Bronzer czy brązer... a może PRONSER | perfumy i opinie
  • Bronzer czy brązer... a może PRONSER


Na blogach kosmetycznych zalew postów w typie "Najlepsze bronzery na lato 2014".


Jeszcze 10 lat temu kosmetyki tego typu nie były w Polsce tak popularne jak dzisiaj. Bronzer jest, zgodnie z definicją, kosmetykiem w formie pudru, kremu lub aerozolu, którego celem jest nadanie ciału koloru opalenizny o różnym natężeniu. Mamy zatem produkty do konturowania twarzy dla kobiet i produkty do podkreślenia muskulatury ciała dla kulturystów. W tym miejscu trzeba napisać, czym bronzer różni się od samoopalacza. Różni się trwałością, gdyż samoopalacz działa długotrwale. Bronzer można łatwo usunąć z twarzy produktem do demakijażu lub zwykłą wodą.


Słowo "bronzer" jest zatem nierozerwalnie związane z nazwą koloru - "brązem". Dlaczego więc piszemy "bronzer", a nie "brązer"? Powód jest jeden - nie chcę nikogo obrazić, więc nie napiszę wprost tego słowa. Bardziej kulturalnie powiem, że bezkrytycznie kopiujemy treści z języka angielskiego. Tam powszechna jest forma "bronze", "bronzer".

W ramach ciekawostki napiszę, że 100 lat temu w Polsce również dopuszczało się formy "bronz", a nawet "brons" i "bronc". Później, po 1936 roku, po reformie ortografii, jedyną dopuszczalną formą ustanowiono "brąz".

Brąz to również popularny stop metaliczny.

Nawet z uzasadnieniem, używanie formy "on" jest BŁĘDEM. Równie dobrze moglibyśmy pisać o PRONSERACH.

Oczywiście, formy "bronzer" można używać, ale tylko w momencie pisania tekstów w języku obcym - po polsku nie.

BRĄZER! Tak nazywa się ten kosmetyk.

31 komentarzy:

  1. Och Marcinie, bo nie rozumiesz, że to takie modne. Znam angielski, to mogę przestać mówić poprawnie po polsku. ;P [A ja tu przygotowałam się na zdjęcia w pełnym makijażu.]

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatnio nawet to rozkminiałam :) w blogosferze jednak spotyka się stale "bronzer" - do tego stopnia, że sama nie mogłam uwierzyć poprawnej formie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Blogerki kosmetyczne to takie intelektualne szafiarki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty myślisz ,że te wszystkie szafiarki czy blogerki mają monopol na wiedze ? Co druga to puste tumanisko bez szkoły żyjące w jakże urojonym i nieprawdziwym świecie mody czy kosmetyki .

      Usuń
    2. Nie, nie, nie. Proszę się z takimi obraźliwymi komentarzami powstrzymywać.

      Blogerki kosmetyczne to przede wszystkim osoby realizujące się w innych dziedzinach życia - nie w blogosferze, która jest dla nich dodatkiem. Stąd takie oceny są nieuzasadnione.

      Nazywanie kogoś "tumaniskiem" świadczy o osobie, która wyraża takie poglądy. Mnie byłoby wstyd.

      Usuń
    3. Jestę tumaniskieę:) Swoją drogą, czy "tumanisko" to mały, czy duży tuman? :) Jako tumanisko rzucę żartem z brodą. Tuman to
      mężczyzna, który jest blisko w przeciwieństwie do hetmana, czyli. .. wiadomo.
      Też kiedyś popełniłam wpis o brązerach ale koleżanki bloggerki mnie zakrzyczały więc pokornie piszę brONzer ;)

      Usuń
  4. Jestem w stanie udowodnić :) Doskonale wiem, że poprawna pisownia to brązer, ale przyznaję szczerze po prostu wizualnie mi się to nie podoba :) Wolę bronzer i najśmieszniejsze jest to, że tej formy nie podkreśla mi na czerwono kontroler poprawności :) Czasami bardzo świadomie popełniam ten błąd, ale mimo wszystko wolę "bronzer" niż wszelkie inne nowoczesne wyrażenia, bo czasami gdy czytam czyjąś wypowiedź to autentycznie nie rozumiem o czym jest mowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto, może faktycznie trochę za ostro napisałem. Nie chciałem nikogo urazić, a wyszło trochę niefortunnie.

