Mona di Orio dla Nie Muzycznej Pięciolinii; ekskluzywny wywiad | perfumy i opinie
  • Mona di Orio dla Nie Muzycznej Pięciolinii; ekskluzywny wywiad

Oud, Vetyver, Ambre, Vanille, Cuir, Musc, Tubereuse tworzą Les Nombres d'Or, Złotą Proporcję Mony di Orio.

22 września miałem przyjemność uczestniczyć w warsztatach zapachowych przeprowadzonych przez Monę di Orio w perfumerii GaliLu Olfactory na ulicy Koszykowej. Sama artystka znana jest czytelnikom Nie Muzycznej Pięciolinii, ponieważ przedstawiłem ją jakiś już czas temu KLIK. Opisałem też pierwsze trzy zapachy... Czytaj dalej... z kolekcji Les Nombres d'Or, kiedy jeszcze jej perfumy nie były dostępne w naszym kraju (Musc, Cuir oraz Ambre). W trakcie pierwszego spotkania Mona przedstawiła każde z dzieł ze Złotej Proporcji i opowiadała o wielu składnikach, które wchodzą w ich skład. Oczywiście można było nawąchać się czystych ingrediencji (w sumie około 30) i poznać po raz pierwszy całą kolekcję złożoną z siedmiu kompozycji. O warsztatach nie będę pisał oddzielnie, ale opowiem o nich w poszczególnych recenzjach perfum w najbliższym czasie.

Fot. Z Moną di Orio w GaliLu.
Następnego dnia udało mi się porozmawiać z Moną i zadać kilka pytań, na które odpowiedzi mogą zainteresować również Was.

Mona to bardzo otwarta osoba, ale słowem kluczem w stosunku do niej uczyniłbym wyraz "pasjonatka". Wydaje się pochodzić z innego świata, gdzie pieniądze i zyski mało znaczą, a liczy się spełnienie i pasja. Zresztą trudno to kwestionować jeśli pozna się jej bogatą historię, jej kontakty z wielkim Roudnitską i stosunek do swojej pracy.

Wychodzę z założenia, że dużo o człowieku mówi jego młodość a wspomnienia posiadają wielką siłę wpływania na przyszłe decyzje. Z takim założeniem zacząłem naszą rozmowę...

Marcin Budzyk: Mona, opowiedz nam o swoim dzieciństwie. Jakie zapachy pamiętasz z tamtego okresu?

Mona di Orio: Jestem szczęśliwa, bo kiedy zamykam oczy moje wspomnienia zapachowe z tamtych czasów są bardzo bogate. Pamiętam woń ogrodu, po którym chodziłam z babcią. Charakterystyczny zapach ziemi pomieszany z geranium. To taki suchy, nieco szorstki aromat. Jaśmin, który najintensywniej pachniał o świcie i tuberozę o północy, w lipcową noc. Urodziłam się we francuskich Alpach, więc szczególnie w moją pamięć zapadł też las ze swoim mszystym aromatem. Osobnym doznaniem jest zapach kuchni w domu, kiedy mama przygotowywała różne pyszności. Uwielbiam wracać do nich wszystkich

MB: A czy mogłabyś nam zdradzić, czym pachniałaś w przeszłości? Jakie były Twoje ulubione perfumy? Jakie nuty faworyzowałaś?

MdO: Używałam Guerlain Mitsouko, L'Heure Bleu, Caron Narcisse Noir i Royal Bain de Champagne (M.B: oprócz tego Mona wymienia Dior Dior, Eau Sauvage i kilka innych). Bardzo lubię nuty żywiczne: benzoin, opoponaks, balsam tolu.

MB: Czyli za kwiatami nie przepadasz, jak widzę?

MdO: Oczywiście wśród kwiatów też mam swoje ulubione składniki. Szczególnie upodobałam sobie jaśmin i absolut z niego otrzymywany.

MB: Widać, że kochasz świat zapachów, ale czy mógłbym zapytać, kim byś była, gdybyś nie została perfumiarką?

MdO: Mogłabym być szefem kuchni, albo malarzem. (M.B. Mona posiada gruntowne wykształcenie artystyczne, ale paradoksalnie nie jest chemikiem).

MB: W końcu jednak jesteś kreatorką zapachów. Czy mogłabyś opowiedzieć, jakie były tego początki? Jak poznałaś wielkiego Edmonda Roudnitskę (na zdjęciu po lewej), który stworzył zapachową potęgę Diora w latach 70.?

MdO: Kiedy miałam 17 lat napisałam do niego list. Pamiętam, że przeczytałam kilka jego książek, ale pojedynczych pozycji nie udało mi się nigdzie znaleźć. Wielkie było moje zaskoczenie, kiedy po kilku tygodniach przyszła do mnie paczka od Edmonda właśnie z tymi białymi krukami. Rok później spotkaliśmy się w Cabris nieopodal Grasse. W tym czasie ja zajmowałam się sztuką i literaturą, ale po 3 latach on zaproponował, żebym została jego protegowaną. I tak zaczęłam się od niego uczyć.

