Motywy homoseksualne w sztuce perfumeryjnej (część 2.) | perfumy i opinie
  • Motywy homoseksualne w sztuce perfumeryjnej (część 2.)

Część pierwsza znajduje się tutaj (KLIK).

Wspominałem już o subkulturze "leatherman", która wyrosła z wojennego klimatu, i która stała się ikoną kultury LGBT w drugiej połowie XX wieku obok dwóch innych obrazów (o których później). Urodzony w 1920 roku Touko Laaksonen był mistrzem komiksu, ale że przyszło mu żyć w tak trudnym dla świata okresie to nie może dziwić wpływ wojskowej kultury na jego twórczość. Touko pasjonował się męskim ciałem. Zainteresowanie to dodatkowo ukształtowane w koszarach wpłynęło na jego przyszłą twórczość i uczyniło zeń mistrza tej materii, promotora wizji "skórzanego mężczyzny-geja". Lubował się w muskularnych męskich ciałach i próżno innych szukać w jego twórczości. W szerokim świecie bardziej znany jako Tom of Finland, jedna z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd popartu (oczywiście poza blokiem socjalistycznym, więc nic dziwnego, że w Polandii mało kto o nim słyszał). Touko zmarł w 1991 i po 27. latach właściciel Etat Libre d'Orange sobie go zażyczył w pachnącej galerii sław (sprawa jest dość skomplikowana, więc nie będę zanudzał). Jest to zapach trochę retro, aldehydowy z ziołowym otwarciem. Później opada w dość pyliste i suche nuty galbanum, blade wetiweru i pudrowe irysa. W sumie dość blisko stąd do Querelle Parfumerie Generale, choć Tom of Finland to krok w przód w stosunku do dzieła Guillaume'a. Obecność aldehydów może zniechęcać, tym bardziej, że zostały przedłużone do późnych nut głowy. Podoba mi się idea tego zapachu, ale niestety sama kompozycja jest dość przeciętna i jakoś trudno mi uwierzyć, że Kake (zawsze chętny młodzieniec, który był głównym bohaterem komiksów Toma) mógłby pachnieć właśnie tak. W mojej głowie rysuje się jeszcze jedno zestawienie, babcinego futra z męską skórzaną kamizelką i siedziskiem motoru. Nie potrafię jednoznacznie wskazać, która wizja wygrywa, ale faktem jest, że Tom of Finland balansuje między geniuszem środowiska a żenadą prostactwa. Odnoszę wrażenie, że można było temat wykonać z większą precyzją i wyczuciem, bez niepotrzebnego stresu o odpowiedni poziom młodości i męskości. Jako ciekawostkę dodam, że są to jedyne perfumy dostępne w sprzedaży dla osób pełnoletnich (przynajmniej teoretycznie), gdyż w środku zawierają homoerotyczne rysunki.

Tym sposobem weszliśmy w drugą połowę XX wieku i rok, który dla osób LGBT jest datą niezwykle ważną. 28 czerwca 1969 roku, Nowy Jork, Christopher Street, klub Stonewall. Nalot policji i nieludzkie traktowanie ludzi spowodowało przelanie czary goryczy."Był to pierwszy wspólny opór grupy większej liczby homoseksualistów przeciwko sposobowi traktowania ich przez ówczesne władze. Nigdy wcześniej w historii osoby homoseksualne nie działały razem." Nie wiem po co o tym wspominam, ale jakoś mówić o tym okresie i nie wspomnieć o tym wydarzeniu to nie wypada.

I tak trafiamy na lata nam współczesne, końcówkę XX wieku i millenium trzecie. Następuje rozszczepienie wizji osób homoseksualnych. Brak konieczności wchodzenia w konkretne role sprawił, że każde perfumy, które znajdujemy na półkach mogą być uznane za inspirowane daną seksualnością i płcią. Nic nie trzeba udawać i zapachy czerpiące z czasów obecnych są już jawnymi deklaracjami. Aktor Alan Cumming we współpracy z Brosiusem (tym od CB I Hate Perfume i Demeter) stworzył zapach Cumming, którego nazwy chyba nie trzeba tłumaczyć (pomijając fakt, że to jego nazwisko). W nutach odnajdziemy pieprz, bergamotkę, whiskey, tytoń, paloną skórę i żywice drzew iglastych. Nie wąchałem, więc nie ocenię. Ocenić jednak możemy reklamę, która bez owijania w bawełnę pokazuje faceta w makijażu, co w mojej opinii najlepszym zabiegiem nie jest. Oczywiście Alan jest gejem, więc staram się zrozumieć chęć ekspresji seksualności w ten sposób. Zresztą oceńcie sami.


Jeszcze dalej poszedł Michael Todd w swojej zapachowej serii Swingle. Cztery zapachy są skierowane do mężczyzn obojga orientacji oraz do kobiet. Zrobione wyłącznie z naturalnych składników są owiane lekką tajemnicą, bo nigdzie nie można znaleźć ich nut. W sumie pewnym usprawiedliwieniem jest właśnie owa naturalność, bo takie kompozycje można łatwo podrobić. To co odróżnia serię Swingle od tła perfumeryjnego jest zawartość feromonów, które mają pomóc w uwodzeniu. Fenomenem są nazwy, bo Men Seeking Men lub Women Seeking Women jeszcze parę lat temu przekreśliłyby szansę na jakikolwiek sukces marketingowy. Kto ciekaw szczegółów niech kliknie tutaj (KLIK). Przy okazji powiem, że to jedyny wątek lesbijski jaki udało mi się znaleźć w perfumerii.

