Dior Aqua Fahrenheit — bardziej mokra gleba niż woda i ogień | perfumy i opinie
  • Dior Aqua Fahrenheit — bardziej mokra gleba niż woda i ogień

Dior Aqua Fahrenheit znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Na rok przed wielkimi przemianami ustrojowymi na świecie, Dior wylansował swój koronny męski zapach, który stał się w świecie mężczyzn tym, czym No. 5 jest dla kobiet. Wielkim klasykiem, perfumami ponad czasem, ekstraktem męskości i uniwersalności zarazem. Przez 20 lat Fahrenheit zarobił dla francuskiego koncernu niewyobrażalne pieniądze, więc Paryż postanowił jeszcze bardziej podkręcić zyski. Najpierw premierę miała wersja Absolute (2009), a teraz w nasze ręce oddano wariację letnią — Aqua Fahrenheit.


Fot. Wulkaniczna wyspa Surtsey.
Już od samego początku czuć, że to rodzina Fahrenheit. Wydaje mi się, iż nawet mało wprawny nos nie pomyli tych perfum z innymi. Sławna drzewno-skórzana nuta jest i tutaj. Występuje w charakterystycznych ramach znanym ze wcześniejszych pachnideł Diora. Generalnie różnica jest taka, że w Aqua Fahrenheit sporo jest cytrusów. Ich twarz niekoniecznie jest kwaśna i prosta, bo perfumiarz wypracował trochę zielony efekt "krzakowatości". Słusznie wysunąć hipotezę, że może trawa cytrynowa, że może młode liście pomarańczowe lub mandarynkowe są tam obecne. Na podstawie tego połączenia nut świeżych i cytrusowych z klasyczną bazą, producent sobie wymyślił, że Aqua Fahrenheit jest zapachem ognia i wody. To akurat jest mocno marne porównanie, tandetne niemal, ale w dość dobrze odzwierciedla to, co dzieje się w tej kompozycji. Ja bym jeszcze sprostował, że to nie "ogień", co wyspa wulkaniczna, na której pojawiają się pierwsze roślinki i robaczki. Brakuje ciepła w czystej formie, ale nie jest to wielka wada.

Zapach jest trwały, miło chlasta nos na wietrze, ma spory ogon. Przyzwoicie prezentuje się na tle starszego brata i na pewno zyska dużo fanów. Ze mną problem jest taki, że niekoniecznie darzę miłością klasyka, więc przyspieszonego bicia serca Aqua Fahrenheit nie powoduje. Lecz doceniam.

Nuty: mandarynka, grejpfrut, mięta, bazylia, fiołek, skóra, wetiwer
Rok powstania: 2010
Twórca: Francois Demachy
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w sieci perfumerii Douglas w pojemnościach 75 i 125 mL

Fot. nr 2 z prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com

7 komentarzy:

  1. Zawsze, zawsze obejrzę się za mężczyzną pachnącym
    Fahrenheit. To dla mnie najseksowniejszy i ulubiony męski zapach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło Cię widzieć w moich skromnych progach. Napisałem coś u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcinie, to było urocze:)
    odpisałam u siebie

    OdpowiedzUsuń
  4. Marcinie, dlaczego nigdy nie pisałeś o trylogii dior homme, hmm?

    OdpowiedzUsuń
  5. * Łukaszu... Dior Homme źle mi się kojarzy. I tyle. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten zapach nie istnieje bez nuty głogu.To właśnie głóg w połączeniu z paczulą tworzy ten charakterystyczny akord.Nie rozumiem dlaczego nie widnieje w spisie nut-to na pewno błąd.Lubie ten zapach ale dziś niemodnie mi się kojarzy i nawet nie tyle old fashon co bad fashon raczej.Ale oryginalny,rozpoznawalny i bardzo męski to jest na pewno.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).