Escada Absolutely Me - ryjek umorusany malinami | perfumy i opinie
  • Escada Absolutely Me - ryjek umorusany malinami

Escada Absolutely Me znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Najnowszy zapach Escady to kontynuacja cyklu, w którym stoją dobrze znane Desire Me oraz Incredible Me. Dnem totalnym powinien okazać się trzeci zapach, ale nim nie jest z jednego powodu, o którym później. Klapą pod względem oryginalności jest obudowa słowna i cała kampania marketingowa, z której dowiadujemy, że zapach został zainspirowany duchem wiecznej zabawy, spontanicznością, radością życia, czyli czymś co przewinęło się setki razy. W tym kontekście udział Olivii Wilde w filmie promocyjnym można uznać za strzał w dziesiątkę i jakieś wybrnięcie z objęć nudy. Zresztą zobaczcie sami jak to wygląda:


Nieźle, bardzo nieźle, co nie? A teraz trochę o zapachu samym w sobie- śmiejżelku jak się patrzy (ależ ta nazwa mnie się podoba). W sumie to można potraktować ten merdający początek jako nic- wielki nic, bo przecież w dzisiejszych czasach niemal każda nowość oferuje ciekawy start i padniętą resztę. Sugerując się nazwą firmy też można odnieść wrażenie, że gniot to będzie niemiłosierny. Tak jednak nie jest z paru przyczyn, ponieważ Absolutely Me kręci się w sposób zgoła niemożliwy do przewidzenia. Malinowy sposób. Ktoś sceptycznie nastawiony mógłby zarzucić ulepny charakter, żenujące wykorzystanie cukierkowej maliny... popełniając przy tym wielki błąd. W nowej Escadzie malina w głowie przypomina Mambę o rzeczonym smaku. Efekt może i jest prosty, ale ryjek aż mi się uśmiechnął, kiedy się wytaplałem w tym zapachu. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami, nie trwa to wiecznie, ale stanowi ciekawy wstęp do dalszej gry tej ingrediencji. Równocześnie kolor malin staje się coraz bardziej purpurowy, ciemniejszy, w głębokim sercu obleczony lekkim dymem, ale wciąż mówimy o owocu dużym i soczystym, bez robaka. Producent wspomina, że w nutach serca zastosowano akord ciasteczek migdałowych (na zdjęciu), które zawierają też krem różany, mnóstwo cukru i jajek. Nie wiem jak rozsądnie przetłumaczyć na polski frazę "rose macaron", no bo przecież nie "różane makaroniki", ale tak po angielsku zwą się te łakocie. Absolutely Me aż tak dosłownych wrażeń nie niesie, ale prawdą jest przejście pędzla nad obszarem gourmand-kwiatowym, z równie silnym akcentem na drugim członie. Jednocześnie zaznaczam, że wątek florystyczny nie ma jednego aktora, bo oprócz występującej w domyśle róży sporo jest akordu, który nazwać możemy jako fantazyjny, bądź zmysłowy (wiem, określenia głupie, ale tak w perfumerii zwykło się komentować nuty kwiatowe). Kwiat głogu i jaśmin tworzą ten nastrój wedle źródeł producenta, według mnie nie czuć tam ani tego, ani tego. Bazy też nie zganię, ale o pochwały również będzie trudno. Na pewno docenić należy brak chemicznych piżm, które zburzyłyby cały efekt czasu minionego. Jest wanilia w wersji nieco rozwodnionej, nienaturalnie słodkiej i raczej typowej. Z tego względu Absolutely Me w tym ostatnim etapie trochę spada pod kreskę, ale w ogólnym ujęciu plus jest. Całkiem duży plus. Przede wszystkim docenić należy odbicie na trampolinie, bo moim zdanie te perfumy na to miano zasługują. Na pewno lepsze niż znane mi tzw. "limitowanki", których poziomu nawet nie będę oceniał. Nuty: maliny, ciasteczka rose macaron, kwiat głogu, jaśmin, wanilia, piżmo, róża, migdały Rok powstania: 2010 Twórca: b.d. Dostępność, cena, linia: woda perfumowana występująca w wersji 30 ml- 172 zł, 50 ml-237 zł, 75 ml- 305 zł; za żel pod prysznic, balsam do ciała, deo spray zapłacimy w granicach 110-125 zł; ceny z perfumerii Douglas Fot. nr 2 za rangebuzz.com Fot. nr 3 za foodbeam.com

8 komentarzy:

  1. mmm cudowne.polecam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe opinie.Zaczytuje sie i dzieki za ten blog.jest super

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie po polsku to "makaroniki" dostępne z resztą pod tą nazwą w cukierniach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. podtytuł <3 Absolutnie zapach dla mnie, uwielbiam wszelkie owocowo-słodkie zapachy. Może to i zapach dla nastolatki, ale są uzależniające. Jak moje ukochane Pink Sugar, pachnące watą cukrową. Słodki ulepek, ale za to natychmiastowy poprawiacz humoru. A malinowa Mamba też musi humor poprawiać natychmiastowo. ;) Choć na pewno nie jest to zapach na każdy dzień.
    *Dokładnie w Polsce używa się nazwy "makaroniki" - te akurat występują zarówno jako różowe, jak i różane. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. My się, jak do tej pory nie poznałyśmy. Spróbuję przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, zapach - niczego sobie, ale...po co tracić na niego zmysły, kiedy tyle jest piękniejszych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie słodkości nie przemawiają do mnie, na razie do poznania odstawię je na bok...

    czarna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzja wymiata.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).