      Myślę, że to co piszesz jest bardzo rozsądne, zwłaszcza w kontekście olbrzymiej popularności formy "bronzer". Kto wie, może za kilka lat doczekamy się jej jako poprawnej. :)

      Chciałem po prostu zwrócić uwagę, że jeśli można to warto dbać o nasz ojczysty język.
      Z ciekawostek powiem, że "brązer" jest podkreślany na czerwono. :) :)

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o dbałość o język ojczysty to jestem jak najbardziej za! Naprawdę boli mnie, gdy czytam artykułu, w których roi się od błędów. Moja polszczyzna pewnie nie jest w 100% idealna jednak staram się do takiej dążyć, od zawsze lubiłam literaturę stąd może moje zamiłowanie do poprawnych form. W każdym razie ten nieszczęsny "brązer" ( i właśnie podkreślił mi się na czerwono :) ) szalenie mi się nie podoba, z drugiej jednak strony, ktoś może powiedzieć, że jemu żółw przez "rz" bardziej by się podobał :) Masz z pewnością rację w tej kwestii :)

      Usuń
  5. A ja się ostatnio prawie pokłóciłam o to paskudztwo- mam na myśli nazewnictwo ze swoją psiapisułą wielojęzyczną ;-))) Ona brązer po polsku, ja bronzer- wielka anglistka od siedmiu boleści, a ponieważ jestem potwornie zadziorna i uparta nie dawałam spokoju i upierałam się, że moja wersja jest poprawna ;-)
    Na poważnie jednak- bardzo mnie denerwują wszystkie zapożyczenia, które wprowadzają zamęt do polskiego języka i zapominamy zwyczajnie, po ludzku i po polsku- jak powinno być po naszemu. Bo ogólnie zapożyczenia będą funkcjonować, rozumiem, nic nie poradzimy.
    Jeszcze dodam, że ta bidula prześladowana za brązer zaczęła w mojej obecności mówić "puder brązujący" do czego się nie mogłam doczepić! ;-)

    Dziękuję za ten wpis, choć ogólnie jestem bardzo zawiedziona, bo schodząc na bloga z FB spodziewałam się Ciebie zmalowanego na cacy. A tu lipa ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! to się jeszcze ładnie pomyliłam! Psiapsiułą miało być. Za ten pis w wyrazie oberwie mi się, że ho, ho. ;-)

      Usuń
    2. Martuś, po tylu latach a Ty nadal miałaś nadzieję (chodzi o zobaczenie zmalowanego) :D

      Usuń
    3. No miałam- naiwna, bo mi ciągle wrażeń brak ;-)))

      Usuń
    4. :D potrzebuejsz zatem spotkania ze mną, wtedy będziesz miała ich aż zanadto :)

      Usuń
    5. Ha ha ;-) Nooo, jak byśmy się zaczęły wymieniać wrażeniami, czuję że mogłoby dojść do jakiegoś spektakularnego wyładowania ;-))) Burza z piorunami!
      Warsztaty może jakieś Marcin zmontuje, okazja do spotkania byłaby podwójnie fajna :-) Tylko nie wiem, który temat by wyszedł na prowadzenie ;-)

      Usuń
  6. Hmmm, mnie się jednak wydaje, że po prostu funkcjonuje angielska nazwa, nieprzetłumaczona... w taki sam sposób, w jaki używa się słowa: "liner" czy "eyeliner" zamiast "linier" - choć ta nazwę także można by było przetłumaczyć i spolszczyć, mimo tego, że brzmi nieco sztucznie, nieprawdaż? Jednolitość w nazewnictwie, ewentualnie posługiwanie się nazwą z opakowania pomaga też w kontakcie z czytelnikiem zagranicznym, który ma miejsce coraz częściej. Nie uważam, żeby było to "bezkrytyczne kopiowanie" - wynika bardziej z pragmatyzmu i stopniowego ujednolicania języka internetowego, który z kolei zmienia język potoczny. Nie wiem, czy to dobrze, czy zle, ale na pewno jest to nie do uniknięcia.
    Co do komentarzy na temat blogerek/youtuberek kosmetycznych, umieszczonego powyżej - uważam że jest mocno krzywdzący i wynika z niewiedzy i wrażenia budowanego na własnym, abstrakcyjnym wyobrażeniu. Widzę w nim też sporo agresji i braku kultury, nie chcę wiedzieć z czego dokładnie te rzeczy wynikają, ale współczuję obu i serdecznie życzę wyzbycia się złych emocji.

