Comme des Garcons Play Black — dziegieć, pieprz, kadzidło... | perfumy i opinie
  • Comme des Garcons Play Black — dziegieć, pieprz, kadzidło...


Dziegieć brzozowy, czarna herbata, kadzidło... Czy trzeba większej zachęty do testów? Fakt, pewną "zniechętą" jest to, że Black może kojarzyć się z dość nijakim, klasycznym Play. To błędne powiązanie i mocno krzywdzące najnowszy zapach Comme des Garcons. Z przeciętnością mu nie po drodze! Czytaj dalej...

Kompozycja mocno rozczarowuje na początku. Jest pieprzna, drzewna i monotematyczna. Z całej Trójki, start Black wydał mi się najsłabszy i najbardziej płaski. Na szczęście, wystarczy poczekać 5, 10 minut, żeby na skórze zaczęła się prawdziwa orogeneza tych perfum. Najpierw, z pieprzowej zawieruchy, wychodzą drzewne fundamenty. Już na tym etapie wyczuć można mszystą nutę, która przywołuje na myśl akord paprociowy. Daleki jednak jestem od szufladkowania Play Black jako pachnidła strikte męskiego, ponieważ mech jest tu dodatkiem, a nie składnikiem pierwszoplanowym.

Jednocześnie, mając porównywać, powiedziałbym, że Black porusza się po kręgach wyznaczonych przez Navegar'a, Padparadschę, Laurel. Jest ostro, drzewnie i wytrawnie. Może nawet zimno. Wyraźnie brakuje cukru, ale to zapewnia wybitnie krystaliczny obraz składników: strugi kadzidła wydają się prosto podążać ku niebu, pieprz zdaje się osadzać równą warstwą na nabłonku węchowym - wszystko z zachowaniem zasad symetrii. 

Dziegieć brzozowy nie ma tu mocy Fumidusa. Tworzy bazę. Kreuje lekko skórzaną atmosferę. Zestawienie go na tym etapie z herbatą tworzy ciekawą krzyżówkę - jeszcze bardziej wytrawną, gorzką wręcz, niż serce kompozycji. Na pewno nie jest to zapach, który spodoba się każdemu, ale miło zauważyć, że po ostatnich, dość słabych premierach, marka Comme des Garcons odżywa zapachowo.

Ryc. Umbelluria californica.
I jeszcze słowo techniczne. W spisie nut znajdujemy tajemniczo brzmiące "pepperwood". Spieszę wyjaśnić, że ta nazwa w przemyśle perfumeryjnych oznacza ingrediencje otrzymywane z amerykańskiej rośliny Umbellularia californica. Ich zapach, paradoksalnie, nie przypomina pieprzu, ale bardziej skręca w stronę cedru, liści laurowych. Ma charakterystyczną, ostrą, zieloną nutę. Bardzo ciekawy składnik, ale raczej niezbyt często wykorzystywany.

Nuty: dziegieć brzozowy, olibanum (kadzidło frankońskie), herbata, czarny pierz, czerwony pieprz, fiołek, tymianek, nuta mchu, drewno pieprzowe (Umbellularia californica)
Rok powstania: 2012
Twórca: Antoine Maisondieu
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa; w Polsce zapach dostępny jedynie w concept store Horn&More (również online); 100 mL - 360 zł
Trwałość: dobra, około 6-7 godzin

Fot. nr 1 złożona z fotografii z zasobów producenta i wikipedia.com
Fot. nr 2 z wired.com
Fot. nr 3 z wikipedia.com

12 komentarzy:

  1. Zamówiłam próbki z Lucky ale chyba poczta się na mnie pogniewała. Od dwóch tygodni ani widu ani słychu a tam mam trojaczki. Widze, ze warto czekac.

    Przy okazji zapytam czy wachałeś już werbenowego figowca Phaedon? Jak wrazenia? Tez sie go nie moge doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  2. po co pisac o takich perfumach, jak i tak oni nie sprzedaja probek. a nie kazdy mieszka w warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. * Różu. Myślę, że pozostałe zapachy Play bardziej przypadną Ci do gustu. Biorę pod uwagę głównie to, że jednak mamy lato. :) Figowca Phaedon wąchałem przelotem. Raczej nic ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  4. * Anonimowy. To nisza. Ona nigdy nie będzie dostępna w kiosku Ruchu lub osiedlowej drogerii. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak wypada w porównaniu z Patchouli Le Labo? Też jest ta baza taka wybrązowiona?

    OdpowiedzUsuń
  6. próba, google chrom wersja 19.0.1084.56 m

    OdpowiedzUsuń
  7. * Beato. Baza jest smolista, ale nie ma tam ani ambry, ani paczuli. Bardziej haczy o French Lovera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie największą zniechętą;) jest słaba butelka.
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  9. W lulua też jest PLAY w znacznie niższej cenie jak na zachodzie! Najładniejszy jest czerwony :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj testowałam. Czuję świeżą, soczystą marchewkę, czarną ziemię, jesienny las po deszczu, mech i grzyby... Niesamowite, jak zapach zmienia swą naturę w zależności od "wąchacza". Albo jestem po prostu beznadziejnym wąchającym :)

    Pozdrawiam. Maja

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).