Guerlain Myrrhe & Delires i zapachowe oblicza Mongolii... | perfumy i opinie
  • Guerlain Myrrhe & Delires i zapachowe oblicza Mongolii...

Seria butikowych perfum Guerlain to dzieło sztuki. Ale o tym już chyba wiecie. Ja zaś wiem, że po wspaniałym Tonka Imperiale, po kakaowym Gourmand Coquin, po dymnym Bois d'Armenie poznałem cudo o urodzie znacznie większej - Myrrhe & Delires.

 

Siostra Małej Czarnej


Zapach miał premierę w 2012 roku. To był dobry czas dla Guerlain. Wtedy powstała woda perfumowana La Petite Robe Noire w nowej formule. Nie wspominam o tym bez przyczyny. Powodem jest jeden składnik, który w dwóch kompozycjach gra rolę główną. I nie jest to mirra. To lukrecja. Świeża, anyżowa nuta w obu perfumach została jednak odziana w suknię z dymnych nitek. W Małej Czarnej bohaterka odgrywała swój taniec w dżungli wielkiego miasta. W Myrrhe & Delires betonu, szkła i stali próżno szukać. Próżno szukać tu też słodkich, likierowych akordów.


Pustynia Gobi zimą.

Mroźna, piaszczysta pustynia


Perfumy Guerlain przypominają głęboki oddech na pustyni. To obszar zimny, suchy, pokryty może szadzią, może szronem. Na pewno jest zima. Powiedzmy, że to Gobi albo Takla Makan, gdzie zmrożone syberyjskie powietrze pędzi z północnym wiatrem. Czuć tu też popiół, może jakieś niedopalone drwa. I jeszcze czuć maleńką, wręcz mikroskopijną kroplę soku z pieczonego jabłka. Tak wygląda początek Myrrhe & Delires. Jeśli komuś anyżowe konotacje przeszkadzają, to nie odnajdzie tu pozytywnych wrażeń.

Buddyjska świątynia w Mongolii.

Mongolia


Później zaś pojawia się Orient. Dalej zimny, chociaż zapach złoci się. Nabiera cech metalicznych. Gdzieś w tle kołacze woń kadzideł w stylu azjatyckim. Porównałbym ten zapach do woni potpourri. Jest jednak bardziej chłodny i delikatniejszy. W miarę upływu czasu, tak po 2-3 godzinach wyłania się z tego obrazu mirra. Okraszona wanilią nuta nadaje kompozycji ciepło. Przesuwa ją z obszaru "zimny" na płaszczyznę "chłodny" lub nawet "letni". Później ilość energii jeszcze wzrasta. W bazie kompozycja wręcz robi się puchata i ciepła. To za sprawą paczuli, która jednak nie ma nic wspólnego z piwnicami, szczurami i kartoflami. Tu paczula jest miękka i przyjazna. Nieco nawet czekoladowa.

I nawet jeśli ta recenzja tego nie wyraża, to jest według mnie najlepszy z dotychczas poznanych zapachów Guerlain. Pozostaje po raz kolejny ponarzekać, że pachnidło nie jest dostępne w Polsce :(

Nuty: mirra, grejpfrut, czerwony pieprz, czarny pieprz, lukrecja, paczula, olibanum, irys, róża
Twórca: Thierry Wasser
Rok powstania: 2012
Cena, dostępność, linia: woda perfumowana o pojemności 75 mL; niedostępna w Polsce
Trwałość: bardzo dobra, około 7 godzin

6 komentarzy:

  1. Perfumy Guerlain poznałam w Mediolanie kilka lat temu. Wówczas nie zrobiły na mnie wrażenia, ale dziś żałuję, że nie sprawiłam sobie takiej pięknej, pachnącej pamiątki, no ale wtedy jeszcze perfumy stały gdzieś obok mnie. Następnej okazji napewno nie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zakup i testy. To piękne, nieprzeciętne zapachy.

      Usuń
  2. Szkoda,że tak wspaniałe zapachy nie goszczą w naszym kraju,a w 80 procentach zalewająca nasz rynek tandeta:(
    Zapach wpisuję do listy "must have niuch":))
    pozdr,
    p.s.
    Marcinie wkradł się chochlik:)
    "to jest to dla według mnie"

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).