Yves Saint Laurent L'Homme Libre — samczy fiołek | perfumy i opinie
  • Yves Saint Laurent L'Homme Libre — samczy fiołek

Perfumy marki Yves Saint Laurent znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Dziś znowu krótka i rzeczowa opinia o L'Homme Libre, który króluje w polskich Sephorach. Może nie jest to świetny zapach, ale solidna klasyka, która spodoba się fanom choćby wielkiego Fahrenheit'a Diora (a bardziej wersji Aqua). Początek ma bardzo przestrzenny, trochę ziołowy i bardzo fiołkowy. I właśnie ten kwiat jest kluczem kompozycji.

Nie jest to tak, że doszukuję się na siłę niuansów, ale L'Homme Libre jest na serio... Czytaj dalej... bardzo bogaty w tę nutę. Przegniła zieleń dodaje kompozycji ostrości i męskiej świeżości, ale jednocześnie nie wciąga zapachu na obszary płaskie i nudne. Aha, i tytułem wyjaśnienia. Nuta fiołka nie ma nic wspólnego z potocznie znanymi akordami kwiatowymi, ponieważ wywodzi się z zielonych liści, a nie z płatków. Nie jest więc tak kobieca, jak może wskazywać jej nazwa. Poza tym trudno mi się zgodzić z informacją producenta, że fiołek występuje tylko w najlżejszych nutach głowy. Na mnie trwa długo, bardzo długo i dopiero po 4-5 godzinach znika, a jego miejsce zastępuje drzewna, osolona baza. Przyzwoita i męska.

Po beznadziejnej wersji imbirowej jestem mile zaskoczony. L'Homme Libre ląduje ponad kreską.

Nuty: fiołek, bazylia, anyż, czerwony pieprz, gałka muszkatołowa, paczula, wetiwer
Rok powstania: 2011
Twórca: Olivier Polge, Carlos Benaim
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w pojemności 40, 60 i 100 mL
Trwałość: dobra, około 7 godzin

Fot. nr 1 z luxuo.com

16 komentarzy:

  1. No to muszę niuchnąć. Liczyłem, że duet Polge/Benaim da radę. Czyżby się udało?

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało, udało. Forevermore na gazecie też pisze, że jest ok, więc chyba rzeczywiście to dobre pachnidło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć !
    Testowałem już L'Homme Libre, i rzeczywiście w kontekście ostatnich premier YSL jest nieźle. Ale... Panowie, panowie ! Nie zapominajmy, że to YSL, czyli marka która wylansowała takie ARCYzapachy jak Kouros, M7 czy Opium Pour Homme. I dlatego mając to wszystko na uwadze, stwierdzić muszę, że strasznie zaniżyły nam się oczekiwania wobec tej nobliwej ( niegdyś ) marki. I jest to nieco smutne... Jeśli zaś chodzi o tegoroczne męskie premiery selektywne, to L'Homme Libre i tak nie ma startu do np. Forever - Moschino, czy debiutującego na półkach sieci S., Loewe 7 ( 2010 ), którego radzę sprawdzić, bo może Was nieźle zaskoczyć...
    Pozdrawiam -
    Cookie

    OdpowiedzUsuń
  4. * Cookie. To niestety racja, ale gdybyśmy mieli przekładać do YSL miarkę starych dzieł to musielibyśmy zjeżdżać wszystko po kolei.

    Z tego względu ja obniżyłem dla mainstreamu poprzeczkę, bo inaczej nie mógłbym pisać o nim.

    A Loewe 7 będzie u mnie jutro prawdopodobnie. Genialny jest!

    OdpowiedzUsuń
  5. zgadzam się z Cookie w kwestii YSL.
    marka strasznie zaniżyła jakość zapchów:(
    najlepsze co wyszło do do tej pory :
    M7,Rive Gauche,Opium(wersja damska)
    jakiś czas temu miałem klasycznego L'Homme
    flakon zakupiony w ciemno, zapachowo okazał się niewypałem:(
    mam nadzieję że najnowszy to inna bajka,lecz jeżeli jest podobnie, to podziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć !
    Jaroslavie, L'Homme Libre to generalnie ta sama bajka jeśli chodzi o fabułę, tylko bohaterowie trochę ciekawsi ( składniki ) i akcja bardziej absorbująca ( przebieg zapachu na skórze ) . No i dłużej się tę bajkę ogląda ( trwałość ). Czy kupiłbym ? Na pewno nie. Czy używałbym po otrzymaniu L'Homme Libre jako prezent ? Z rzadka...
    Pozdrawiam -
    Cookie

    OdpowiedzUsuń
  7. Cookie czyta się twoje wypowiedzi z zainteresowaniem.
    czy prowadzisz jakiegoś bloga?
    ciekawy jestem:)
    pozdrawiam również

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej !
    Jaroslavie, nie prowadzę bloga. Natomiast rzeczywiście piszę o perfumach do pewnego drukowanego periodyku ( dostępnego także w wersji elektronicznej ). Nie wiem czy mogę tu przytoczyć jego nazwę, co by nie posądzono mnie o kryptoreklamę. Nie chciałbym po prostu wykorzystywać tego bloga do promocji własnego pisania, bez wyraźnej zgody Marcina Budzyka.
    Życzę zdrowia -
    Cookie

    OdpowiedzUsuń
  9. rozumiem.
    myślę że Marcin nie miałby nic przeciwko i sam by z chęcią poczytał:)
    uważam że taka kryptoreklama nie oznacza że nie będę tutaj zaglądać.wręcz przeciwnie.jakby co to daj znać na maila:
    yaras15@wp.pl
    miejmy nadzieję że Marcin nie bedzie zły z tego powodu:)
    pozdrawiam ciebie i Marcina:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczułem się demonizowany. :) Mowa o Day&Night, o którym pisałeś na forum w wątku o Krysztale? :)

    Tylko, że ja za Chiny nie mogę znaleźć tej recenzji BC. Dasz linka do całości?

    OdpowiedzUsuń
  11. Istotnie to magazyn Day&Night, a recenzje publikuję w cyklu o wszystko mówiącej nazwie " Pachnidła " ( zainaugurowanym w numerze 9/2010 ). Recenzja Cristal De Roche zamieszczona jest zaś w numerze 11/2010, na stronie 29. Linka nie podaję, bo tam nie można podać do konkretnej stronicy pisma,a jedynie do całego numeru, którego przegląda sie wirtualnie, przewracając kartkami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najlepiej napisz jakiej wody używasz a powiem ile warta jest Twoja opinia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Marcin masz zamiar napisac recenzje La Nuit de L'homme?

    OdpowiedzUsuń
  14. Pachnie podobnie do Lalique Hommage a l'Homme

    OdpowiedzUsuń
  15. Zachęcona recenzją kupiłam ten zapach mojemu chłopakowi i oboje jesteśmy zachwyceni, on ponieważ lubi rześkie letnie zapachy, ja ponieważ lubię, kiedy facet pachnie prawdziwym męskim zapachem a nie jakimś unisexowym dziwadłem tak zwiewnym, że sama nie miałabym ochoty go użyć... Gdybym miała opisać krótko L'Homme Libre napisałabym, że jest to zapach letni ale zarazem intensywny, męski przez wielkie M i właśnie to w nim lubię, jest sexy a ponadto pasuje i do bojówek i do garnituru i nie jest tak wyczuwalny na ulicach jak np. zapachy Hugo Bossa czy CK
    Pozdrawiam
    Iza R

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).