Polacy kochają zapach brudnych skarpet bardziej niż perfumy | perfumy i opinie
  • Polacy kochają zapach brudnych skarpet bardziej niż perfumy

Kobieta zatykająca nos.

Do smutnych wniosków łatwo dojść obserwując zachowanie rodaków wystawionych na konkretne bodźce. Za przykład niech posłuży pociąg – to mój ulubiony środek transportu do przeprowadzania doświadczeń zapachowych. Ale najpierw cofnę się w czasie.

Zanim dorobiłem się własnej butelki perfum Incense Normy Kamali miałem próbkę. To oczywista oczywistość. W końcu nikt nie kupuje w ciemno perfum, których cena przekracza 1000 zł za butelkę. Pamiętam, że pierwszy raz przyjemność testów przypadła na dzień długiej podróży pociągiem. Nie wiedząc, czego oczekiwać, skropiłem się bardzo obficie. Efekt zwalił mnie z nóg, ale czasu na kolejny prysznic już nie było. Pociąg czekał. Na stacji okazało się, że był prawie pusty. Zająłem miejsce... Czytaj dalej... w przedziale i podziwiałem moc Kamali. W końcu nadszedł czas na pierwszą stację – Wrocław Główny. Co rusz do mojego przedziału ktoś wchodził, ale po otwarciu drzwi nikt nie zaryzykował na zajęcie weń miejsca. Owszem, pociąg nie był jakoś ekstremalnie pełny, ale w każdym innym przedziale w wagonie siedziało od 2 do 6 osób. Ja miałem jeden tylko dla siebie… Ciekawi mnie, jakie byłoby zachowanie ludzi wobec wyboru: siedzenie w przedziale ze mną - stanie na korytarzu.

Brudne skarpety.
Jakiś czas temu miała miejsce sytuacja analogiczna. Nie użyłem jednak Incense a testowałem nadgarstkowo lekkie pachnidło, które na pewno nie było wyczuwalne przez pasażerów. Wsiadam do pustego przedziału. Potem stacja Wrocław Główny… Wsiada jedna, druga, trzecia osoba. Czwartą okazje się starszy mężczyzna. Z rozmowy wynika, że to nieubogi rolnik spod Bolesławca. Jego ręce pokryte są czarno-brązowym czymś. Sweter w stylu lat osiemdziesiątych jest sztywny od brudu. W powietrzu unosi się przerażający zapach potu i alkoholu. W pewnym momencie myślałem, że zemdleję. Dodatkowo gościu usiadł tuż obok mnie. Pociąg jak na złość jest ogrzewany, co potęguje wrażenie fetoru. Dwie następne stacje i nie wytrzymuję. Najpierw wychodzę i stoję przy oknie na korytarzu, żeby złapać oddech. Nie była to dobra decyzja, bo po powrocie do przedziału fala smrodu ma siłę po stokroć większą. Tym razem po 10 minutach biorę kurtkę i zajmuję miejsce siedzące na prawie pustym korytarzu. Siedzisko w przedziale okupuje mój plecak. Po jakiejś godzinie postanawiam się napić. Sok pomarańczowy jest we wnętrzu torby. Wchodzę do pełnego przedziału i dosłownie zatyka mnie. Bohater powyższych zdań postanowił zdjąć buty…

Fot. "Brudny mężczyzna".

Kobieta i perfumy.
Sześciu pozostałym osobom odór nie przeszkadzał w żadnym stopniu. Dwie z nich wychodziły do toalety w krótkim czasie przed moim ostatnim wejściem do przedziału. Miały więc czas na restart nosa. Nikt nawet nie wpadł na pomysł otworzenia okna albo chociażby drzwi.

Polacy przywykli do wąchania zapachów fizjologicznego brudu, ponieważ są one traktowane jako część natury. W przeciwieństwie do perfum. Te traktujemy jako przejaw snobizmu, zniewieścienia, zbytku, ekstrawagancji. Sam fakt tolerowania fetorów pochodzenia ludzkiego ma oczywiście znacznie głębsze pochodzenie, które rozpatrywać należy na wielu płaszczyznach.

