Motywy homoseksualne w sztuce perfumeryjnej (część 1.) | perfumy i opinie
  • Motywy homoseksualne w sztuce perfumeryjnej (część 1.)

Tekst ten kształtował się w mojej głowie od dobrych paru miesięcy, ale wciąż nie pozyskał jednorodnej formy. Bliżej mu do zmieniającej się chmury niż monumentu, ale uznałem, że przedstawię to tak, jak jest teraz. Miałem przyjemność nawet skonsultować ten problem z osobami, którym bliżej do gender studies niż mi, i które mogłyby uczynić tekst ciekawszym pod względem socjo- i psychologicznym. Jednocześnie chciałem samemu skupić się na tej myśli i uczynić ją swoją całkowicie. Przy okazji warto zaznaczyć marketingowcy, którzy zdecydowali się na homoseksualny image perfum ulegli stereotypom, więzom kultury, bo każda butelka odwołuje się do głęboko zakorzenionego obrazu osoby LGBT w społeczeństwie i dlatego próżno (bądź prawie próżno) szukać tu głębokiej filozofii. Dodatkowo stanąłem obok kolejnego problemu jakim okazały się rozmyte granice. Bo czy o najnowszym zapachu Tildy Swinton powinienem tu pisać, czy raczej nie? W końcu to ikoną gejów, muza zmarłego Dereka Jarmana i ekstrakt androgyniczności. Jako Orlando flirtowała z córką rosyjskiego dyplomaty w filmie o tym samym tytule, więc przejęła rolę mężczyzny i to z jej usta padły słowa "Ta sama osoba, bez żadnych różnic. Różna jest tylko płeć", kiedy z panicza stawała się Lady Orlando . W podobnych kategoriach można rozpatrywać Eau de Protection Rossy de Palma, ale już nie klasycznego Le Male, który stał się bestsellerem, a czerpie w sposób jawny z homoseksualnych obrazów. Mógłbym opisać ciurkiem wszystkie te kompozycje, mógłbym je porównywać, ale zdecydowałem, że przedstawię je pogrupowane w zależności od obrazu człowieka jaki przedstawiają. "Na temat homoseksualistów można wyrazić tyle samo opinii generalizujących, ile o heteroseksualistach. Wachlarz typów jest ogromnie szeroki- od transwestyty, który myśli, że jest Betty Davis, do zupełnie przeciętnego mężczyzny pożądającego chłopców w ten sam nieskomplikowany sposób, w jaki jego brat pożąda dziewczyny."

