Made in Italy Emotional Olfactive Landscapes Venice | perfumy i opinie
  • Made in Italy Emotional Olfactive Landscapes Venice

September 22nd, 2007, 8am, Vaporetto to Lido di Venezia, Venice...

Podobno zamknięcie zapachu morza w formie kompozycji to najtrudniejsze zadanie jakie staje przed perfumiarzem (obok aromatu świeżo wypieczonego chleba). Kark na takich perfumach połamało już wielu twórców, w tym sławy takie jak Pierre Guillaume (Bois Naufrage), James Heeley (Sel Marin) czy familia Durante (Acqua di Sale). Teraz staję przed interpretacją Marie Salamagne i przychodzi mi do głowy jedna tylko myśl. Żeby wyrazić strikte morski aromat trzeba być perfumiarzem bardzo wszechstronnym, bo w tym wypadku na nic się zda władowanie pięciu ton najkosztowniejszych absolutów do perfum i nazwanie ich najdroższymi na świecie. W zasadzie można tak zrobić, ale wtedy powstanie morski koszmarek, całkowicie niemożliwy do noszenia.

Zmierzam to tego, że Marie Salamagne tworzyła zapachy dla tak wielu firm i korzystała z tak różnych składników pochodzenia syntetycznego i naturalnego, że jej doświadczenie na tym polu jest nieporównywalnie większe od twórców zamkniętych w okowach swoich marek i warsztacie składającym się z kilkudziesięciu ingrediencji. Wykorzystanie naturalnych składników i podkreślenie ich tymi niewystępujących w przyrodzie- to dopiero sztuka.

Trudno zresztą oczekiwać, żeby Venice powstało wyłącznie z naturalnych puzzli. No bo przecież nie da się wydestylować olejku z bryzy morskiej czy piasku. Nie da się też wyekstrahować soli morskiej. Choć z drugiej strony to właśnie składniki naturalne z olejkiem paczuli stanowią fundamenty, na których buduje się wrażenie weneckiego wybrzeża.

Sam zapach wyrasta w moim nosie na numer 2. jeśli chodzi o interpretacje morskie. Venice spycha w niebyt takie kompozycje jak Acqua di Sale, Bois Naufrage czy Sel Marin. Paradoksalnie przed nim na "tronie" zasiada całkowicie nie-niszowe Kenzo Pour Homme. Wszystko to za sprawą jednej rośliny z rodziny jasnotowatych , która z morzem nie ma nic wspólnego.

Venice otwiera się intensywną nutą paczuli. Słoneczną. Oblaną olejkiem sandałowym. Kremową bez mała. Naprawdę wrażenie jest przednie. Ta roślina cały czas podlega ekspresji, choć natężenie początkowe jest oczywiście najbardziej intensywne. Później wnosi ciepły, lekko waniliowy posmak do akordu głównego jakim jest wyobrażenie morza. I właśnie na tym elemencie należy się skupić. Nie czuć zawilgoconych sieci rybackich, nie czuć zapleśniałych butów, nie czuć rybnych odpadków. Jest za to pewna doza kurzu, chemicznych drobinek, które są standardem w perfumach tego typu. Za fenomenalne należy uznać ograniczenie wpływu tych elementów za pomocą paczuli i sandałowca. Morze w Venice nie jest wulgarne, nie jest też pneumatycznym młotem, które wwierca się w nos. Czas biegnie i szala wraz z nim przechyla się na stronę ciepłej, lekko cielistej bazy, w której nut oceanicznych po prostu nie ma.

Mimo że akordów morskich nie trawię i wysoko stawiam dla nich poprzeczkę to mogę powiedzieć, że Venice z gracją ją przeskakuje. Zalicza próbę. W porównaniu do innych wariacji na ten temat- ta zrobiona we Włoszech jest naprawdę niezła. Prawie najlepsza.

Nuty: bergamotka, badian, akord morski, sól, akord piaszczysty, sit iglasty, piwonia, piżmo, ambra, paczula, drzewo sandałowe
Rok powstania: 2007
Twórca: Marie Salamagne
Cena, dostępność, linia: za 100 mL wody perfumowanej zapłacimy na stronie matitrading.pl 475 zł; linia dostępna w Polsce obejmuje też balsam do ciała i sól do kąpieli

Fot. nr 2 z venezia-lido.it
Fot. nr 3 z photography.nationalgeographic.com

2 komentarze:

  1. Jeśli coś jest niby morskie to jest w 100% beznadziejne. takich zapachow nie powinno byc na rynku.
    Malgosia

    OdpowiedzUsuń
  2. * Małgosiu! Nie, nie, nie. Kenzo Pour Homme będę bronił własnymi pazurami a i Venice nie jest złym zapachem. To prostu bardzo trudny temat i łatwo się potknąć.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).