Jednym z nich jest na pewno uniwersalizm. Każdy człowiek wydziela nieprzyjemną woń (może poza najmniejszymi dziećmi). Czy nam się to podoba, czy nie, wydzieliny i wydaliny ludzkie w większości cuchną. Albo od razu (sperma, kał, wysięki ropne i in.), albo w wyniku namnażania się w nich mikroorganizmów (krew menstruacyjna, pot, ślina i in.). Nawet, kiedy utrzymujemy ultra wysoki poziom higieny to sami jesteśmy w stanie doświadczyć tych zapachów, choćby w sytuacjach intymnych. Od tego nie uciekniemy.

Oblężenie Petersburga w 1865.
Kiedy jednak stajemy w ekstremum olbrzymiego smrodu spowodowanego brakiem higieny nasze zachowania są różne. W swoim życiu spotkałem się z kilkoma postawami. Jedną z nich była akceptacja fetoru. Wynika ona z faktu empatii ze śmierdzącą jednostką. Człowiek rozumie, że sam może się znaleźć w sytuacji, gdy to on będzie cuchnął. Taka postawa jest bardzo częsta i to nie tylko w rodzinach o małej kulturze higieny. Myślę, że tę grupę ludzi stanowią osoby znerwicowane na punkcie swojego wizerunku w społeczeństwie – w dużym procencie.

W przypadku starszych Polaków źródła akceptacji odorów należy upatrywać w doświadczeniach lat ubiegłych („od smrodu nikt nie umarł, od zimna owszem” – często przytaczane słowa podczas wojny chociażby), kiedy śmierdzące jednostki były powszechnie akceptowane z różnych względów. W takich warunkach to osoba zwracająca uwagę na fetor byłaby postrzegana jako nietaktowna i niedostosowana do życia w społeczeństwie. Śmiem przypuszczać, że pokolenie wojenne jest całkowicie zobojętniałe na kwestie zapachów fizjologicznych. Tego nauczyło ich życie. I jest to przypadek, który jestem w stanie zrozumieć.

"Zły zapach".
Zauważyłem również, że fetor jest akceptowany w większym stopniu przez mężczyzn niż przez kobiety. Nie jest tajemnicą, że to płeć piękna ma czulszy zmysł powonienia. Z drugiej strony część mężczyzn na pewno traktuje odór przepoconych ubrań, skarpet w kategoriach bardziej osobistych. Ma to związek z tym, o czym pisałem wyżej – sami na pewno doświadczyli tego typu zapachów na sobie.

I na sam koniec największa grupa ludzi… Ci nieśmiali, którzy akceptują fetor, ponieważ wrodzona skromność i kultura nie pozwala im zwrócić uwagi śmierdzącej osobie. Musimy pamiętać, że zapach jest kwestią tabu. To rzecz niemal intymna, o której rozmawiamy rzadziej niż o materii widzialnej. Postawa tej grupy ludzi pozwala widzieć w nich bohaterów tragicznych. Każdy wybór jest zły. Zwrócenie uwagi cuchnącej osobie powoduje powstanie poczucia winy, wstydu, dyskomfortu psychicznego. Milczenie to z kolei ciągła tortura.

Co zatem powinniśmy zrobić… Akceptować, zwracać uwagę, ignorować?

Fot. nr 1 z guardian.co.uk
Fot. nr 2 z dreamstimes.com
Fot. nr 3 z bizneslublin.pl
Fot. nr 4 z militaryhistory.about.com
Fot. nr 5 z paintingsilove.com

37 komentarzy:

  1. To wszystko prawda. Tylko trzeba jasno powiedzieć, że kobiety też śmierdzą. Często bardziej niż mężczyźni.

    Może pokusisz się o wpis pt. "Jak zwracać uwagę na brzydki zapach?". To byłoby przydatne narzędzie.

