O słowie "perfumy", czyli gdzie, jak i dlaczego Zosia pachnie "perfumą"... | perfumy i opinie
  • O słowie "perfumy", czyli gdzie, jak i dlaczego Zosia pachnie "perfumą"...

Pozwolę sobie na przytoczenie całego artykułu Macieja Malinowskiego, dziennikarza Angory, z cyklu Obcy język polski... O pochodzeniu i znaczeniu słowa "perfumy".

"
„Pokrapia Zosię wkoło wyborną »perfumą«” ‒ pisał w „Panu Tadeuszu” Adam Mickiewicz. Ale dziś nie ma żadnej „perfumy” ani żadnego „perfum

Internautka prosi o zwrócenie uwagi na błędne używanie przez wiele osób formy (ten) perfum lub (ta) perfuma. Zauważam to i ja. Oto przykłady wynotowane z I(i)nternetu: Chyba nie chodzi o to, żeby mieć p e r f u m za 200 zł, tylko o to, żeby ładnie pachniał; Kupiłam niezwykle ładny p e r f u m, zmysłowy, podoba sie facetom; Mój kierownik jest przystojny i używa zajeb...... p e r f u m u; Szukam jakiejś słodkiej p e r f u m y; Psikam czasem mocno szalik p e r f u m ą męża i dobrze się potem czuję…

Niedawno formą (ten) perfum posłużył się ks. Henryk Jankowski, kiedy w „Kropce nad i” w TVN 24 opowiadał Monice Olejnik o swych nowych biznesowych pomysłach (m.in. chce produkować i promować swoją linię perfumów oraz otworzyć sieć klubów-kawiarni z atrakcyjnymi kelnerkami). Opowiem Państwu co nieco o genezie słowie perfumy.

Perfumy to wyraz pochodzący z języka francuskiego, jednak na grunt polski przyjęty został w trochę innej postaci. Wyrażenie par fumée [wym. par fime] znaczy dosłownie ‘przez dym’, stąd ‘substancję wywołującą miłą woń, zapach’ nazwano we Francji le parfum. Francuzi mają zarówno rzeczownik r. męskiego (le) parfum, czyli ‘flakon, butelka zapachów, aromatów’, jak i jego odpowiednik w liczbie mnogiej (les) parfums (‘flakony, butelki zapachów, aromatów’), od których to form utworzono wyrazy pochodne: parfumer ‘perfumować’, se parfumer ‘perfumować się’ i parfumarie ‘perfumeria’. Jak widać, w oryginale wszystkie te słowa zaczynają się od par-.

Być może i my mówilibyśmy dziś i pisali (te) parfumy, albo nawet (ta) parfuma, czyli przez par- (nawiasem mówiąc, drugą formę zamieszczał w swym Słowniku etymologicznym z 1927 r. Aleksander Brückner), gdyby nie to, że w języku łacińskim i włoskim istniał czasownik perfumare (‘przedymiać’). Podobieństwo brzmieniowe i częściowo semantyczne słów parfumer i perfumare sprawiło, że w niektórych językach na określenie ‘flakonu, butelki zapachów, aromatów’ wykształciła się forma z nagłosowym per-: perfume (w angielskim i hiszpańskim) i perfumo (we włoskim; dziś profumo). Przy „francuskiej” formie pozostali natomiast Niemcy – w języku niemieckim istnieją obocznie słowa Parfum i Parfüm.

Polszczyzna włączyła do swego zasobu leksykalnego formę z cząstką per-, a językoznawcy zdecydowali się od razu na postać pluralną (te) perfumy. Kiedy wydawało się, że zostanie ona przez wszystkich zaakceptowana, w mowie ludzi pochodzących z Wileńszczyzny zauważono nagle regionalizm (ta) perfuma. Sięgnął po nią w Księdze V „Pana Tadeusza” sam Adam Mickiewicz. Pisał tak:

Telimena otwiera petersburskie składy,

Dobywa flaszki perfum, słoiki pomady,

Pokrapia Zosię wkoło wyborną p e r f u m ą

(Woń napełniła izbę), włos namaszcza gumą.

Niewątpliwie wieszcz posłużył się narzędnikiem perfumą, żeby go zrymować z gumą, co było o tyle łatwiejsze, że słowo guma znaczyło też kiedyś ‘pomada do włosów’, a więc wiązało się z tą samą sferą dbania o higienę, wygląd itp.

