Róża nie wprost: Masaki Matsushima Art, Profumum Ninfea | perfumy i opinie
  • Róża nie wprost: Masaki Matsushima Art, Profumum Ninfea

Zrządzenie losu, że dziś mogłem się pobawić niedosłownymi interpretacjami czerwieni za sprawą dwóch tytułowych kompozycji, które poza różą nie łączy zbyt wiele i nawet ona jako taka mieni się innymi kolorami. Nie chcę na wstępie wygłaszać opinii wieńczących, ale powiedzieć trzeba, że uniknięto kompromitacji i oba zapachy nadają się do zabawy. Oczywiście trzeba zachować świadomość, że z jednej strony mamy dzieło rodziny Durante, zrobione bez oglądania się na cenę a na drugiej szalce stawiamy zapach, którego kariera ma dostarczyć konkretnych zysków dla całej, długiej drabinki ludzi.

Jeśli chodzi o początek to oba zapachy są przegrane. Ninfea gwizda bezczelnie porzeczką, której zmutowane DNA pozwala tworzyć olbrzymie ilości glukozy. Wierzcie lub nie, ale efekt zwala z nóg i nie ma nic wspólnego z lekkością, ogrodem ani porankiem. Zresztą właśnie z tego powodu "zmarnowałem" swoją próbkę tego zapachu z jednoczesną nauką, żeby nie zlewać się globalnie nieznanymi kompozycjami. Nabuzowane cukrem owoce nie są najmilszym ze znanych mi obrazów perfum, choć mocy im nie pożałowano. Jakby nie było, nie wytrzymałem i musiałem tę hodowlę zmyć z mojego korpusu. Wziąłem się za zapach tak: dałem drugą szansę, już na mniejszą skalę i trzecią- na blotterze w Quality. Może się to wydać paradoksem, ale im mniejsze stężenie tej kompozycji mnie otaczało tym coraz lepiej ją odbierałem. I wreszcie skupić się mogłem na róży, która z początkowej słodkiej postaci kroczy w kierunku ciemnej i ostrej Pani Kwiatów. Myślę, że za ten efekt przejścia odpowiada fiołek, który sam w sobie jest dość piwniczną ingrediencją. W sumie to dość prosta kompozycja, urocza i zarumieniona. Bez rewelacji, bo nawet przetrwanie początkowego koszmaru nie gwarantuje niczego specjalnego. Że o jeździe na włoskich ogrodach nie wspomnę... Ninfeo Mio bez porównania ciekawsze.

A pozornie beznadziejna i nie rokująca jakichkolwiek orgazmów kompozycja Masaki Matsushimy? Art to zapach, który zrobił w moim nosie wielką karierę, choć nie od razu. Najpierw były podejścia pełne rezerwy, pachnące blottery wkładane do książek i kieszeni, okazjonalne psiki na nadgarstek czy perfumowanie futerału komórki. Oswoiłem zapach i dziś mogę powiedzieć, że byłbym w stanie popełnić cały flakon. Jest słodki cały czas, ale w żadnym momencie nie paraliżuje jak robi to Ninfea. Pozornie prosto, ale jednak zdecydowanie kreują się iskrzące cytrusy w otwarciu, dorodna śliwa i składnik główny- róża. Wiję się z zachwytów nad każdym elementem Art. "Nad każdym" oznacza też nad bazą, która nie została zachowawczo zrobiona z siuśkowatych piżm i patyków cedrowych albo słodkiej paczulo-wanilio-ambrze. Kompozycja stoi na mocnych palach z białego piżma, ale to piżmo ma zdolność do zachowywania wcześniejszych nut. Efektem tego jest migotliwy koniec, bardzo bogaty w obrazy i mówiący do odbiorcy. W życiu bym się nie spodziewał, że Masaki Matsushima może zachwycić do takiego stopnia.

Dwie pozornie niepodobne butelki, które siedzą w różnych rynkowych niszach łączy uchwycenie tematu. Róża zarówno w Ninfea jak i Art jest składnikiem o największym udziale w tworzeniu wrażenia zapachowego, ale nie dominuje jak w klasycznych "różach". Ukrycie róży na sznurku miedzy porzeczką a fiołkiem udało się średnio, ale róża w japońskim stylu ze śliwką na deser to jak najbardziej godny polecenie produkt, a na pewno powąchania.

Profumum Ninfea
Nuty: róża, porzeczka, fiołek, trawa
Rok powstania: 2010
Twórca: rodzina Durante

Masaki Matsushima Art
Nuty: bergamota, karambola, śliwka, kwiat wiśny, herbata różana, kwiat lnu, drzewo cedrowe, piżmo
Rok powstania: 2010
Twórca: b.d.

Ryc. nr 1 to obraz Salvadora Dali Meditative Rose
Ryc. nr 3 pochodzi z przepisy.net

1 komentarz:

  1. Zapach Masaki Art, także mnie zachwycił, ale nie na długo. Po użyciu połowy opakowania z 80ml nie mogłam znieść tej słodyczy. Miałam wrażenie, że słodycz mnie dobije. Pożegnałam się szybko, a ukojenie znalazłam w czymś innym. ;)

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).