    Pozdrawiam pachnąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy wpis

    OdpowiedzUsuń
  3. *Beato. Tak. Nie pisałem w tekście, że kobiety nie śmierdzą. :) Ale skupiłem się na zaobserwowanym zjawisku w świecie realnym. Tam bohaterem był mężczyzna. Nad propozycją krótkiego felietonu na ten temat pomyślę. :)Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. *Anonimowy. Dziękuję i cieszę się. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdusiłam w sobie odruchy bycia grzeczną. Wstaję przesiadam się, uciekam do innego tramwaju - kiedy mogę idę sobie na piechotę - choć tam, na chodnikach spotykam palaczy. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny artykuł.
    Należę do tych osób,co od razu reagują,zmieniająć miejsce siedzenia.Zawsze wybieram pierwszą klasę,lecz nie przepadam za jazdą pociągami.
    Jeżeli mam możliwość wyboru to
    raczej samochodem,wtedy wiem ,że nic przykrego mnie nie spotka podczas jazdy
    Marcinie także bardzo ci współczuje.
    Pozdr,

    OdpowiedzUsuń
  7. * Marysiu. O palaczach to nawet nie chcę mówić. To temat na oddzielny artykuł.

    Co do grzeczności to wciąż wszystkim chyba trudno zwrócić uwagę albo nawet zaatakować śmierdzieli. Wychowania i kultura nam na to nie pozwala.

    Z drugiej strony mam kolegę (nie żaden margines), który w tramwaju raz zwrócił się do cuchnącego mężczyzny: "Pan się przesunie i pójdzie śmierdzieć w inne miejsce.". Byłem wtedy w potężnym szoku... ale takie zachowanie miało sens...

    OdpowiedzUsuń
  8. * Jarku. Ja od tego czasu zawsze w podróż biorę gotówkę, żeby się ewakuować do pierwszej klasy w miarę potrzeby. :)

    Przyznam szczerze, że taka ekstremalna sytuacja zdarzyła mi się tylko ten jeden, jedyny raz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wpis.
    Ale przyznam, że spotkałam się z czymś zupełnie odwrotnym.Bywa, że wsiadam do autobusu, którego jedna z części jest niemal pusta zaś cała reszta ludzi tłoczy się w drugim jego końcu.Powód?Pan menel roztaczający wokół woń alkoholu i fekaliów.Jakoś nikt nie chce koło niego siedzieć i go wąchać.
    Poza tym zwracanie uwagi jest jakby...zbędne?Co da zwrócenie uwagi?Owszem śmierdzącemu koledze można powiedzieć słówko na osobności ale takiemu menelowi czy współpasażerowi co mydła nie widuje?"Idź pan stąd bo śmierdzisz?".Jedyną radą jest po prostu bezpieczna odległość.Albo ewakuacja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Molestowanie innych ludzi swoim smrodem tez do grzecznosci nie nalezy.Wiec jezeli ktos po prostu smierdzi,albo przesadzil z perfumami,nie czuje sie byc zobowiazana do powsciagliwosci-zwracam glosno uwage.Zwlaszcza,ze wieksziosc ludzi wokol przewaznie cierpi,ale nie odwazy sie powiedziec ani slowa.
    Co do pokolenia wojjennego-z tym sie niecalkiem zgodze.Moj ojciec,ktory nawet byl w armii,byl czlowiekiem nieskazitelnej czystosci.Zawsze mawial-"na wode i mydlo stac najbiedniejszego." To wpajal mi od malego,i pod tym wzgledem pozostalam bez kompromisu.Ktos maltretuje moj nos-ja maltretuje jego uszy i ego.Proste.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy i bardzo prawdziwy wpis. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. i to niestety często śmierdza starsi ludzie, i nie widzę na to wytłumaczenia ,że bieda że starość ,że niesprawność!!! Babcia mojego męża 85 lat niepełnosprawna ,bierze codziennie długi prysznic, używa pasty do zębów chodź ma sztuczne,mydełka, puderku, perfum ,balsamu do ciała , kremu do stóp, itp, itd...I nie trzeba tej całej otoczki, którą ona stosuje, wystarczy woda i najtańse mydełko, plus codzienna wymiana bielizny...no ale mentalności naszych rodaków tak szybko nie zmienimy, niestety...:(

    OdpowiedzUsuń
  13. *MałaMi. W przypadku tramwaju zaobserwowałem takie coś. Takie skupianie się na jednym końcu, ale tylko wtedy kiedy osobą alienowaną był bezdomny...

    Może wynika to z tego, że np. wobec bezdomnego nie mamy oporów wyrażenie swojego niezadowolenia .