Skoro (tej) perfumy używał Mickiewicz (dodajmy, że perfumę włączali później do swych tekstów m.in. Jarosław Iwaszkiewicz i Pola Gojawiczyńska), trafiła ona, rzecz jasna, do słowników. Odnotował ją Słownik języka polskiego (tzw. słownik wileński) z 1861 r. Maurycego Orgelbranda. Ciekawe, że nie było jej jeszcze w Słowniku języka polskiego Samuela Bogusława Lindego wydanym trzy lata wcześniej, w 1858 r. (figurowało tam hasło perfumy ‘wonne rzeczy drogie robione, suche, mokre olejki’, tylko że z dopełniaczem… perfumów; dziś mówimy i piszemy perfumy, perfum).

A zatem jeśli ktoś posługuje się obecnie formą (ta) perfuma, to od biedy może jej bronić i powoływać się na samego mistrza Adama (pamiętajmy jednak, że Co wolno Mickiewiczu, to nie tobie, Nitschu – że przypomnę pewną historyjkę sprzed wielu lat rodem z polonistyki na UJ). Gorzej, gdy sięga się po (ten) perfum

Nie mam wątpliwości, że owa męska forma upowszechnia się (głównie w języku ludzi młodych) pod wpływem angielskiego słowa perfume. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w oryginale występuje on w postaci singularnej zarówno w znaczeniu ‘zapach, aromat, woń’, jak i ‘perfumy’ (nie ma tam rozróżnienia jak we francuskim le parfum i les parfums). A że wymawia się perfume jako [pe:fju:m], łatwo o bezrefleksyjne przeniesienie do polszczyzny owej artykulacji i na formę pisaną, i na mówioną, tzn. traktowanie jej jako rzeczownika r. męskiego o zakończeniu -um ‒ (ten) perfum, jak np. (ten) album. Ale to błąd, spory błąd. W polszczyźnie początku XXI w. nie ma żadnej perfumy ani żadnego perfuma. Są wyłącznie perfumy!"


Artykuł pochodzi z http://obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=281
Fot. nr 1 z gazeta.pl
Fot. nr 2 z cctfa.ca
Fot. nr 3 z wikimedia.org

8 komentarzy:

  1. Tym samym akademicki spór uznaję za rozstrzygnięty. Pozdrawiam autora niniejszego przekonującego wywodu.Dbajmy o polszczyznę, bo piękna jest. Kropka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się zdaje, że to i tak wołanie na puszczy;)
    A tylu studentów i osób z "wyższym" wyształceniem...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ten perfum" i "ten pomarańcz" przyprawiają mnie o mdłości.....
    A ja znowu do francuskiego się przyczepię, jako, że to moja działka.
    Faktycznie "PAR FUMÉ" to w bezpośrednim tłumaczeniu "poprzez dym", ale jako, że francuski wywodzi się bezpośrednio z łaciny to pierwotnie było to "per fumum" i odnosiło się do obrządków mistycznych, gdzie palono aromatyczne zioła.
    Francuskie "le parfum" w l.poj czy "les parfums" w l.mn. to miły aromat, zapach a także smak np. lodów (glaces a tous les parfums- wszystkie smaki lodów), jak również substancja aromatyczna stała lub ciekła, czyli to, co my (Polacy) rozumiemy pod słowem PERFUMY.
    Wyższe wykształcenie faktycznie pozostawia czasami wiele do życzenia, niestety. Ale cóż.... Dbajmy o naszą polszczyznę bo piękna jest, jak napisał Fajcior, a ja się pod tym podpisuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Martą Rawską - w Polsce znaczenie spornego wyrazu jest węższe.
    Zresztą, sama też pisałam o "tym perfumie": rozumiem wszelkie archaizmy, sama ich używam, ale perfumy w rodzaju męskim (czy żeńskim) to spore nadużycie językowe. Reszta to kwestia naszego emocjonalnego do nich stosunku. :) [choć mamy rację ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tez to zawsze podnosi cisnienie :/ Chociaz staram sie przymykac oko myslac : niewazne jak mowia, dobrze, ze w ogole pachna :)
    A tak z innej beczki...moj ostatni jezykowy ulubieniec to: "tak naprawde" . Im sie bardziej irytuje, tym slysze czesciej ten g....znaczacy zapychacz :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Samuela Bogumiła Lindego, a nie Bogusława Lindego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie i rzeczowo napisane!

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).