Kenzo Air to zapach, który odszedł do Krainy Wiecznych Łowów. Zniknął. Był za trudny dla obwieszonych fałszywym złotem klonów Arnolda Schwarzenegger’a. Nie znalazł też posłuchu wśród mężczyzn, z których żelu na głowie można by wyprodukować więcej ropy niż z saudyjskiego pola Al-Ghawar. Przepadł a strata to wielka. O jego, nie bójmy się tego słowa, niszowym charakterze świadczyć może już klip reklamowy:
Pod kątem już czysto zapachowym Air to związek dwóch nut głównych: wetiweru i anyżu. Na początku okraszony jest cytrusową, jasnożółtą nutą, ale później staje się kompozycją złożoną z dwóch tematów. Świdrujący, świeży anyż występuje tu w swojej klasycznej formie, bez udziwnień. Chyba każdy zna ten aromat choćby z anyżowych cukierków (notabene od dobrych paru lat ich nie widziałem). Surowa forma tej ingrediencji nie pozwoliła Air zdobyć rzeszy fanów. Wystarczyło dodać lukrecji lub wanilii, wygładzić krawędzie, i wtedy Kenzo pewnie do dziś dnia cieszyłoby nos w perfumeriach. Zamiast przeszywającego anyżowego mrozu można było wkroplić trochę ciepłych nut. Doceniam tę bezkompromisowość, którą jeszcze dobitniej pokazuje wetiwer. Suchy, zielony, ostry, targany przez wiatr. Bez słonej nuty i bez swoistej cukierkowatości. Zawieszony ten składnik jest gdzieś pomiędzy morzem a lasem i nie ciągnie w jedną stronę. Bardziej przypomina polskie wydmy końca grudnia.Nuty: bergamotka, anyż, wetiwer, nuta drzewna, ambra
Rok powstania: 2003
Twórca: Maurice Roucel
Cena, dostępność, linia: produkt wycofany z produkcji; linia obejmowała wodę toaletową w pojemnościach 20, 50 i 90 mL, balsamy po goleniu i deo stick i spray; w roku 2005 powstała wersja Air Intense z nutą arcydzięgla i kuminu
Fot. nr 2 z ilmanicaretto.it