    OdpowiedzUsuń
  14. Feline. Świetne stanowisko, ale nie każdego stać na maltretowanie uszy i ego drugiej osoby. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Smerfetko. Poruszyłaś ciekawy temat, ale obawiam się, że rozważanie zapachu starszych ludzi może spowodować atak ze wszystkich stron: że dyskryminacja, że upokarzanie, że to i tamto.

    Ale masz rację. Wielką rację.

    OdpowiedzUsuń
  16. Święte słowa! Ja mam nadwrażliwy nos i lekką obsesję czystości (no i perfum) więc podróżowanie pociągiem to jedna z najgorszych kar. Zazwyczaj nie używam perfum kiedy mam w planie jazdę pociągiem bo wiem, że ktoś będzie brzydko pachniał (no już sam pociąg nie ma zbyt pociągającego aromatu) i wtedy mój zapach będzie mi się kojarzył ze smrodem. Zachowuję zapachy w pamięci przez bardzo dlugi czas.

    Kolejna ważna kwestia. Czemu ludzie nie otwierają okien w przedziałach? Pozdejmowane buty, popkrzykrywani kocami, 30 stopni ciepła, aromat właśnie otworzonej paczki czipsów ser-cebula.... I nikt nie czuje, że powinno się otworzyć okno!

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety brak higieny osobistej to nader częste zjawisko, które nie zna barier płci i wieku. Jako użytkownik środków komunikacji miejskiej cierpię i nader często po prostu opuszczam pojazd... Mój apel: ludzie miejcie wzgląd na wspolpasazerow, myjcie się!!! Perfumy to piękny dodatek, a woda, mydło i proszek do prania to podstawa!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nigdy nie mam problemu z wyrazaniem wlasnej opinii.Chetnie stawiam czola dyskusji i jestem otwarta na odmienne argumenty,jezeli sa wsparte logicznym mysleniem.
    Wlasnie dlatego,w takich sytuacjach,gdy woekszosc milczaco cierpi,stawiam sie jako "katalizator" -ktos musi to przeciez wyrazic,nie? Chodzi po prostu o brudasow,albo jednostki anosmiczne,ktore kazdego poranka maja zderzenie czolowe z flaszka perfum-to jest tak samo obrzydliwe.Przewaznie tak objechany delikwent sam sie wynosi jak niepyszny.
    O takich tez trzeba napisac-jezeli wie sie,ze ze bedzie sie przebywalo dlugo w zamnknietym pomieszczeniu,darujmy sobie perfumy.Ja juz nie jeden raz powywalalam przeperfumowane jednostki z mojego gabinetu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Podoba mi się powiedzenie, że nawet ubogiego stać na mydło i wodę, bo to prawda, bardzo dobre mydło, np. śnieżnobiała Pani Walewska kosztuje mniej niż piwo w markecie (poniżej 3 złotych).

    Do Smerfetki, uwaga... Otóż nie uważam, że, aby nie śmierdzieć, potrzebny jest codzienny natrysk i codzienna zmiana bielizny. Jestem nawet za pewnym rozluźnieniem gorsetu higienicznego, w jaki wpadliśmy - niech zapach ma czas dojrzeć na skórze, wydzielajmy własny zapach, zamiast zastępować go sztuczną otoczką perfum. Powiem wprost, człowiek nie myjący się kilka dni nie cuchnie. Śmierdzi osoba, która nie myła się i nie zmieniała ciuchów od wielu tygodni, to jeszcze też nie najgorsze - najbardziej cuchną jednostki, które oddają w swą garderobę pipi i kaka :-) To chyba ze strachu przed takim fetorem zaraża nas potrzeba codziennych tuszy. Pozwólmy pracować naszym naturalnym feromonom i naturalnemu zapachowi potu, będącym unikalnym, jak nasz odcisk palca.
    p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za nadmiar 'feromonow' w środkach komunikacji serdecznie dziękuje... Jest ich czasami zdecydowanie za dużo :-S

      Usuń
    2. Sęk w tym, że znaczna część naszego społeczeństwa trochę za bardzo lubi swój naturalny zapach (o każdej porze roku) i dlatego feromony aż 'furczą' w powietrzu atakując zmysły i tym samym powodując stany bliskie omdleniu u pozostałych rodaków :-S.Bymajmniej nie z podniecenia :-/

      Usuń
  20. * kj. Może jest tak, że ludzie mają za mało odwagi, żeby otworzyć okno.

