Gardenia w perfumach (część 3.), Parfumerie Generale Gardenia Grand Soir | perfumy i opinie
  • Gardenia w perfumach (część 3.), Parfumerie Generale Gardenia Grand Soir

Część druga znajduje się tu (KLIK)

Limitowana, nieco pominięta siostra szumnie zapowiadanego Bois Naufrage w tegorocznego rzutu Parfumerie Generale. Jeszcze w Polsce niedostępna (ma się to zmienić), ale za granicą można ją spotkać dużo częściej. Co dziwne, również za zachodnią granicą, nawet za oceanami, Gardenia Grand Soir jest traktowana po macoszemu. Wszyscy rzucili się na zakurzoną, chemiczną figę z Bois Naufrage i nikt nawet nie pofatygował się w kierunku tej kwiatowej wariacje. To błąd, bo o ile gwiazda tej serii była drzewna z nazwy, o tyle Gardenia Grand Soir jest drzewna naprawdę. Rozkoszna po prostu.

Już jej pierwszy ruch zachwyca, bo przypomina łamanie kruchej łodygi, trochę bardziej suchej niż może to się wydawać, ale głośne "chrum" jest pożądanym elementem. Ja tam go lubię przynajmniej. Zresztą jest to jedyny skoncentrowany fragment tej kompozycji, bo później guillaumowski pędzel zaczął harce po całej przestrzeni i wcale nie jest maczany w gardenii jako takiej. Wielka, biała, olfaktoryczna kartka została zapełniona finezyjnymi kleksami drzewa sandałowego w jego pierwotnej, trochę maślanej a ciut cytrynowej formie. Pełno tu dźwięków szeleszczącego papieru czy może bardziej miażdżonych kryształów cukru rozprowadzonych na mokrym jeszcze podłożu. Podłożu, które na dobrą sprawę nie wysycha nigdy i przedstawia zmienne drzewo sandałowe we wszystkich jego formach. Wcale nie wieczorowe, bo Gardenia Grand Soir nie jest egzotycznym, duszącym kwieciem. To zapach słodki, drzewny, zabójczo oryginalny, bo jednocześnie kwiatowy i nietypowy. Nigdy wcześniej nie wąchałem takiej wariacji na temat gardenii a to niepodważalny sukces Pierre'a, że nie dał się zwieść na manowce "zgapiania". Zadziwia mnie ten charakter kompozycji i jednocześnie wprawia w zadowolenia, kiedy kwiat zdaje się być tłem dla zmiennokształtnego sandału. Gardenia nie ma tu twarzy upojnej ani rabarbarowo świeżej. Jest po prostu inna, przystosowana do dzielenia pierwszego planu z miękki i upajającym drewnem.

Nuty: drzewo sandałowe, gardenia
Rok powstania: 2010
Twórca: Pierre Guillaume
Dostępność, cena i linia: w Polsce jeszcze niedostępny, ale niebawem ma się pojawić w perfumerii GaliLu; na luckyscent.com za 50 mL wody toaletowej zapłacimy 95$
Fot. nr 2 z cafleurebon.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).