W tamtym roku premierę miał kolejny zapach, który już bez żadnych skrupułów targetuje w gejów. Po raz pierwszy pada nazwa "Pour Gay". Takie są perfumy Hedone Eau-Mo, Eau de Toilette Pour Gay. Szok olbrzymi, tym bardziej, że ociera się o głupotę totalną. Kompozycja w sumie może być niezła, bo cytrusy z kardamonem tworzą głowę, szałwia z neroli i bodziszkiem- serce, wanilia, ambra, cedr i piżmo- bazę. Zapach duszy, niekończącej się podróży, niezrobionego łóżka (unmade bed?- chodzi o wymiętolone łóżko, co nie?), bezsennych letnich poranków i zimnego prysznica- przynajmniej według producenta.

Na sam koniec zostawiłem zapach, w którym zachowano obraz osób LGBT aktualny zawsze, który wciąż w pewnych regionach świata jest obrazem dominującym, najbardziej tragicznym ze wszystkich, choć przez wielu traktowany jest jako normalny i jedyny słuszny. To oczywiście postać człowieka ukrytego przed otoczeniem, który, aby żyć musi udawać. O ile w przypadku kultury Zachodu osoby LGBT są narażone co najwyżej na odrzucenie czy niechęć to w Iranie, Mauretanii, Sudanie czy Arabii Saudyjskiej wciąż grozi im kara śmierci. I znowu nie mogę się powstrzymać przed przybliżeniem postaci dwóch chłopców. Mahmud Asgari i Ajaz Marhoni zostali w 2004 roku aresztowani z powodu swojej miłości. W czasie 14 miesięcy tortur i katowania podczas których wychłostano ich ponad 200 razy w końcu przyznali się do winy. Zgodnie z prawem szariatu zostali powieszeni na oczach tłumów. W chwili zatrzymania mieli 14 i 17 lat.

Wszyscy, czy homo czy hetero, powinni dziękować, że żyjemy w cywilizowanej części świata. To tylko utwierdza w przekonaniu, że narzekamy i narzekamy a nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie tragedie dzieją się w innych miejscach. A teraz o zapachu. Otóż Etat Libre d'Orange postanowił uwiecznić mężczyznę ukrywającego swoją seksualność przed otoczeniem w zapachu Delicious Closet Queen. Oczywiście w perfumach jest to zmarginalizowane i na ulotce dołączonej do butelki czytamy o mężczyźnie ubranym w garnitur, który skrywa pod pozorem człowieka sukcesu swoją wielką tajemnicę jaką jest homoseksualizm. Zapach nijak ma się do takiego obrazu, bo przede wszystkim bije słodkim fiołkiem po nosie i jeszcze słodszą, podgniłą bazą. Sama kompozycja jest ciekawa, ale z niewyoutowanym facetem ma niewiele wspólnego. No chyba, że można uznać, że sam taki człowiek jest zgniłym zwyrodnialcem jeśli ma rodzinę a obok młodzieńca na lunch, choć to moje dopowiedzenie.

I to tyle moi drodzy. Przeszliśmy od obrazu geja-marynarza, dwie wojny, subkulturę "leathermen", mężczyznę uwodzącego po smutny obraz człowieka, który nie potrafi lub nie może być sobą. Ten tekst traktuję bardziej jako przybliżenie pewnych faktów kultury queer sobie i Wam, bo powiedzmy sobie szczerze- to co powiemy o źródłach inspiracji, celu i przyczynie nie jest ważne, ponieważ ważny jest odbiór zapachu przez nas samych. Czy Orange Star Tauera ma być automatycznie zapachem gejowskim tylko dlatego, że pachnie bliźniaczo do Fleur du Male? NIE. I dlatego proszę nie traktować tego tekstu jako artykułu o kompozycjach zapachowych, ale o celu i przyczynie, sztuce marketingu i przesłaniu jakie niesie otoczka płynu w butelce. Z tego też powodu poskąpiłem opisów nut, a same zapachy też potraktowałem pobieżnie.

Fot. nr 3 z blogs.laweekly.com
Fot. nr 4 z mimifroufrou.com
Fot. nr 5 z marbellastyle.blogspot.com
Fot. nr 6 z gejowo.pl
Fot. nr 7 z etatlibredorange.com
Fot. nr 8 z wikimedia.com

5 komentarzy:

  1. Marcinie, masz literówkę w jednym z powtórzeń nazwy Querelle. Możesz nie publikować tego komentarza, oczywiście. :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, już poprawiłem. Że też musiał takie dziwaczne imię dać bohaterowi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem! Wiem skąd między innymi nienawidzę Le Male. Przed podróbkę co zwie się "Cuba". Och co za homoseksualny oblech!

    ele

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstyd się przyznać, ale ja Cuby nie znam... A chyba powinienem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj znasz na pewno... Pachnie nią wielu przechodniów. Dostępna w "każdym" kiosku.

    ele

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).