Atelier Cologne Orange Sanguine — zapach krwistej pomarańczy | perfumy i opinie
  • Atelier Cologne Orange Sanguine — zapach krwistej pomarańczy



Zapachy Atelier Cologne nie cieszą się wielką popularnością. A szkoda, bo w swojej klasie lekkich wód kolońskich są naprawdę niezłe. W dzisiejszym przypadku trudno przejść obojętnie obok czegoś, co nazywa się "Krwista Pomarańcza" — Orange Sanguine. Dla przypomnienia dodam, że chodzi o owoc odmiany tarocco, którego miąższ przy podświetleniu roztacza karmazynową poświatę. Zapachowo olejek z tarocco nie różni się zbytnio od klasycznego pomarańczowego, choć nie znaczy to, ze propozycja Atelier Cologne jest nudna. O, nie! Czytaj dalej...

Jej początek to gazowany olejek, który wzmocniony jest gorzką pomarańczą. Trochę przypomina to musujący proszek w stylu Vibovit (chyba każdy zna z dzieciństwa?),  ale jednocześnie zapach nie popada w infantylne obszary. To cały czas pomarańcza niedosłowna, choć wcale nie trzeba się domyślać jej obecności. Orange Sanguine nie jest też toporem. Merda swoimi ognikami gdzieś przy skórze. Czasami o nim zapominałem, ale wystarczył lekki powiem wiatru, żeby rześki zapach pomarańczy dobiegł do mojego nosa. Jak na cytrusowca, kompozycja jest niebywale trwała.

I tak naprawdę jedynym innym składnikiem poza pomarańczą, jest geranium. Lekko przykurzona, ziołowa, dostojna nuta jest ingerediencją-kluczem. Dyskretnym spoiwem, które ginie pośród gry iskrzących cytrusów, ale czasami z głębin można usłyszeć ten charakterystyczny zapach. Producent szczyci się też użyciem ambry, tonki, sandału. Ja ich zupełnie tu nie czuję, ale w pewnym stopniu jest to usprawiedliwione faktem, że są to składniki użyte jako utrwalacze, a nie nuty zapachowe w ścisłym sensie.Nawet baza jest ich pozbawiona, choć zdaje się przygasać miarowo i mogła by odsłonić jakiś lekko drzewny rdzeń. Nie robi tego jednak i sprawia, że Orange Sanguine jest pomarańczowy od początku do końca.

Nuty: pomarańcza tarocco, gorzka pomarańcza, jaśmin, geranium, ambra, bób tonka, drewno sandałowe
Rok powstania: 2010
Twórca: Ralf Schweiger
Cena, dostępność, linia: produkt niedostępny w Polsce; na luckyscent.com za 200 mL wody kolońskiej zapłacimy 145 $; w linii również mydło i świeca zapachowa

Wszystkie fotografie z ateliercologne.com

10 komentarzy:

  1. Z opisu wnioskuję, że nie jest podobny do Tarocco. Szkoda, że tylko w USA można tę markę kupić, bo jej zapachy wydają się więcej niż dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. zapach idealny na lato :)szkoda, że nie dla mnie owoce cytrusowe niestety nie kochają mojej skóry
    :(

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę drogo, jak na wodę kolońską:(

    OdpowiedzUsuń
  4. * Anonimowy/a... Orange Sanguine jest bardzo różny od L'Eau de Tarocco. Brak w nim drzewnych i dymnych elementów. Poza nazwą niewiele je łączy.

    * Jarku... A ja nie narzekam. Cytrusy całkiem miłe potrafią dla mnie być. Nie wszystkie, ale generalnie nie jest źle.

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcinie, ja trochę z innej beczki. Słyszałeś o tym, że nowe Black Afgano pachnie inaczej od starego? Wąchałeś może?
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  6. Marcinie właśnie dlatego ci zazdroszczę:)
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  7. Nowe Black Afgano podobno pachnie inaczej dlatego, że olejek konopny pochodzi z innego rejonu. Trzeba będzie powąchać nową dostawę !! Tomek

    OdpowiedzUsuń
  8. dlatego ja poproszę o recenzje

    ROBERT PIGUET Cravache

    OdpowiedzUsuń
  9. * Doroto... Nic mi nie wiadomo na temat zmiany formuły Black Afgano, ale biorąc wszystko na chłodną logikę to jest to bardzo prawdopodobne.

    * Csezar1982... Robert Piguet to strasznie zaniedbywana marka na moim blogu. Jakoś mi nie po drodze z jego pachnidłami.

    OdpowiedzUsuń
  10. zasugerowałam się opinią i kupiłam w ciemno, cytrusy, lato itp, testuję od paru godzin,boli mnie głowa. dlaczego nie zastanowiło mnie wyrażenie woda kolońska, tak to ostra woda kolońska. czuję cytrusy-gorzką skórkę pomarańczy, to plus, ale ta ostrość, która nie znika. chyba się nie pokochamy. na pewno nie jest to, wg mnie, zapach letni, zbyt mocny, ostry.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).