Jean Paul Gaultier, Fleur du Male | perfumy i opinie
  • Jean Paul Gaultier, Fleur du Male

Nie powinienem chyba pisać z czym kojarzy mi się Fluer du Male. Szczerze powiem, że w kategoriach cudu należy rozpatrywać jego bytność na półkach perfumerii i karierę jaką zrobił wśród ludzi, choć oczywiście o powtórzeniu sukcesu Le Male mowy być nie może. Z jednego powodu.

Fleur du Male pachnie kupą. Kupą, które zrobiło pod płotem małe dziecko a rodzice przykryli kwiatkiem, żeby nie było widać. Nie będę pisał szczegółów, bo nie o to przecież chodzi. Chcę tylko zwrócić uwagę na skrajnie wydźwięk tej kompozycji. Słodki, zmysłowy, fizjologiczny. W "Sensoryce i podstawach perfumerii" Jabłońskiej jest wymieniony jeden ze składników kału jako substancja perfumeryjna obok ambry, piżma czy kastoreum. Niestety nie pamiętam jego nazwy. Piszę to dlatego, żeby nieść świadomość, że i kupa może ładnie w perfumach pachnieć.

A teraz przejdźmy do konkretów, bo Fleur du Male tak naprawdę po swojej nucie popisowej robi się całkiem ciekawy. Mamy tutaj pięknie pociągnięty kwiat pomarańczy. Prawie tak dobry jak w Joop'ie Pour Homme, a pewnie wiele osób uważa go nawet za lepszy. Kurkdjian lubi się bawić tym składnikiem i widać, że jakąś rękę i jakiś talent do tego ma chłopak. Okiem fana perfum wygląda Fleur du Male nadzwyczaj interesująco, choć patrząc laickimi oczy nie wygląda to tak łatwo. Biały korpusik kojarzony jest jako mało męski, wręcz wiejący "cioterią". I prawdę mówiąc to jest ten najważniejszy powód, który przyczynia się do braku spektakularnego sukcesu tych perfum. Z drugiej strony widać, że perfumiarz postanowił postawić też odważniki na drugiej szali i dzięki temu możemy obcować z idealnym akordem paprociowym, rozpisanym w bazie tej kompozycji niemal w podręcznikowy sposób.

To zapach ciekawy przede wszystkim z rzemieślniczego punktu widzenia. Każda nuta została pociągnięta nad następną i w efekcie każda zakleszcza się z sąsiadami. Rewelacyjna ewolucja na skórze, piękne doły i nawet kupka na początku. Kapitalnie zamieszał gościu, ale z takim wydźwiękiem do Sephory to raczej trudno. I nawet logo JPG nie pomoże. Chyba.

Nuty: kwiat pomarańczy, petitgrain, tonka, akord fougere, kumaryna
Rok powstania: 2008
Twórca: Francis Kurkdjian

Fot. nr 2 z jakoloruje.pl

9 komentarzy:

  1. hm... moze nie kupa ale przyznaje, jest specyficzny. trudno okreslic moj stosunek do niego. plus - ze nie popularny, plus - ze nie ma go juz w perfumeriach.
    pachnie na mnie piekne, a za chwile idzie w smrodek scietego bialka, po czym znowu pachnie dobrze.
    trudny zapach.
    dla Ciebie az tak negatywnie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Andrzeju to recenzja jest właśnie hymnem do jego wyjątkowości. FdM to wielkie dzieło sztuki, właśnie przez jego kosmicznie nietypowy charakter. To genialne pachnidlo , choć wieje brzydotą. A ja generalnie lubię brzydkie rzeczy... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. w sumie mam takie samo zdanie jak Ty - brzydki a jednoczesnie fajny i ladny. kuriozum w swiecie zapachow.

    uzywales kiedys?

    OdpowiedzUsuń
  4. ale z ta "kupa dziecka" w sumie trafiles w 10 ;)

    mimo wszystko zamierzam go kupic i bede sie pryskal ta kupa i wszyscy beda ode mnie uciekac. a to w sumie mi pasuje :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w kwestii zapachow dziwnych - co wg Ciebie lepsze: Fleur du male czy Timbuktu???

    OdpowiedzUsuń
  6. To dwa bardzo różne zapachy. Stawiam na Timbuktu jeśli mam wybierać z tych dwóch./

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).