Parfums M. Micallef Arabian Diamond - aoud idealny i kruszonka | perfumy i opinie
  • Parfums M. Micallef Arabian Diamond - aoud idealny i kruszonka

To ostatni zapach z serii aoudowej, który dane było mi poznać, bo jest on jednocześnie jednym z dwóch (Gardenia to drugi) z kolekcji Parfums M. Micallef Les Exclusifs niedostępnym w Polsce. A szkoda, bo w rankingu agarów zajmuje drugie miejsce, zaraz po klasyku- Aoud Homme, a może nawet pierwsze. Hmm... Zresztą na stronie producenta też zabrakło miejsca dla Arabian Diamond. Butelka wykonana z ciętego szkła prezentuje się najlepiej ze wszystkich flakonów, bo pokryta jest mroczną obwódką. Przynajmniej tak to wygląda na zdjęciu. Nazwa średnia, ale to w końcu ukłon w stronę petrodolarowych bogaczy.

Po odparowaniu alkoholu pierwszą nutą wyczuwalną jest oczywiście aoud, ale od razu w towarzystwie ostrego, trochę przykurzonego geranium. Po części przypomina to zapach jaki roztaczał się na szkolnych parapetach, gdzie ta roślina bardzo często rosła w doniczkach jeszcze kilka lat temu. I proszę sobie nie wyobrażać, że to jakaś ujma dla kompozycji, bo tak nie jest. Zresztą to tylko pierwsze wrażenie, krótkie i nieznaczące wiele. Po nim na aoudowe deski wchodzi róża, która jest niemal identyczna we wszystkich perfumach Micallef. To co odróżnia Arabian Diamond od serii innych zapachów to delikatna, naprawdę bardzo delikatna nuta białych kwiatów. Połączenie jaśminu z różą nadaje kompozycji niebywałej siły ekspresji, co zresztą tłumaczyłem już kiedyś. Tutaj jaśminu nie ma co prawda, ale został sensownie zastąpiony przy ylang ylang. Efekt w każdym razie jest ten sam. Równocześnie przypominam, że cały czas większość kompozycji to aoud. Wspomniane geranium czy kwiatowa para to zaledwie cień, który nadaje ostatecznego szlifu.

Dużo twardszym orzechem do zgryzienia jest baza. Mój nos nie może powyciągać z niej pojedynczych nitek składników, i poza aoudem nie czuję nic konkretnego. Posłużę się opisem obrazowym, którego mój ścisło-inżynierski umysł nie lubi i nie potrafi zbyt dobrze stosować.
Zapach wchodzi w pudrowo-zieloną nutę, która przypomina kruszonkę na cieście drożdżowym z rabarbarem. Jest to bardzo przyjemne, ale ta zieleń to raczej od mchu dębowego nie jest. Może to egzotyczny balsam Gurjun? Nie wiem, ale efekt finalny niezły.

I tak oto kończy się moja przygoda z Arabian Diamond. Wypiłem całą próbkę (co rzadko się zdarza) i jakoś mi mało. Zresztą do tej recenzji zabierałem się od kilku miesięcy, raz na jakiś czas aplikując zapach na nadgarstek. Dziś wylałem globalnie ostatnie parę kropli, więc do pisania zostałem zmuszony. Zapach rewelacyjny.

Nuty: geranium, róża, ylang ylang, aoud, anyż, konwalia, bergamota, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, mech dębowy, ambra, balsam Gurjun, piżmo
Rok powstania: b.d.
Twórca: Geoffrey Nejman
Cena, dostępność, linia: w Polsce niedostępny; za 100 mL EdP zapłacimy 185 $ na Luckyscent.com lub 145 euro na AusLiebeZumDuft

Fot. nr 2 z herbs.com
Fot. nr 3 z pingera Smakoszki

3 komentarze:

  1. Przy następnych próbkach zamówię też jego. Ciekawe dlaczego nie ma go w Quality. Może to nowość?
    Pozdrawiam, Ala.

    A nowe logo świetne. Tylko napisz o znaczeniu ptaka. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alu dałbym Ci próbkę, bo za niedługo się widzimy, ale naprawdę nie mam ani pół kropli już.
    A w Quality go nie ma pewnie przez niedopatrzenie, bo sam zapach pewnie wszedłby do grona tych lepiej sprzedających się od Micallef.
    Nowością chyba to nie jest. Nie znam daty powstania, ale to chyba rok 2008. Pewnie jak by przekopać internet to się znajdzie.

    Dziękuję za pochwałę mojej pracy. O patronie Nie Muzycznej Pięciolinii już niebawem.
    Pozdrawiam i do zobaczenia (oby niebawem), M.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).