Carthusia Caprissimo oraz Corallium | perfumy i opinie
  • Carthusia Caprissimo oraz Corallium


"Jak głosi legenda, w 1380 r. przeor klasztoru został zaskoczony wiadomością o przybyciu na Capri królowej Neapolu Joanny II Andegaweńskiej. Postanowił uhonorować znamienitego gościa bukietem najpiękniejszych kwiatów rosnących na wyspie. Kwiaty stały w wazonie trzy dni. Kiedy zostały wyrzucone, przeor zorientował się, że woda po nich nabrała nadzwyczaj przyjemnego aromatu. Udał się do zakonnika zajmującego się alchemią, aby odkrył pochodzenie zapachu. Tak powstały pierwsze perfumy z Capri. Kilka wieków później, w 1948 r. ówczesny przeor Kartuzów odnalazł stare formuły zapachowe. Za zgodą papieża przekazał je włoskiemu chemikowi, który stworzył bodajże najmniejsze laboratorium perfumeryjne na świecie. Na cześć zakonu nadał mu nazwę „Carthusia"

Dwa najnowsze zapachy tej małej włoskiej firmy są jednocześnie pierwszymi z jakimi mam bliższy kontakt. Od razu na początku chcę zaznaczyć, że Carthusia należy do marek, które do każdej premiery przykładają olbrzymią wagę i ich zapachy nie powstają tak sobie co parę miesięcy. Wcześniejsze perfumy są sygnowane rokiem 2006 (Via Camerelle i Numer Uno) i dopiero po czterech latach powstało trio, którego część dziś zrecenzuję. Choć trudno mi uwierzyć, że Laura Tonnato (twórczyni perfum) potrzebowała aż takiego okresu czasu na stworzenie tych zapachów to fakt, faktem pozostaje, że Carthusia do marek typu Byredo czy Profumum nie należy.


W Corallium mamy kolejną interpretację bryzy morskiej i aury Capri. Sama kompozycja jest dobra, ale trochę nijaka. Przez pierwszy dzień mnie odrzuciła, później zachwyciła i wreszcie zobojętniała. Słoneczne, słodkie cytrusowe otwarcie przywodzi na myśl syrop z mandarynek i jest jedynym etapem, który rozpościera się pod znakiem konkretnego składnika. Później kompozycja stacza się w nieokreśloną polinutę o klasycznie męskiej barwie. Przez to rozwój perfum nie może być uznany za szczyt marzeń, ale ogólne wrażenie jest jak najbardziej ok. Ta męska nuta też taka do końca płaska nie jest, bo potrafi wydobyć leśne, grzybowe, ciut ziołowe aromaty. To właśnie one kierują Corallium na ścieżkę fougere i sprawiają, że zapach klasyfikowany być może jako niebanalna klasyka wśród męskiej perfumerii.

Carthusia Corallium
Nuty: wawrzyn, mirra, mandarynka, bergamotka, paczula, drzewo cedrowe, szałwia, piżmo, rozchodnik
Rok powstania: 2010
Twórca: Laura Tonatto
Dostępność i cena: zapach oferowany jako woda perfumowana w dwóch pojemnościach 50 mL (280 zł) i 100 mL (350 zł); dostępny w perfumerii Quality.


Zupełnie inaczej ma się sprawa z Caprissimo. Parę dni temu, wychodząc wieczorem z domu wziąłem nieświadomie próbkę (też nieświadomy, że jest to ekstrakt perfum a nie edp czy edt) i wesoło zacząłem się spryskiwać tym zapachem. Efekt był taki, że koszula wylądowała w praniu a ja pod prysznicem. Po raz kolejny trzeba zaznaczyć, że podział na zapachy męski i damskie to NIE JEST wymysł marketingu. Caprissimo to zapach tylko dla kobiet, ciężki, aldehydowy, babciny. Jest jak taka gruba, stara, matrona, która rozsiada się się stołku i kokieteryjnie wyjmuje długiego papierosa. Pięć ton pudru, dziesięć ton koronek i futro do tego. Zapach jest tak traumatyczny, że testuję go zamknięty w swoim pokoju. Trwały jak zbój. Nut prawie żadnych tu nie czuć poza petitgrain w głowie i jaśminem później. Caprissimo jest przykryte aldehydowo-kwiatowym akordem o sile i gracji słonia. W sumie to dużo lepiej w tej kategorii zapachowej spisują się stare damskie klasyki jak choćby Madame Rochas. Nie mogę też przeboleć, że Carthusia wypiera się użycia aldehydów, bo są one tu bezdyskusyjnie. No, ale oni się szczycą używaniem wyłącznie naturalnych esencji (przynajmniej teoretycznie), więc wypisanie aldehydów w nutach byłoby dyshonorem.

Carthusia Caprissimo
Nuty: petitgrain, cytryna z Amalfi, mirt, hiacynt, jaśmin, osmantus, frangipani, nuty drzewne, mirra
Rok powstania: 2010
Twórca: Laura Tonatto
Dostępność i cena: zapach oferowany jako czyste perfumy w pojemności 50 mL (440 zł); dostępny w perfumerii Quality.


1681 zostawię sobie na deser w oddzielnym artykule.

Ryc. nr 2 pochodzi z www.gongchi.org

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj.
    Carhusia nie należy do moich ulubionych marek (wyjątek: LIGEA LA SIRENA i ARIA DI CAPRI)
    zaskoczyłeś mnie tym pierwszym opisem z wodą z wazonu :D
    dziwna sprawa zważywszy fakt,iż taka woń do przyjemnych nie należy,nie wiem co zakonnik miał na myśli mówiąc że to przyjemny aromat :)
    no ale testować zawsze warto, aby sobie wyrobić opinię o marce.
    co do drugiego zapachu Carthusii którego nie zanm,patrząc na nuty w opisie to może być ciekawie i słodko.
    muszę kiedyś wypróbować.
    p.s
    z tą korpulentną starą matroną musi być ciekawie ;),a MADAME Rochas to piękny zapach,choć niektórzy z mojego otoczenia są innego zdania.kiedys słysząc tekst typu:
    "ale klepie starą ruską"
    :DDD

    pozdrawiam
    J

    OdpowiedzUsuń
  3. Corallium jest super, pachnie jak irysowy Dior Homme, tyle, że jest trwalszy, ładniejszy, świeższy i lepiej skomponowany.
    Nie znasz się człowieku.

    OdpowiedzUsuń
  4. *Anonimowy, zatem niech pozostanie, że Ty się znasz :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Caprissimo - kolejny zapach z frangipani, który zamiast oddawać tę piękną, dziewczęcą, lekką woń kwiatów, przepięknych kwiatów serwuje (nie)slodki ciężar. Już powoli tracę nadzieję, że ktoś poda plumerię w zwiewny sposób

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).