    Coś na zasadzie "o kurczę, ten smród chyba tylko mi przeszkadza, więc udam, że wszystko jest ok".

    OdpowiedzUsuń
  21. *Anonimowy. Nie sądzę, żeby apel na tym blogu coś dał, ale przyłączam się do niego.

    Ps. My tu chyba wszyscy jesteśmy jednak większymi fanami mydła od perfum. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apel nie byl skierowany do czytelników bloga. Nie mam wątpliwości, że jesteśmy większymi fanami mydła, by móc następnie w pełni podziwiać zapachy perfum :-D Był (paradoksalnie) skierowany do Tych, którzy raczej tu nie zaglądają... :-(

      Usuń
  22. * Feline. Wiem, wiem, że potrafisz dyskutować, ale uwierz mi, że bardzo niewielu ludzi potrafi tak jasno i precyzyjnie wyrazić to, o czym myśli.

    Wspomniałaś o jednostkach przeperfumowanych. Z nimi też jest różnie. Pisałem o tym ostatnio. Ja chyba bym nie pogonił takiej osoby, ani nie zwrócił uwagi. I już pomija kwestię tego, że jestem nie w tym wieku. Zawsze starałbym się wczuć w rolę nadużywającego perfum... Wtedy jednym z powodów tego nadużycia może być chęć przypodobania się mojej osobie, chęć zrobienia dobrego wrażenia.

    Niby dobrymi chęciami piekło brukowane, ale w takim wypadku nasze zwrócenie uwagi może zniszczyć takiego człowieka - chciał dla nas i dla siebie dobrze, a jeszcze mu się oberwało...

    Kurczę... kwestie zapachów w społeczeństwie to twardy orzech do zgryzienia.


    Mimo wszystko wychodzę z założenia, że gdyby wszyscy byli tak bezpośredni to świat byłby piękniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  23. P. Bardzo ryzykowana teza. Bardzo. Uwierz mi, że ja mam wrażenie (czasami), że cuchnę po kilku godzinach od prysznica i w świeżych ubraniach.

    Po kilku dniach na pewno bym śmierdział niewyobrażalnie... Zresztą, jak chyba wszyscy inni ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  24. Anonimowy. Masz rację. W polskich autobusach tyle jest feromonów, że już nie trzeba więcej. I nie trzeba promować ich rozsiewania przez zmiejszenie higieny.... Oh my god... Do czego to by mogło doprowadzić. Aż strach myśleć. ;P

    OdpowiedzUsuń
  25. Jebie Ci w komunikacji publicznej? To z niej nie korzystaj. Nie będziesz musiał stykać się z chamstwem spod Bolesławca, które nie potrafi docenić zapachu perfum za 1000 zł.

    OdpowiedzUsuń
  26. a ty żydzie lubisz zapach naszych pieniążków

    OdpowiedzUsuń
  27. Pewien polak - informatyk, wyjechał pracować do RFN. Jego koledzy "tubylcy" po paru dniach przebywania w jego towarzystwie wręczyli mu upominek w postaci luksusowego dezodorantu. Myślę że to jest bardzo dobra forma przekazu w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  28. Trochę przypóźno, ale chciałam zwrócić uwagę na jedno - zapach brudu, choć wstrętny i budzący mdłości, fizycznie nie boli. Perfumy w stężeniu noszonym nieraz przez tych czystych i eleganckich sprawiają, że migrenicy skręcają się z bólu. Nigdy nie zapomnę eleganckiej damy zlanej obficie Ange ou Demon przez którą dobry kwadrans wymiotowałam w samym centrum krakowa na chodnik, dziękując przy tym bogu, że zdążyłam wysiąść z tramwaju. Przykro mi, ale wolę smród potu niż potworny ból głowy spowodowany czyjąś nieuwagą w aplikacji przyjemnego zapachu.

