Six Scents, Series Two, No.2 (Ende/ Anfang) | perfumy i opinie
  • Six Scents, Series Two, No.2 (Ende/ Anfang)

Nad No.2 swoje głowy trudzili Damir Doma i Yann Vasnier. Drugi to znana persona, twórca czerwonego Comme des Garcons Palisander. W założeniu projektu Six Scents jest jednak ścisła współpraca między wizjonerem zapachu a jego bezpośrednim twórcą. Swoją drogą tak właśnie pracował Lutens z Sheldarake`iem, ale dziś nie o tym. Styl zgermanizowanego chorwackiego projektanta mody został punktem wyjścia dla kompozycji o nazwie Ende/Anfang, czyli Koniec/Początek. Powiem szczerze, że nie przemawia do mnie jego twórczość, którą zobaczyć można choćby tutaj.

Użycie przez Vasniera niemal wszystkich dostępnych drzewnych składników wygląda co najmniej komicznie, kiedy umieścimy zapach No.2 na tle modeli Damira. Spójrzmy na to co deklaruje producent z drzewno-żywicznych ingrediencji:
- kadzidło frankońskie (olibanum)
- drzewo cedrowe
- drzewo gwajakowe
- czystek labdanum
- dziegieć brzozowy
- styraks
- mirra
- drzewo sandałowe
- opoponaks
- gurjum balsam

Zawrotu głowy można dostać i snuć wyobrażenia o następcy Incense Normy Kamali. Nic z tych rzeczy. Nic!

No.2 podobny jest do Esprit du Tigre, bo i jeden, i drugi faktycznie pachną tygrysią maścią. O ile Heeley iskrzył się światłem, to Ende/Anfang jest zdecydowanie ciemny, węgielny wręcz. Anfang ogniska można powiedzieć, i to w dodatku zgaszonego przez nagłą ulewę. Czuć tu te niedopalone drwa, czuć poskręcane od gorąca liście. Nawet jakiś martwy robak się znajdzie. Problem jest jednak taki, że to wszystko dzieje się za szybko i schematycznie. Maśc tygrysia. Ciach! Ognisko. Ciach! Ulewa! Ciach! Koniec. Tak, można sobie w tym miejscu przywoływać Black Tourmaline. A lepiej wyobrazić sobie go w formie mgiełki odświeżającej, bo różnica mocy między zapachami jest kolosalna.

Bardzo mizerna trwałość zapachu może być potwierdzeniem tezy, że No.2 faktycznie powstał ze wszystkich wymienianych ingrediencji, ale w olbrzymim rozcieńczeniu lub, co bardziej prawdopodobne, bez wielkiego udziału utrwalaczy. Myślę, że cel był jeden. Zrobić drzewno-kadzidlany zapach, który nie odrzuci i zyska przychylność większej liczby osób. Na początku bardzo dynamiczny, ale później umykający bez żadnego znaku. Przy wierceniu nosem można, gdzieś tam na dole, zobaczyć jakieś ciemnozielone, trochę wetiwerowe elementy. I tyle.

A początek obiecywał wiele.

Nuty: imbir, olibanum, wetiwer, drzewo cedrowe, drzewo gwajakowe, drzewo sandałowe, mirra, kardamon, opoponaks, kolendra, labdanum, dziegieć brzozowy, bób tonka, styraks, wosk pszczeli, balsam Gurjum, paczula
Rok powstania: 2009
Twórca: Yann Vasnier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).