Juliette Has A Gun Oil Fiction — zmrużone oko bazyliszka | perfumy i opinie
  • Juliette Has A Gun Oil Fiction — zmrużone oko bazyliszka


Po raz kolejny dzięki miłej duszy czytającej Nie Muzyczną mam przyjemność przetestować zapach, który dopiero dwa tygodnie temu miał premierę, i który poznać chciałem jak nie wiem co. Oil Fiction!


Znając poprzednie zapachy Żulietty w Pistoletem liczyłem na różaną niszą w wydaniu współczesnym. To oczekiwanie nie przyniosło spełnienia. Oil Fiction jest bowiem zapachem w dawnym stylu. Pierwsze skojarzenia to Chanel Coco, Guerlain Shalimar i Nasomatto Nuda, czyli sporo orientu i nuty kwiatowe w stężeniu tak dużym, że pachną palonymi oponami. Perfumy mają moc - to rzecz bezsprzeczna.


Nieco tylko roziskrzona cytryną (wg składu to bergamotka) góra jest króciutkim wstępem do pełnego, bogatego serca. W nim zaś dominuje tuberoza i ylang. Wierzę, że są to składniki naturalne, ponieważ to naprawdę czuć. Nie są sterylnie czyste, ale lekko tłuste, pełne, trudne do uchwycenia. Na tym polega ich piękno. Ich moc jest tak duża, że można określić Oil Fiction jako orientalny zapach ylangowo-tuberozowy. To pewnie nie wszystkim będzie pasowało, ale ja jestem urodą pachnidła wręcz zachwycony.


Perfumy nie dokonują gwałtownych zwrotów na skórze. Bardziej tlą się w rytm pulsującej w żyłach krwi. Są to bez wątpienia perfumy wielkie, ale oczy mają zmrużone. Kto oczekiwał blasku bazyliszkowych ślepiów będzie zawiedziony. Tu smok pokazuje ledwie kawałek gałki ocznej, choć nadal bestią jest. Leży, odpoczywa, rozmyśla na miękkiej, wyzłoconej wanilią podstawie. W bazie Oil Fiction zbliża się do zwierzęcych, ambitnych klimatów Shalimar, choć to podobieństwo niebliskie.

To naprawdę piękny zapach w stylu Chanel, dawnych Amouage czy klasycznej linii Mony di Orio.
Nuty: bergamotka, ylang, paczula, irys, tuberoza, labdanum, papirus, szafran, wanilia, drewno sandałowe
Rok premiery: 2013
Twórca: b.d.
Cena, dostępność, linia: limitowany produkt w cenie 280 EUR
Trwałość: świetna, powyżej 10 godzin

7 komentarzy:

  1. Rzeczywiście perfumy bardzo dobre i w starym orientalno-pudrowym stylu,można by nawet pokusić się o zakup większej ilości,gdyby nie ta kosmiczna cena:(
    Zmiana designu flakonu wyszła marce na dobre.Przepięknie się prezentuje:)
    Świetna recenzja Marcinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję raz jeszcze za możliwość poznania tych perfum. Inaczej pewnie w życiu ich bym nie powąchał, bo nie wiem, czy będą dostępne w punktach Juliett Has A Gun w Polsce. Raczej nie.

      Co do flakonu to, owszem, jest piękny. Tylko nie wiem, czy w rzeczywistości też taki jest, czy może tylko to magia programów do obróbki grafiki.

      Ważne, że zapach faktycznie jest wart mszy. :)

      Usuń
  2. Jakoś tam marka do mnie nie "mówi". Testowałam ich perfumki jak jeszcze w Douglasie były ale nic ndzwyczajnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One mają specyficzny klimat. No i większość zawiera róże.

      Usuń
  3. Całe opakowanie jest bombowe. Mogłabym mieć tylko jako ozdobę, bo w tej kwestii perfumy mają u mnie 10/10

    Ala. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jestem wierna Lady Vengeance. Najpiękniejsza Juliette'a jak dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak piękna nazwa. Aż chce się pachnieć. :)

      Usuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).