    Pozdrawiam,
    Daria

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś też dopadła mnie ta zagwozdka :) Jako ortograficzny świr i korektor :) długi czas używałam poprawnej w języku polskim formy "brązer", jednakże zauważyłam, że jest ona mało popularna i dość "dziwnie" wygląda. Miałam świadomość (jako anglistka:), że słowo "bronzer" jest przeniesiony na grunt polski z angielszczyzny, mimo wszystko zaczęłam stosować tę wersję ze względów subiektywnie... estetycznych :) Dziś jednak, chcąc być poprawna w 100 %, powracam do polskiego "brązera" :) Dodam tylko, że polska pisownia tego słowa wciąż jest traktowana przez komputery jako błąd :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bawisz się w Miodka? U blogerek jest bardzo różnie z intelektem ale nie wrzucałabym wszystkich do jednego worka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzecz w tym, że obie formy są poprawne i obie w są w "obiegu" - pierwszą oczywiście formą była forma "bronzer" stąd też jest popularniejsza. Może z czasem jedyną poprawną formą będzie forma "brązer", a "bronzer" wyskoczy nawet z uzusu. Inna sprawa, że zwykle używa się form częstszych - tym bardziej w takich przekazach, jakie stosujemy na blogach.
    Język ewoluuje, więc siłą rzeczy "naleciałości", tj. zapożyczenia z innych są, zawsze były i będą - i broń Boże nie jest to nic złego. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że jakieś 90% polskich słów to zapożyczenia :) Także wyluzujmy czy też wychillujmy ;)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham bronzery i bronzery i zobaczą nie chce mi się wpisać poprawinie , edytor tekstu poprawia bez ą:( A ja je naprawdę kocham;;;;D

    OdpowiedzUsuń
  12. A Ci co obrażają w komentarzach blogerki, może niech tak sami spróbują coś sensownego napisać:)Bo krytykować to każdy potrafi;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Brązer - będę pamiętać - dziękuję za opis - myslę że to bardzo ważne żeby wiedzieć jak pisać i mówić różne słowa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam podobne zdanie co do dbałości o język ojczysty. Denerwuje mnie przeto jak ludzie nauczą się języka obcego i potem zapominają polski, albo jeszcze gorzej jak pewna aktorka ABC po pobycie w Stanach nagle okazuje się, że ma problemy z językiem polskim. Ja zawsze stałam na stanowisku brązer, bo słowo brąz w języku polskim istnieje. Natomiast zawsze poprawiam osoby, które mówią tortilla (poprawnie tortija), Sewilla (poprawnie Sewija) i quesadilla (czyt. kesadija), bo te słowa nie mają polskiego pochodzenia a contrario do brązu. Tam więc gdzie mamy polski źródłosłów korzytajmy z tego, a tam gdzie nie wysilmy się i nauczmy się wymwy obcej, która wcale nie taka straszna jak ją malują ;) Swoją drogą ostatnimi czasy (ok 2 tyg. temu) oglądałam fragment Dzień Dobry TVN, gdzie rzeczony Pan Prof. Miodek był <3 i powiedział, że bardzo Go cieszy, gdy młodzi ludzie na CV mówią cefałka (spolszczajac) niż sivi (zangielszczajac), bo w gruncie rzeczy pochodzenie sformułowania jest łącińskie, więc skoro Anglicy mogą nazywać sobie to sivi, to dlaczego Polak nie może pochwalić się całkiem ładną cefałką. :)

    Jako fanka prof. Miodka i poprawnej poslzczyzny pozdrawiam gorąco muśnięta brązerem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aj, ja też z tych, co uczuleni na "bronzer" (słowo). Z bólem tytułowałam tak aukcję na Allegro swego czasu, żeby więcej miała wyświetleń. ;) Pozdrawiam, MR.

    OdpowiedzUsuń
  16. a ja se mówię bronzer, a każdy wtedy słyszy brązer ...i nikt mi się do gardła nie rzuca:)

    OdpowiedzUsuń
  17. mnie najbardziej irytuje jak ktoś mówi KECZAP , zamiast KECZUP:( I walczę z tym z własnym mężem, ja wiem że obie formy są poprawce ale KECZUP jest po polsku!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ostatnio się zastanawiałam nad tym jak mówić, bo bronzer jest wszędzie, a mnie coś strasznie pchało do brązera. Fajnie, że się wyjaśniło. Na blogach piszą bronzer, ale to nie znaczy, że blogi tworzą same idiotki, to jest nazwa ogólnie przyjęta. Nie rozumiem, jak można tak uogólniać i obrażać ludzi.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  19. Dominika Kowalczyk28 maja 2014 22:14

    Lubię dbać o poprawność języka ojczystego, do tej pory pisałam "bronzer", po prostu dlatego, że ta forma jest częściej spotykana. Od dziś jednak tylko "brązer" :) Dziękuję za ten artykuł!

    OdpowiedzUsuń
  20. Już spotkałam się z formą brązer i wiem, że tak się powinno pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Skoro poprawna forma to brązer, to dlaczego piszesz bronzer w całym artykule?
    btw. ładnie skopiowany artykuł ;))

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).