Yves Saint Laurent Kouros — strach się bać | perfumy i opinie
  • Yves Saint Laurent Kouros — strach się bać

Perfumy marki Yves Saint Laurent znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Ciężki, zwierzęcy i szyprowy. Z założenia przede wszystkim ponadczasowy i wyrażający męskość w ujęciu starożytnej Grecji. Prawda jest jednak taka, że Kouros pachnie problemem. Nie daje się zaszufladkować i wcale nie kojarzy się tak, jak życzyłbym sobie producent. Dość powiedzieć, że zamiast greckiej smukłości bliżej tym perfumom do aury potężnych Wikingów.



Nie odbieram tych ich jako zwierzęcych. Przynajmniej nie tak mocno, jak inni internetowi recenzenci. Po części może być to skutkiem reformulacji kompozycji zapachowej - testuję wersję najnowszą - prosto ze sklepowej półki. A że w dzisiejszych czasach akordy animalne są w odwrocie, to nie byłbym zdziwiony takim kierunkiem zmiany formuły. Wedle mojego nosa na pierwszym planie są aldehydy. Metaliczne, wodne, ostre, wyraźnie w stylu lat minionych. To wizytówka Kourosa, jego niemożliwa do podrobienia pieczęć. Zielona, mszysta ich osnowa nadaje całości męskiego, północnego charakteru. To właśnie skąd moje skojarzenia ze średniowiecznymi nacjami Północy. Za tym tokiem myśli przemawia też fakt, że zielone akordy są zimne i pokryte szarościami szałwi. Podejrzewałbym też lawendę o swój udział w tej kreacji, ale w żadnym spisie nut jej nie znalazłem.


Miód również nie jest dosłowny i na pewno nie jest słodki. Jeśli już, to krystalit w stylu tysiąc razy bardziej poważnym niż w Soir de Lune. I nie jest to miód drapiący. Pszczoły w Kourosie zrywają do krwi całe gardło jak najlepszy papier ścierny, więc słowo "drapiące" ma zbyt delikatne znaczenie. Mają moc.

Zaskoczeniem jest fakt, że Kouros okazał się dla mnie monolitem. Nie zmienia się na skórze. Z czasem maleje jego moc (choć bardzo powoli), ale wydźwięk nut jest cały czas niemal niezmienny. Początek może trochę bardziej błyska cierpkimi cytrusami. Baza zaś zyskuje nieco żywiczne, ciepło-ambrowe brzmienia. To jednak dwie niewielkie zmiany. Część aldehydowo-mszysta to dominanta totalna. Tak samo jak totalny jest zapach... jako całość.

Nuty: ambra, mech dębowy, cywet, aldehydy, bergamotka, szałwia, kolendra, arcydzięgiel, jaśmin, irys, cynamon, paczula, goździk, geranium, wetiwer, piżmo, bób tonka, skóra, miód, wanilia
Rok premiery: 1981
Twórca: Pierre Bourdon
Cena, dostępnośc, linia: w Polsce produkt niedostępny; na świecie jako 50 i 100 mL; woda toaletowa
Trwałość: świetna; powyżej 10 godzin

18 komentarzy:

  1. Oczekiwałem większego entuzjazmu, ale to akurat może być spowodowane wersją, bo ja mam kilka butelek z lat 2005-2007 i mają bardzo mocne nuty zwierzęce, więc rozumiem po części ten zachowawczy ton.

    - Jack

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że też miałem w pamięci te perfumy jako przykład zwierzaka we flakonie. Wersja, którą kiedyś wąchałem była na pewno inna od tego, co teraz serwuje YSL.

      Usuń
    2. małe sprostowanie, produkt w Polsce jest jak najbardziej dostępny, pytanie brzmi czy w aktualnej odmianie warto po niego sięgać.

      Usuń
  2. przecież Kouros pachnie kozą po prostu

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Będzie, ale nie wiem kiedy. Na pewno to zapach zasługujący na słów choć kilka.

      Usuń
  4. A ja mam do niego stosunek obojetny bo takich staroci pelno w meskiej czrsci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, już coraz mniej. Zresztą Kourosa też już nie ma w Polsce w większości perfumerii.

      Usuń
  5. na zachodnich forach pisza, ze "pachnie" tak jak paryskie metro, mają racje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę. Nie wiem, jak pachnie paryskie metro. :)

      Usuń
    2. Paryskie metro faktycznie trąci Kourosem. Dlatego Paryż jest fajny. Kouros - stary - też.

      Usuń
  6. Przepiękny zapach! Był nim kiedyś,ale po licznych reformulacjach śladu po jego dawnej urodzie nie zostało nic. Używałem go wiernie prawie od momentu jego powstania.Zawsze wzbudzał zachwyt otoczenia.Po uzyciu wręcz śmierdział ale kiedy rozwinął sie na skórze był cudowny.Czy Ty Piotrze miałeś okazję testować ten zapach w jego dawnej wersji? Sądzę,że wtedy ocena wypadłaby 10/10.Pozdrawiam Wiktor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr chyba nie przeczytał Twojej wiadomości. :) Ja w każdym razie testowałem wersję nową, a starą kiedyś, dawno temu. Z tego też powodu nie podejmę się porównań - pisanie z pamięci to nie jest najlepsza sprawa.

      Usuń
  7. Niestety troche traci dworcowym klimatem... Ale mimo wszytko klasyk.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziwię się tym północnym skojarzeniom, a Wikinga to już zupełnie nie rozumiem...
    Zapach ten idealnie komponuje się z ciemną karnacją, wspaniale pachnie za Włochach, Hiszpanach, Arabach.
    Na blondynach brzmi fałszywie, coś jak przyklejona broda.
    Dla blondyna - poruszając się w tej samej stajni - zdecydowanie JAZZ.
    MaxP

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapach gęnialny, fakt, przez może pierwszą godzine jest kiepsko ale później jest jak narkotyk:)
    Mam wiele różnych zapachów, ale tylko do tego najbardziej kleją się kobietki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Używam tego zapachu od ponad 20 lat. Obecnie jest to zapach dobry. Niestety kiedyś był genialny. Nie jestem brunetem (jak sugerował Anonimowy z 17 maja 2016) i nigdy nie byłem, a większość osób, które wypowiadały się na temat tego jak pachnę twierdziła, że ten zapach idealnie pasuje do mnie. Różnica między starym a nowym? Stary po 3-4 minutach układał się na moim ciele i nie konkurował z naturalnym zapachem ciała a raczej z nim współgrał. To powodowało, że świetnie leżał nawet po 2 dniach i szybkich prysznicach. Nowy jest płytszy, bardziej chemiczny i dopiero po dłuższym czasie wyrównuje się i pachnie dobrze. Niestety trwałość na mojej skórze ma wyraźnie niższą. Ale nadal jest dobry i ciągle nie ma zapachu bardziej do mnie pasującego.
    Chciałbym jednak znaleźć starego, "pierwotnego" Kourosa.

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).