Edition des Sens (Etat Libre d'Orange) Sex Pistols | perfumy i opinie
  • Edition des Sens (Etat Libre d'Orange) Sex Pistols

Ociekające seksem pistolety w natarciu. Tym razem na półach Sephory. Jak to się stało, że niszowa marka zaczęła współpracę z nie-niszową marką? Tak jakoś, w sumie pewnie chodziło o kasę, choć zaznaczyć trzeba, że Sex Pistols nie jest sygnowany logo Etat Libre d'Orange a Edition des Sens (swoją drogą na flakonach klasycznych ELdO widnieje małym drukiem przy składzie napis "Edition des Sens"). Dodatkowo Sephora francuska pokazała, że lubi współpracować z panem Etienne de Swardt, czego dowodem może być obecność Noel au Balcon na półkach tej sieci. Sam Sex Pistols został zainspirowany rewolucyjną anarchią i chaosem lat 70. w Anglii. Wysoko mierzą spece od PR nazywając zapach "rewolucją w butelce".

Kiedy zobaczyłem dziwny flakon na półce Sephory w Sadyba Best Mall pomyślałem, że to pomyłka. W końcu zapach EldO miał byś dostępny tylko we Francji i już miałem molestować ekipę Horn & More, żeby załatwili próbkę. Na zapach miałem chęć od pierwszej przeczytanej wzmianki w internecie. Nie bez znaczenia była osoba kosmicznie utalentowanej Mathilde Bijaoui- perfumiarki, która stoi za najlepszym zapachem Etat Libre d'Orange- Like This. Najpierw był test nadgarstkowy, na następny dzień drugi test, i dziś- test globalny.

Sex Pistols to zapach metaliczny, raczej świeży. Potrafi zakręcić w nosie, ale równie dobrze położyć się w banalnym rowie. Zaskoczył mnie zupełnie fakt, że kompozycja jest opisywana jako wariacja na temat aldehydów a nie ma nic wspólnego z No.5. Zresztą już kiedyś pisałem, że nuta aldehydowa jako taka nie występuje, bo aldehyd potrafią pachnieć niemal wszystkim. W zapachu Mathilde Bijaoui są one błyszczącym, zimnym metalem. Podczas ścisłego początku perfumy krążą wokół akordów świeżych i, co to dużo mówić, bardzo oklepanych. Później, kiedy cytrynowy sok z pieprzem spłyną i odsłonią lśniącą klingę, robi się ciekawiej. Sex Pistols wchodzi w obszar gry lekko piżmowej, może nawet ciut kwiatowej, ale metalicznej bez przerwy. Czuję tam nutę świeżego męskiego potu. Na tym etapie zastanawiam się co ten zapach robi na półce damskiej... Później znowu staje się średni. To znaczy wielką ilość już podrdzewiałego żelaza, dużo kurzu i niezidentyfikowanych, lecz rozwodnionych składników. Producent deklaruje m. in. śliwkę i skórę. Wg. mojego nosa nie ma ani jednego, ani drugiego tym bardziej.

Chemiczny, metaliczny, trochę nijaki w sumie. To głęboki ukłon w stronę Sephory w wykonaniu Etienne. Koncepcyjnie nie mogę Sex Pistols nic zarzucić, ale zapachowo to druga liga. A God Save the Queen to utwór tytułowego zespołu z lat 77. Szczęście, że nie jest tak źle, żeby trzeba było ratować Królową.

Nuty: pieprz, cytryna, śliwka, aldehydy, paczula, ambrette, heliotrop, skóra, orcanox
Rok powstania: 2010
Twórca: Mathilde Bijaoui
Cena, dostępność, linia: za 50 mL edp zapłacimy w wybranych Sephorach 190 zł

Fot. nr 2 z thomasnet.com

3 komentarze:

  1. Ktoś na forum pisał że przypomina Eau Des Merveilles, Ty widzisz jakieś podobieństwo między nimi?

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę tak, i jest ono większe niż pomiędzy Ikon a BC, ale cudów też się nie spodziewajmy- przynajmniej wg. mnie.
    Sex Pistols to ubogi krewny, że tak powiem. W sumie gorszy niż lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się brdzo podoba. moze jest troche metaliczny, ale tez slony, pieknie roziwja sie na skorze i jest baerdzo zmyslowy

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).