Maison Martin Margiela Untitled | perfumy i opinie
  • Maison Martin Margiela Untitled

Projekty Margieli cieszyły się chyba od zawsze wielkim powodzeniem, bo minimalistyczny styl z elementami androgyniczności okazał się zapełnieniem wolnej niszy. Nie inaczej było z zapachem, nad którym czuwał Martin, choć nie możemy się łudzić, że będzie to ekstrakt niszy i wyszukanego gustu, kiedy za sterami stoi potężny Loreal i całe hordy dzikich księgowych. Perfumy mają przynieść zysk i tylko to się liczy. Untitled to coś pomiędzy, bardziej wyszukany element w zbiorze mainstreamu, trochę dymny, trochę ziołowy, dwuznaczny. Bo właśnie możliwość szerokiej interpretacji zapachu przyświecała twórcom. Teraz oprócz tego, że jest to typowy uniseks, to jest to też zapach na wszelkie okazje, bez określonego przez marketing targetu. Ktoś chce na kort z tym pójść- proszę bardzo, na bal- nie ma problemu. Z tego samego względu flakon jest taki "biedny". Zaprojektowana przez Fabiena Barona butelka jest klasyczna i niecharakterystyczna do bólu... ale tak ma być. Do stworzenia zapachu zaciągnięto nosa wielkiego, największego formatu- Danielę Andrier, naczelną perfumiarkę Prady. O efekcie poniżej.

Rozpoczyna się słodko, dymnie i wytrawnie. Dorodne kryształy cukru szorują nabłonki nosa, zwęglają się, wchodzą w karmelowe niuanse i, tak po prostu, są przyjemne. W tej atmosferze zaczynają pojawiać się palone zioła a równolegle do nich akord ciepłego mleka z miodem. Takie ułożenie nut i wrażeń jakie one niosą sugeruje swoistą bliskość do Nomad Tea marki Comme des Garcons. Bez cienia wątpliwości mówię, że to rodzeństwo. Bliźniaki dwujajowe. Identyczne bez mała. To co je różni to herbata, która w Untitled została zastąpiona zielonymi chaszczami galbanum i bukszpanu. Zresztą jest to najciekawszy moment ekspresji tej kompozycji. Kiedy opadnie wrażenie karmelizowanej słodyczy i dymnych akordów, nagle powstaje zieleń. Barwa mroczna, ale wciąż zielona, niemal bezwodna. Próżno szukać tu trzaskających łodyg czy wesołego seledynu lub swoistej aury trawy. To zabawa kolorami w stylu Victrix, Virgilio czy nawet French Lovera.

Urodziło się zdrowe dziecko. Duże i kształtne. Nogi na miejscu i ręce też są. Niech o jakości świadczy sukces marketingowy we Włoszech, gdzie Untitled zawędrował na pierwsze miejsce na bestsellerowej liście perfumerii Douglas. Paradoksalnie w kategorii zapachów dla Pań. Idea uni jeszcze do sieciowych perfumerii nie doszła.

Nuty: bukszpan, drzewo cedrowe, olibanum, neroli, galbanum, jaśmin, piżmo
Rok powstania: 2010
Twórca: Daniela Andrier
Dostępność, linia, cena: zapach niedostępny w Polsce; woda toaletowa dostępna jest w pojemnościach 30, 50 i 75 mL; linia uzupełniająca obejmuje m. in. żele i mleczka

Fot. nr 1 z iwantigot.geekigirl.com
Fot. nr 2 z okcigarette.com

3 komentarze:

  1. Witam Marcinie. Zaintrygowałeś mnie tymi perfumami. Trzeba spróbować, bo wydaje mi się, że mi się spodobają. Chyba spróbuję ich bliźniaka z CdG - akurat będę w Guerilli w stolicy niedługo
    Pozdrawiam
    P.S. Stale podczytuję twojego bloga i mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, Untitled to ciekawy zapach, ale o ograniczonej dystrybucji. Niestety, lecz Nomad Tea w Warszawie chyba też nie ma, choć pewien na 100 % nie jestem.
    Pozdrawiam ciepło, Marcin

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzien dobry:)
    Ten zapach mnie urzekl, zielony, pieknie sie rozwija:) polecam
    Ania

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).