Etat Libre d'Orange Antiheros | perfumy i opinie
  • Etat Libre d'Orange Antiheros

"Weź mnie takiego jakim jestem" zdaje się mówić ten pozorny przeciętniak. Antybohater nigdy nie kłamie na swój temat, stąd nieskomplikowana, hedonistyczna oraz słoneczna kreacja zapachu całkowicie skupia się na kwiatach lawendy. Bohater dnia codziennego. Nie przejmuje się niczym zbytnio. Jego wrodzona skromność jest niezmiernie pociągająca i on o tym wie. Swoje niedoskonałości podkreśla w sposób inteligentny, z naturalną i nieszablonową elegancją. Z potarganymi włosami i niespecjalnym wyglądem niespodziewanie staje się supermenem, który przyciąga wzrok. I mimo, że ciężko w to wierzyć, właśnie za to go uwielbiamy." (cyt z ulotki dołączonej do Antiheros, tłum. Horn & More)

Do cna męski, trochę wytrawny i lawendowy jest nasz Antiheros. Nie lubię lawendy. Antiheros może być.

Przypomina mi zapach starego pianina, pięciu ton kurzu nań i kornika w środku. Taki obraz nie należy do najbardziej wyszukanych i faktem pozostaje, że tę kompozycję Etat Libre d'Orange do finezyjnych raczej trudno zaliczyć, choć z topornym mononutowcem też nie mamy do czynienia. Antiheros znajduje się bliżej koncepcji lawendowego ekstraktu z Basali, ogołoconego z dymnych akordów, z kilogramów spalenizny i ogólnego wrażenia okropności. Lawenda w przykurzonej formie, absolutnie bez kadzidlanych konotacji, jest dla mnie właśnie zapachem starych drewnianych mebli. To tylko skojarzenie, ale jakże sugestywne. Spójrzmy na taką sytuację (bądź co bądź komiczną i nierealną): Antiheros wyskakuje z pianina, tony kurzu lecą w górę, dech zaparty, fioletowa roślina atakuje i od tej chwili wszystko powoli podlega grawitacji. Wykonane z drewna elementy wynurzają się z siwej chmury, lawenda schodzi na dalszy plan. Czmycha do kąta niepewna swoich losów. Zanim obraz do końca staje się klarowny wokół instrumentu owijają się zwoje białego piżma w płóciennej postaci. Tracony wówczas kontrast jest efektem perfekcyjnym, wyważonym, wręcz eleganckim. Kompozycja staje się usypiająca w tym momencie, pełna jasnych piżm. Co ciekawe, wcale nie czuję się zgorszony tym chemizmem, wulgarną sztucznością wręcz. Ta lekka forma, która otacza lakierowane drewno i resztki lawendy jest na swój sposób bardzo ujmująca i czyni z bazy tych perfum element na najwyższym poziomie. Gdybym był fanem tej nuty to chyba Antiheros byłbym moim "Pierwszym pośród Równych". Ale ja na lawendzie się znam kiepsko, więc nie słuchajcie.

Nuty: lawenda, piżmo, nuty drzewne
Rok powstania: 2006
Twórca: Antoine Maisondieu
Dostępność i cena: w butiku Horn & More za 50 mL wody perfumowanej zapłacimy 270 zł

Fot. nr 2 z kidicarus222.blogspot.com

3 komentarze:

  1. Mi tez lawenda czesto sie kojarzy z zapacham zakurzonych mebli.

    Rzadko zagladam do Etat Libre d'Orange, bo przezylam tam szok olfaktoryczny wachajac Secrétions Magnifiques, okropne ! Perfumy te mialy oddac zapach mieszanki sliny, spermy, krwi i potu, czysta prowokacja, ale strasznie dzialajaca na psychike. Wedlug sprzedawczyni nalezy perfumowac ta woda jedynie ubrania i nosic je dopiero po dwoch dniach, dopiero wtedy wychodza piekne nuty drzewne. Nie sprobowalam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe gdzie można dostać próbki Etat Libre d'Orange w internecie ? Bączek

    OdpowiedzUsuń
  3. Bączku- najszybciej przez ich oficjalną stronę internetową.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).