Robert Piguet Calypso — nimfa ciemności i śmierci | perfumy i opinie
  • Robert Piguet Calypso — nimfa ciemności i śmierci

Gwałcąca Odyseusza nimfa, rodząca mu dwoje dzieci, żądna władzy, a przy tym miłująca ciemność i śmierć. Pani na Ogygii, wyspie leżącej na krańcu świata. A po ponad półwieczu nieobecności znowu patronka perfum od Roberta Piguet'a. Współczesnej interpretacji zapachu z lat 50. podjął się Aurelien Guichard, naczelny nos tej francuskiej marki. Próbował połączyć dwie, trochę sprzeczne rzeczy. Trudno bowiem malować perfumy o nazwie Calypso przy jednoczesnym zachowaniu ultra luksusowego charakteru... Czytaj dalej... kompozycji. Chodzi mi o to, że imię tego zapachu tak jakby zobowiązuje do czegoś więcej niż staroświecka klasyka, z której słynie Robert Piguet. I ten problem był główną siłą sprawczą  dzisiejszej recenzji.

Zaznaczam na początku, że mówimy o perfumach skierowanych w stronę Pań. To rzecz, która nie podlega dyskusji. Już nuty głowy to uświadamiają, bo są skręcone wokół wybitnie żeńskiej sfery. Calypso pachnie dopiero co zgaszoną zapałką wbitą w krwiścieczerwoną szminkę. Cała zabawa z kompozycją polega później na powolnej, ale zdecydowanej zmianie zapachu w kierunku ziemistym, wilgotnym, wciąż jednak nadpalonym. Może się to wydawać trochę zaskakujące, kiedy spojrzymy na mnogość nut różanych w składzie. Z drugiej strony jest tu też paczula, ambra i zamsz, oraz przede wszystkim irys. I to one podnoszę głowę z czasem.

Nie do końca potrafię sobie wyobrazić kobietę pachnącą Calypso. Czy będzie to ktoś w stylu wymuskanej lady w czarnej sukni, czy może osoba w małej czarnej. Może to schizofreniczne, ale Calypso w jakiś dziwny sposób przypomina mi No. 5. One zupełnie nie są podobne, ale w obu widzę ten sam typ kobiety. Elegancka, młoda, pewna siebie, minimalistyczna, ale perfekcyjna jednocześnie. Wydaje mi się, że gdyby eksperymentalnie wyznaczyć idealne stężenie tych perfum na skórze, to otrzymać można z nich pewien rodzaj aury. Brzmi pewnie trochę infantylnie, ale mam na myśli ten efekt, kiedy ludzie odwracają się za Tobą, czują Twój zapach, ale nie zwracają uwagi na samo doznanie nosowe tylko patrzą na kobietę całościowo. Guichard wybrnął z problemu i śmiało zasługuję na najwyższą ocenę.

Nuty: róża, geranium, mandarynka, irys, paczula, ambra, zamsz
Rok powstania: 1950/2010 (reformulacja)
Twórca: Aurelien Guichard
Cena, dostępność, linia: za 100 mL wody perfumowanej zapłacimy 575 zł w perfumerii GaliLu


Fot. nr 1 z wikispace.com

6 komentarzy:

  1. Wąchałam w GaliLu, ale dla mnie jest co najwyżej średni. Różany to fakt, ale przy tym pachnie szmatą i kompostem. Na usprawiedliwienie dodam, że Chanel No. 5 też uważam za perfumy "średnie".

    Visa pozostaje więc moim ukochanym zapachem Pigueta.

    OdpowiedzUsuń
  2. A w Quality będzie też??

    OdpowiedzUsuń
  3. * Beato. Visa to także mój "naj" zapach Pigueta. Zresztą do czasów Calypso był jedynym na Nie Muzycznej.

    * Nie dam sobie głowy uciąć, ale Quality nie sprowadza już nowych zapachów Pigueta, od kiedy stracili wyłączność.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może to tylko moje spostrzeżenie, ale Visa jest jednocześnie najbardziej odległym zapachem od klimatu reszty. Z tego morał, że Piguet celuje raczej w wąską grupę fanów klimatów retro-noir i nie jego spektrum jest raczej wąskie.

    OdpowiedzUsuń
  5. miało być "i jego spektrum jest raczej wąskie". :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem mężczyzną i używam tych perfum codziennie. Mają w sobie siłę i charakter, a przede wszystkim zmysłowość, która przekracza granicę płci.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).