi roztrząsać co było powodem podjęcia decyzji, której nie podzielam. Przypuszczać można, że to słaba odsprzedaż i na to wychodzi, że sieciach nie ma miejsca na niszę, tam rządzi jedynie dobrze rotująca mas sprzedaż. Ciekaw jestem opinii trzeciej i ostatniej kompozycji JHaGun, którą było mi przyjemnie poznać, wkrótce zaś zniknie a nosi nazwę Citzen Queen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielka szkoda, ale sam po ostatnie wizycie w Douglasie tak pomyślałem. Ledwie parę butelek stało na półkach i zabrakło części testerów. Citizen Queen nie znam chyba, ale podobno Calmity to jest dopiero poziom. Niedługo wezmę pod lupę wszystkie Julietty.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).