Etat Libre d'Orange Fils de Dieu — zapach Syna Bożego | perfumy i opinie
  • Etat Libre d'Orange Fils de Dieu — zapach Syna Bożego

"Syn Boży z ryżu i cytrusów zrobiony" pachnie dziwnie. Jest mleczny, cynamonowy, ryżowy. Przypomina desery Belriso znane dobrze z półek supermarketów. Chrystusem nie jest jednak na żadnym z etapów swojego życia.

Początek jest musujący i cytrynowy. W składzie zadeklarowana jest limetka, ale uwierzcie mi, że dużo bardziej przypomina cytrynę. Od razu kompozycja jest spowita w pylistą, bardzo transparentną nutę pudru, wręcz pudrowanych cukierków znanych z dzieciństwa. To skojarzenie wynika po części... Czytaj dalej... z olbrzymiego kwaśnego ładunku, który niemal wykrzywia nos. Ponadto z dziwnej, trochę syntetycznej słodyczy. Jednocześnie bardzo łatwe do detekcji stają się cząstki cynomonu. Są jakby przeżarte w chlorowym wybielaczu.

Cukrowe elementy rosną w funkcji czasu. Tarzają się w kokosie i czerpią z niego trochę mdłej maniery. Pojawia się też subtelny akord kwiatowy. On z kolei muska ledwie białą powłokę Fils de Dieu i nie wchodzi w paradę jasnym bohaterom. Po 3,4 godzinach i tak wszystko topi się w piżmie, które znowu przypomina pudrowe początki. Teraz już bez iskrzących cytrusów i niezwykłej nuty ryżowej.

Komu więc Fils de Dieu się spodoba? Mnie nie, ale jak ktoś lubi Byredo Blanche to jest szansa, że te perfumy polubi też. Skojarzenia z Musc Mony di Orio również nie są pozbawione podstaw, choć z zastrzeżeniem, że Syn Boży będzie wersją "light".

Nuty: imbir, kolendra, limetka, shiso, kokos, ryż, kardamon, jaśmin, cynamon, róża, bób tonka, wetiwer, piżmo, ambra, skóra, kastoreum
Rok powstania: 2012
Twórca: Ralf Schwieger
Cena, dostępność, linia: około 300 zł/50 mL
Trwałość: średnia; do 5 godzin

10 komentarzy:

  1. O, to dla mnie też są.

    Szkoda, że po Like This ludzie z Etat nie potrafią zrobić czegoś dobrego. Chyba popadli w nadmierną pogoń za takimi kontrowersyjnymi sztuczkami i jakość zapachów poszła na dalszy plan. Tilda była w sumie dość "grzeczna" marketingowo i przełożyło się to jakość olfaktoryczną.

    Pozostaje mieć nadzieję, że te drugie perfumy będą lepsze :)/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czego to juz ludzie nie wymysla dla pieniadzy. Zenada!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. * Beato. Mam bardzo podobne odczucia, jeśli chodzi o sposób działania ELdO.

    A Bijou jeszcze nie testowałem globalnie, więc na razie nie wieszczę. :) Po teście nadgarstkowym rewelacji zbyt wielkiej nie stwierdziłem.

    OdpowiedzUsuń
  4. * Anonimowy. Ameryki nie odkryłeś. Mimo wszystko nie uważam, żeby ta marka na siłę się kreowała w ten sposób. Takie posunięcie jest zgodne z ich wizerunkiem i w kontekście innych ich produktów nie szokuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym to przetłumaczył: Syn Boga ryż i cytrusów (bóg ryżu i cytrusów ma syna)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aninomowy. Dziękuje za sugestię. Rozmawiałem z kilkoma osobami i nawet językowi specjaliści różnie mówią. Zostanę więc przy tłumaczeniu takim jakie jest. :)

    Ja niestety francuskiego nie znam, a szkoda. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja myślałam, że będzie tam zapach krwi i całunu

    OdpowiedzUsuń
  8. Iwonidos. Mnie już nawet krew w perfumach spowszedniała. Ale ten pomysł z całunem podoba mi się. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A na mojej skórze to mocarna limetka, raz na kokosowo-słodko, raz bardziej przyprawowo, pikantnie i przy samej skórze kremowe pizmo, coś wspaniałego, oryginalnego, nie oddam nikomu.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).