Gardenia w perfumach (część 1.) | perfumy i opinie
  • Gardenia w perfumach (część 1.)

Gardenia jasminoides. Z jaśminem nie łączy jej pokrewieństwo większe niż "piąta woda po kisielu", ale zapachowe już tak i stąd taka a nie inna nazwa gardenii. Kwiat rosnący na niewielkim krzewie słynie przede wszystkim z wyglądu i dopiero w drugiej kolejności z zapachu, choć i ten pozwala jej stanąć w górnych miejscach roślinnego rankingu piękności. Tyle o botanice i przejdźmy do perfumerii.

Główne substancje pachnące to przed wszystkim lakton jaśminowy, estry kwasu metylokrocieniowego (tiglic acid), okumen i linalol, z czego za niepowtarzalny aromat gardenii w głównej mierze odpowiadają właśnie estry kwasu metylokrocieniowego. Oczywiście nie będę tu zanudzał pełną specyfikacją chemiczną, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o zapach. Właściwą woń płatki gardenii zawdzięczają wybitnym warunkom środowiska i wystarczy nawet niewielkie wahanie tych parametrów, żeby zapach stracił znaczną część swojej mocy. Przede wszystkim ma być ciepło i wilgotno, ale nie gorąco i parno. Za takie warunki kwiat odwdzięczy się pięknym aromatem, który jednak trzeba z niego wyciągnąć. Tu pojawia się problem, który niemal uniemożliwił otrzymanie tej wonności. Okazało się, że pachnące składniki są wybitnie nietrwałe i rozkładają się przy lekkim nawet podgrzaniu, że o typowej destylacji nie wspomnę. Zastosowano dość interesującą metodę nawaniania (słynne enfleurage), gdzie płatki umieszcza się w zwierzęcym tłuszczu, czeka tygodniami, później całość wrzuca się do alkoholu i wymraża (i wiele razy powtarza). Tak otrzymuje się absolut gardenii, który w skoncentrowanej formie ma paskudny zapach palonych opon. Enfleurage znane jest z "Pachnidła", bo właśnie tą metodą Grenouille otrzymywał zapachy dziewic. W ramach ciekawostki powiem, że to ukochany kwiat Billie Holiday, jej źródło inspiracji i siły. Zresztą tak silnie identyfikowała się z tym kwiatem, że zwykła ozdabiać nim włosy. Jazzowa wokalistka niewątpliwie przyczyniła się do popularności tej woni w swoich czasach (na zdjęciu ze swoim psem- Misterem w 1946 roku).

A teraz smutna informacja. Gdyby do produkcji perfum w XXI wieku wykorzystywano absolut robiony w ten sposób to Gardenia Marca Jacobsa nie kosztowałaby 200 zł a 2000 zł. Musimy być świadomi, że to co znajdujemy w perfumach (niszowych też) to chemiczne odpowiedniki absolutu. Nawet jeśli producent szczyci się, że w jego produkcie znajduje się naturalny absolut gardenii to są to ilości marketingowe (1 część naturalnego absolutu na 1000 części syntetyku lub nawet na 10 000), czyli na zapach ma to wpływ żaden a jedynym celem takiego zabiegu jest trafić do głowy potencjalnego klienta.

Na rynku właśnie pojawiły się dwa nowe zapachy eksplorujące temat gardenii, więc stąd pomysł na zatrzymanie głowy i nosa nad tym kwiatem.

Część druga znajduje się tutaj (KLIK).

Tekst na podstawie:
http://www.bojensen.net
http://www.wikipedia.com
http://www.ehow.com
http://www.perfumes.com

Fot. nr 1 z humanflowerproject.com
Fot. nr 2 z ivorhartmann.blogspot.com
Fot. nr 3 z wholeblossoms.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).