Chronologicznie pierwsze obraz osób homoseksualnych wywodzą się ze starożytnego Egiptu, dalej Grecji i Rzymu, ale rozpatrując to na tle perfum pierwszym przystankiem powinna być pierwsza połowa XX wieku, a ściślej mówiąc - czas II Wojny Światowej. To właśnie wtedy kształtuje się obraz marynarza muskularnego, wyuzdanego włóczęgi bez domu, czerpiącego spełnienie z męskiego seksu. W literaturze to czas, kiedy Jean Genet pisze powieść, która stała się testamentem tamtego czasu- Querelle z Brestu. Niemal równolegle Gore Vidal podjął temat niemożliwej do ugaszenia namiętności w "Nie oglądaj się w stronę Sodomy" ("The City and the Pillar"). Tych dwoje przedstawiało mężczyzn przez pryzmat chromosomu Y, jako seksualne maszyny pozbawione jakichkolwiek kobiecych cech. W kulturze ten obraz później ewoluował w stronę "leatherman", ale o tym później. Na tym etapie metamorfozy homoseksualisty poznajemy zawieszonego nad kolbami Pierre'a Guillaume i znajdujące się w prywatnej kolekcji perfumy - Querelle. Zapach dziwny przede wszystkim, zimny, podszyty fizjologiczną słodyczą i gnijącą zielenią. Jeśli już doszukiwać się koneksji z bohaterem Geneta to przez woń wodorostów obrastających kadłub zacumowanego statku, świeżo wylany beton i lejące się gdzieś przy dnie miejsce ścieki. Querelle to kompozycja dość syntetyczna, pozornie płaska, ale odnoszę wrażenie, że bardziej jest to efekt betonowej powłoki, która kryje różnorodne, choć dość traumatyczne wnętrze. Na pewno osoba jaką był Querelle mogłaby być zinterpretowana dosadniej, bardziej agresywnie, samczo po prostu. Zdecydowanie za mało tu męskiego potu podczas wojny a więcej lizania ran po walce. W tym miejscu trzeba wspomnieć o dwóch innych kompozycjach, które ocierają się o portowe klimaty i nie będzie tajemnicą, że chodzi tu o Le Male oraz Fleur du Male, które siedzą sobie na sephorowych półkach i stają się przedmiotem pożądania nieświadomych homofobów XXI. wieku. Jean Paul Gaultier trochę niespójnie potraktował sprawę, bo jego marynarze oprócz wielkich bicepsów mają również makijaż, dziewczęce spojrzenie i gładką skórę. Dodajmy do tego całą gamę kosmetyków kolorowych, która niestety nie odniosła sukcesu (lakiery do paznokci, pudry, tusze do rzęs i inne) i już mamy skutecznie zaburzony obraz samca-kopulatora, który wykreowany został w literaturze i sztuce połowy wieku. Wizja JPG jest niespójna, ale to pewnie wynik tego, że celowano w jak najszersze grono odbiorców i nawiązania do homoseksualizmu musiały zostać poddane marketingowej modyfikacji. Z drugiej strony sam zapach Le Male określany jako słodki i landrynkowy nasuwa skojarzenia nie tyle z portowym gejem co z jego miejskim, wymuskanym odpowiednikiem. Sama kompozycja absolutnie nie jest zła, bo mariaż lawendy, kwiatu pomarańczy, kumaryny, tonki i wanilii przedstawia się ciekawie i nosi dość fajnie, choć czasami ta słodycz potrafi dobić.

Wspominałem już o subkulturze "leatherman", która wyrosła z wojennego klimatu i która stała się ikoną kultury LGBT w drugiej połowie XX wieku obok dwóch innych obrazów. Urodzony w 1920 roku....cdn
CZĘŚĆ DRUGA ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ (KLIK)

Fot. nr 1 pochodzi z scrapetv.com
Fot. nr 2 pochodzi z wikimedia.com
Fot. nr 3 pochodzi z amazon.com
Fot. nr 4 pochodzi z coffeecoffeeandmorecoffee.com

6 komentarzy:

  1. Super artykulik. Jestem fanem Twojego bloga od roku i nie mogę doczekać się kolejnych postów. Super. Czekam na ciąg dalszy :-).
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie chłopak pachnący Le Male odpada w przedbiegach. Zero szans.

    ele

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale przecież Twój Jacques lubi pachnieć Le Male... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwaga techniczna: błagam, nie stawiaj kropek po liczebnikach zapisanych cyframi rzymskimi!!

    Co do tekstu, to ok, ale doszukiwanie się w reklamach i samych perfumach "wątków kultury queer" jest dla mnie mało ciekawe. W ogóle kultura queer mnie nie ciekawi. Wiem, że moją świadomość poprzedziły gorliwe boje o wolność świadomości, ale dla mnie wszystko powinno być takie, jakie jest. Nie musi być podpisywane ani homo, ani hetero. Ważne, żeby było pełne pasji i zachwycające. Czasem wydaje mi się, że wątki queer na siłę upycha się wszędzie, że pisarze-geje czują się zobligowani do pisania gejowskich książek. Niech piszą o gejach, jasne, ale niech nie unikają innych tematów, gdy trzeba. Nie lubię zamknięcia i takiego ciągłego interpretowanie i reinterpretowania wszystkiego pod kątem queer. To powoduje, że sami geje zamykają się w świecie swojego gejostwa i wbrew pozorom odległość, jak ich dzieli od reszty świata, wcale się nie zmniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  5. sykofanta: W sumie masz rację, ale jednak kultura queer istnieje, istnieje etykietka "homo" i czasami warto się zastanowić co i dlaczego sprowadziło autorów do takiej twórczości.
    A "zachwycające i pełne pasji" bez etykietek to tylko w Utopii (tej Morusa, nie innej)

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).