Scent Stories- polski projekt pracowni Ah and Oh | perfumy i opinie
  • Scent Stories- polski projekt pracowni Ah and Oh


Cztery flakony, które powstały w poznańskiej pracowni Ah and Oh to ciekawy smaczek wzornictwa i ciekawe ujęcie tematu. Na pewno nie można zarzucić flakonom braku oryginalności i szarości. Wyróżniający się design z powodzeniem pozwalałby widzieć Scent Stories na półkach niszowych perfumerii, ale bardziej w stylu Horn & More czy Galilu niż Quality, choć orwellowski prosiak obok Clive Christianów i Kilianów mógłby wzbudzić zainteresowanie.




Macie pomysły jak mogłoby to pachnieć? No bo np. Poe bym widział w klimatach Ekscentryków, Let Me Play the Lion z odrobiną róży w stylu Madness. de Sade był już w wersji HdP jako paczulowiec-ziołowiec. Na Orwella nie mam pomysłu, a Laclosa nie znam.

Informacje i zdjęcia za www.behance.net

10 komentarzy:

  1. Orwell - władczą skórą, prochem i whisky. Albo niczym, przecież w 1984 wszystko było na kartki.

    Poe - wiktoriańską lawendą i cywetem obłędu.

    De Sade - lubieżnym ylang.

    Laclos - przyznaję, nie znam. Strzelam - puder, pomada, sycylijska cytryna (ta z Eau d'Hadrien).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ocet nie był na kartki i denaturat też nie. To zaiste ciekawe pachnidło by wyszło.

    Mam w tej chwili małą robótkę na dość nietypowe zapachy "śmierdzące" i właśnie takie jedno (mojego autorstwa) pachnie jak skiśnięty śluz pochwowy w piwnicy ... Tak by mógł pachnieć Sade :)
    W składzie mieszanki fiołek, paczula, labdanum, irys i parę innych...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę nie spytać czy wąchałeś śluz pochwowy, lol. Ciekaw jestem efektu tej twojej pracy.

    Ostatnio odkryłem Versace L'Homme - skórzano-wawrzynowy smród. W stylu Kouros i Rabanne ph. W tramwaju ludzie odsuwali się ode mnie na metr (szczerzy zęby).

    OdpowiedzUsuń
  4. Laclos - róża i tona pudru muszą być niestety. Niech dławi lecz niewinnie. Potem wyraźna, fizjologiczno-moczowa nuta. Musi być też miejsce na ciut tłustości jak frangipani czy jaśmin. Kończy się bardzo gorzko-cierpko, jak garbniki z ciężkiego wina ze świeżą oliwą. Wyprawiona skóra trochę pasuje, ale nie do końca o to mi chodzi...
    Tzw. dobre złego początki. Jak to w niebezpiecznych związkach :) Musi być niewinnie i rozpustnie zarazem...

    A Orwell dla mnie pachnie... płaczem... Tak jak Dick zresztą.
    pozdrawiam,
    M.A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Michale- odpowiedź pominę milczeniem, bo każda będzie zła.
    M.A- Po prostu muszę to przeczytać (NZ). Ta rozpusta ma moc przyciągania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka może zawrócić w głowie - film z Malkovichem, młodziutką Pfeiffer i Glenn Close też ekstra. I nie wiem, czy najpierw czytać, czy oglądać... Bo różnice są, zobaczysz :) Ale to już chyba zupełnie inny temat... :)
    M.A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Póki jeszcze nie znam nut mogę sobie o nich pofantazjować :)

    Poe- powinien dla mnie pachnieć frankońskim kadzidłem z mrocznymi dodatkami :) Można by pójść w stronę stęchłej piwniczno-kryptowej paczuli.

    Laclos-te niebezpieczne związki 'namalowałabym' sobie bez róży. Mogą być fiołki w morderczym wydaniu i kapka migdałowego arszeniku.

    de Sade-ambra, cynamon i goździki. Niech słodzi i rozpala :)

    Orwell-podoba mi się propozycja z whiskey i skórą. Chociaż rum byłby bardziej aromatycznie wdzięczny

    OdpowiedzUsuń
  8. Póki jeszcze nie znam nut mogę sobie o nich pofantazjować :)

    Poe- powinien dla mnie pachnieć frankońskim kadzidłem z mrocznymi dodatkami :) Można by pójść w stronę stęchłej piwniczno-kryptowej paczuli.

    Laclos-te niebezpieczne związki 'namalowałabym' sobie bez róży. Mogą być fiołki w morderczym wydaniu i kapka migdałowego arszeniku.

    de Sade-ambra, cynamon i goździki. Niech słodzi i rozpala :)

    Orwell-podoba mi się propozycja z whiskey i skórą. Chociaż rum byłby bardziej aromatycznie wdzięczny

    OdpowiedzUsuń
  9. To niestety same butelki i zapachów w nich raczej nie będzie. Możemy więc fantazjować do woli. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wytrzymam!! To genialne!! Zachwycają mnie wszystkie. Choć przyznam, że największy sentyment mam do Laclosa - czytałem, oglądałem. To jest dla mnie arcydzieło wszech czasów. Ma zupełnie niepowtarzalny klimat pełen ciągłego napięcia w starciu niewinności z okrucieństwem. Ale nie takim sadystycznym okrucieństwem, jak u de Sade'a. Jest to okrucieństwo wynikające z głębokiego namysłu nad rzeczywistością, okrucieństwo, które jest odpowiedzią na zastaną rzeczywistość. Dla mnie zapach Laclosa to powinien być puder, jakieś drewno, nuty kwiatowe, do tego deszcz, płonące świece i trochę potu.

    P.S. Książkę należy czytać w wersji Boya - ocenzurowanej z nudy długaśnych chrześcijańskich tyrad pani de Rosemonde. Film natomiast tylko Frearsa - należy obejrzeć raz, a potem wielokrotnie. To jest arcydzieło, w którym akcja rozgrywa się na wszystkich płaszczyznach: w planie pierwszym i drugiem, na twarzach bohaterów i w ich gestach.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).