    OdpowiedzUsuń
  29. ALE FACECI POWINNI CUCHNĄĆ !!! XD**

    OdpowiedzUsuń
  30. Wydawałoby się, że wpis okej, pozytywny ale błędy logiczne aż wypalają mózg. Akceptacja fetoru wynika z empatii?? Chyba mieszkamy na innych planetach i inne prawa obowiązują na Twojej. Wiele, wiele razy byłem świadkiem, jak do trójmiejskiej SKMki wsiada pan żul, który capi tak, że zatyka ludzi i zgadnijcie jaka jest reakcja ludzi? WSZYSCY, bez wyjątku, UCIEKAJĄ. Jeżeli ktoś kiedyś został w przedziale z panem żulem, to tylko dlatego, że sam był zaniedbany albo mocno pijany i po prostu tego faktu nie zauważył. Myślę, że ludzie nie wysiedli z opisywanego przez Ciebie przedziału, bo było by im głupio, bo by mieli wyrzuty sumienia, że uciekli od gościa, który nie pachnie.
    Kolejna sprawa: kobiety nie mają lepszego zmysłu powonienia niż mężczyźni - to mit. Jest wręcz odwrotnie; mężczyźni mają więcej kubków smakowych i węchowych - dlatego też częściej zostają zawodowymi kucharzami. Kobiety po prostu mają przesadne reakcje, zwracają uwagę na brak higieny; stąd takie wrażenie, że mają lepszy zmysł powonienia.
    Ostatnia sprawa: jak dla mnie, intensywny zapach, choćby najlepszych perfum, potrafi tak samo zdusić i zemdlić, jak fetor pana żula.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Denne wywody.Generalizowanie i wywlekanie swoich brudów. Ten log nie ma dobrej opinii wsieci, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Ja stąd uciekam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Temat tabu, wciąż zsuwany na bok...sama nie dostrzegałam problemu, dopóki nie zostałam zmuszona do częstszego korzystania w ostatnim czasie z komunikacji miejskiej. Praktycznie za każdym razem chce mi się płakać i nie wiem, co mam począć, czasem się przesiądę, kiedy się da- otworzę okno, a generalnie nie mogę uwierzyć, jak wiele osób w naszym kraju nie dba o higienę :( i to wcale nie problem jedynie bezdomnych, czy alkoholików...chociaż problem alkoholizmu też u nas występuje w zatrważającej skali. Alkohol+bieda...efekty widać podróżując po mieście. Wiadomo, że ludzie sami siebie tak nie czują, w innym wypadku, może coś by z tym zrobili..jednakże często zdarza mi się jechać, siedząc (stojąc) w bliskiej odległości nawet młodych mężczyzn i kobiet, którzy brzydko pachną, często tak, że ciężko wytrzymać :( o woni alkoholu nie wspomnę...zawsze przechodzę katusze, jak znów mam gdzieś jechać PKSem..pociągami podróżuję rzadko, ale lepiej nawet nie wspomnę, co musiałam przeżywać w poprzednie upalne lato...Sprawa nadużywania perfum w porónaniu z tym zjawiskiem to chyba jakiś nikły procent, który swoją drogą dotyczy zazwyczaj towarzystwo w wieku ok 15-18 lat, tak sądzę.w tym wieku dziewczyny nie wiedzą, jak korzystać z kosmetyków do makijażu, ani perfum :), dopiero się uczą, chłopcy także się zalewają dużymi ilościami, wyruszając na łowy ;). Pozostałe przypadki to margines, albo ktoś dopiero co kupił nowy zapach i nie poznał jego mocy, albo po prostu nie ma wyczucia :P, ale ja bardzo rzadko trafiam na takie przypadki..

    OdpowiedzUsuń
  33. "Każdy człowiek wydziela nieprzyjemną woń (może poza najmniejszymi dziećmi)."
    Maleńkie dzieci też potrafią śmierdzieć, niestety. Ale to chyba temat tabu. Dziecięca kupa nie zawsze pachnie różami, niemowlaki puszczają bąki itp. Stąd m.in. potrzeba codziennej kąpieli. Kto ma dzieci, ten wie. Oczywiście jak się kocha, to się wiele wybacza...

    We Francji są nawet nieperfumowane wody da maluchów i nie jest to jakiś idiotyczny snobizm.

    Al

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).