MB: Edmond miał syna Michela. Jakie są relacje między Wami teraz? Czy zdarzyło się Wam współpracować?

MdO: Michel jest moim serdecznym przyjacielem, ale nasze drogi na gruncie zapachowym są odległe. Mieszkamy daleko od siebie, mamy własne, różne obowiązki i nie widujemy się zbyt często. Nie, nie współpracowaliśmy nigdy.

MB: W Twoim życiu perfumeryjnym jeszcze jeden mężczyzna odegrał ważną rolą. To Jeroen Oude Sogtoen, holenderski designer. Proszę, opowiedz o jego roli w Twojej pracy.

MdO: Jeroen jest projektantem. Kiedyś odwiedził mnie w laboratorium mówiąc, że szuka osoby do wykonania zapachu do wnętrza pewnego luksusowego hotelu. Przygotowałam kilka propozycji, a on zapytał, dlaczego nie mam własnej linii perfum. Moje zapachy zrobiły na nim wówczas niemałe wrażenie. Zachęcona pozytywnym odbiorem pokazałam mu coś specjalnego. To był Lux, pierwszy zapach z linii Signature Collection. Później wszystko potoczyło się samo. Jeroen zaproponował współpracę, a ja na to przystałam. To w końcu nowa przygoda i nowe wyzwanie. Właśnie on jest pomysłodawcą moich szampańskich butelek, a poza tym zajmuje się wszystkimi formalnościami.

MB: Skoro już jesteśmy przy Lux. Co stanie się z linią Signature Collection? Czy została wycofana już na zawsze?

MdO: Wykreowanie nowej serii zapachów z linii Les Nombres d'Or to wielkie wyzwanie, więc zdecydowałam się na wycofanie pierwszej kolekcji. Nie na zawsze. Chciałabym za dwa-trzy lata znowu móc zobaczyć ją na półkach, ale na razie to nic pewnego.

MB: Ale czy będą to te same kompozycje zapachowe, czy może przewidujesz reformulacje?

MdO: O nie. Perfumy traktuję jak własne dzieci, a tych się nie zmienia. Jeśli Signature Collection wróci na rynek to na pewno w znanej i zapamiętanej formie zapachowej. Zmienić może się tylko sposób prezentacji tej kolekcji, ale póki co to daleka przyszłość.

MB: Mógłbym zapytać, jak długo zajmuje Ci stworzenie jednych perfum? To kwestia dni, tygodni, miesięcy?

MdO: To kwestia bardzo nieścisła. Tworząc Les Nombres d'Or nie starałam się odwzorować natury, ale na nowo zinterpretować ją w perfumach. Czasami ułożenie obrazów i emocji w głowie zajmuje mnóstwo czasu i wymaga wielu prób. Inny razem, tylko przelewam myśli do butelki. W ten sposób powstał Vetyver. Praca nad nim zajęła mi tylko miesiąc, ale wiedziałam jak ma wyglądać. Jego obraz od dawna był w mojej głowie. Z kolei próba uchwycenia  Oud była długa. To trudny składnik i odpowiednie dobranie ram tej kompozycji zajęło mi niemal rok.

MB: Wobec tego powiedz mi, co jest Twoim źródłem inspiracji?

MdO: Źródłem inspiracji jest dla mnie wiele rzeczy. Natura, sztuka, ludzie. Tak, spotkania z ludźmi są szczególnie inspirujące. W swoich perfumach chcę dzielić się emocjami i na nowo je interpretować.

MB: Na sam koniec naszej rozmowy mam dwa pytania praktyczne. W dwóch kompozycjach z kolekcji Les Nombres d'Or użyłaś alkoholowych ingrediencji: rumu i absyntu. Czy możesz powiedzieć, w jaki sposób można uzyskać te składniki? Czy wykorzystuje się do tego czyste trunki, czy może są to jakieś chemiczne molekuły, albo luźne wyobrażenia powstałe z pomocą innych składników?

MdO: To prawda. Vanille zawiera ekstrakt rumu. Jest on otrzymywany w wyniku ekstrakcji ciekłym dwutlenkiem węgla i w takiej formie użyłam go w tej kompozycji. Inaczej rzecz ma się z absyntem, który widnieje w opisie Cuir. Tutaj połączyłam kilka innych składników, które zawiera też klasyczny napój alkoholowy, i które razem tworzą wspomniany akord (MB: to zapewne olejki z piołunu, anyżu, lukrecji, kopru i in.)

Fot. Warsztaty w GaliLu.
MB: I ostatnie pytanie. Na licznych zdjęciach z targów (m. in. Pitti we Florencji i Esxence w Mediolanie) możemy Cię zobaczyć w towarzystwie Andy Tauera i Oliviera Durbano. Co Was łączy? Czy ze sobą współpracujecie? A może...

MdO: Bardzo lubię Andy'ego i Oliviera. Przyjaźnimy się ze sobą, ale nie współpracujemy. Każde z nas podąża własną drogą. We Włoszech często widać nas razem, ponieważ mamy tam wspólnego dystrybutora. Z tego powodu nasze stoiska na targach również znajdują się blisko siebie. Nie, nie jesteśmy kochankami jeśli o to pytasz. (dużo śmiechu ze wszystkich stron).

MB: Dziękuję, że zgodziłaś się na tę krótką rozmową. Bardzo miło było Cię poznać.

MdO: Dziękuję bardzo Marcinie. 

Fot. nr 1 z mimifroufrouu.com
Fot. nr 2 z zasobów własnych
Fot. nr 3 z cafleurebon.com
Fot. nr 4 z museudelperfum.net
Fot. nr 5 z cafleurebon.com
Fot. nr 7 z mojdrink.pl
Fot. nr 8 z profilu FB Mony di Orio

22 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy wywiad. A wiesz może, jaki jest stosunek Mony di Orio do syntetycznych składników?

    Widziałam w internecie cenę Oud. Jest zaporowa. Wąchałeś już go? Czy jest aż tak świetny? Na Luckyscent ma 4 x 5/5 i 1 x 1/5, a próbka kosztuje 8 dolarów za 0,7 ml.
    A w ogóle GaliLu sprzedaje próbki tych perfum?

    OdpowiedzUsuń
  2. zaporowa tzn jaka?

    OdpowiedzUsuń
  3. *Beato. Mona stawia na składniki naturalne, ale podpiera się też chemią. Jednak podobno nigdy syntetyki nie stanowią większości.

    *Anonimowa. W Polsce Oud kosztuje 1615 zł/100 mL, ale większość pozostałych zapachów jest niemal 3 x tańsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. wywiad perła.
    Marcinie ciekaw jestem jak odebrałeś zapach oud? czy szykujesz recenzję?
    które z 30 ingrediencji zrobiły na tobie wrażenie?
    rzeczywiście cena 520 dolarów za flakon to sporo.
    mam nadzieję że zapach jest jej wart:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcinie powiedz dlaczego jest tak ogromna różnica cenowa?

    OdpowiedzUsuń
  6. *Jarku. Mam próbkę Oud, ale uczciwie przyznam, że jeszcze nie wziąłem się za porządne testy.

    Niemal wszystkie perfumy Mony mają inne ceny. Zapomniałem zapytać o powody, ale po tym, co mówiła sama autorka pewnie chodzi o różnice w cenie czystych składników. Oud jest najdroższym w jej warsztacie.

    A w ręku trzymam właśnie Oud w specjalnym kofrecie, który służy chyba tylko do prezentacji zapachu, a nie jako pudełko dla wersji sklepowej.

    OdpowiedzUsuń
  7. a więc czekamy na testy i recenzję;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W tym kofrecie będzie sprzedawany zapach z oud !! Widziałam w internecie na prywatnej fotce. Dancia

    OdpowiedzUsuń
  9. To jak Panie Marcinie, będzie można kupić próbkę oud'u?
    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo sympatyczny wywiad. Gratulacje Marcinie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jadziu, Beato Nie wiem, jak wygląda sprawa z próbkami. Zapomniałem zapytać, ale na pewno zrobię to przy najbliższej wizycie w GaliLu. Myślę, że wszystkie zapachy poza oudem będą dostępne bez problemu w formie próbek. Oud - nie wiem.

    Jarku. Największe chyba zrobił osmanthus. Pachniał jak kisiel. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dopasowaliście się butami :) Przesadziłeś z takim szalikiem.
    Wiesz, że ja jestem szczery i daję dobre rady :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Za bardzo wieje ekskluziwem, a zapachy pewnie nawet nie srednie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ile osób było na tych warsztatach? bardzo fajny wywiad, tylko dlaczego taki krótki? :|

    OdpowiedzUsuń
  15. *Łukaszu. To nie szalik tylko lekka lniana chustka.

    *Aninomie. Przy zapachach z linii Signature też odniosłem takie wrażenie, ale Les Nombres d'Or prezentuje się dużo lepiej.

    *Olfaktorio. Na warsztatach było coś koło 10 osób. Były one organizowane dwukrotnie: o 17.00 i o 19.00.

    Wywiad krótki, bo nie wiedziałem, ile będę miał czasu. Następne postaram się robić bardziej rozbudowane. Dzięki za miłe słowa.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajnie się czyta. Tylko szkoda, że tak krótko. Ala

    OdpowiedzUsuń
  17. *Alu. Dziękuję. Teraz też żałuję, że nie popytałem o więcej szczegółów. Następnym razem będzie lepiej. :) Obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  18. Musc jest naj,naj,naj.

    OdpowiedzUsuń
  19. 3 pierwsze kompozycje Mony są bardzo ciekawe. Czwarta, Vanille, też. Recenzję już napisałem.

    A piżmo faktycznie piękne.

    OdpowiedzUsuń
  20. cudowne sa wszystkie jej zapachy

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).