Guerlain Mon Precieux Nectar | perfumy i opinie
  • Guerlain Mon Precieux Nectar

Perfumy marki Guerlain znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Guerlain Mon Precieux Nectar

Mon Precieux Nectar to druga pozycja z linii Les Parisiennes, o której chcę Wam napisać na blogu.


Oryginalnie kompozycja zapachowa powstała w 2009 roku jako produkt limitowany. Później, w 2012, już na stałe weszła w skład linii "paryskiej".


Kwiat pomarańczy i migdały


Zapach bazować ma na dwóch nutach - migdałach i kwiecie pomarańczy. I bazuje. Tylko chyba nie do końca tak to sobie wyobrażałem. Migdały bowiem mają jakiś niezbyt ciekawy niuans palonego plastiku. Kwiat pomarańczy zaś poszedł w kierunku słonecznej łąki, po której biega dziewczyna w warkoczykach. Ani to zmysłowe, ani niszowe, ani piękne. Co najwyżej zwyczajnie ładne. Nie tego jednak oczekuję po niszowej linii tak zacnej marki jaką jest Guerlain.

Połączenie plastiku migdałów z pomarańczową łąką daje w efekcie woń, która niebezpiecznie ociera się o woń jakiejś nie do końca czystej murawy nad brzegiem basenu z rosnącymi pomiędzy stokrotkami. Całość nie jest niszowa.

Baza inspiracją dla Souffle de Parfum


Baza Mon Precieux Nectar to zaś mieszanka Shalimara Souffle de Parfum z bardzo subtelnie zarysowaną linią drewna. Mamy więc lekką wanilię ze sporą ilością białych, ładnie skomponowanych piżm. Poprawnie, ale bez rewelacji. Jeśli miałbym wskazać najbardziej podobne perfumy do butikowego Guerlaina, to byłaby to damska wariacja Zadig&Voltaire. W dodatku jest znacznie tańsza i chyba jednak ciekawsza...


Nuty: kwiat pomarańczy, migdały, petit grain, jaśmin, wanilia, białe piżmo, drewno gwajakowe, drewno sandałowe, olibanum

Rok premiery: 2009/2012

Twórca: Thierry Wasser

Cena, dostępność, linia: zapach dostępny wyłącznie w wybranych punkach Guerlain

Trwałość: średnia, około 5 godzin

9 komentarzy:

  1. Chciałabym się przywitać jako osoba czytająca Twojego bloga od dawna. Zawsze jestem ciekawa , Marcinie, Twojej opinii i zawsze biorę ją pod uwagę...Trafiłam tutaj przy okazji La Petite Robe Noire edp. Zakochałam się w tym zapachu i to była moja jedyna prawdziwa miłość do perfum, reszta to miłostki. Niestety, wypaliła się, resztki próbuję sprzedać na Allegro, zaczęły mnie denerwować, czuję tylko słodycz a swego czasu miały dla mnie niespotykaną głębię....Jak to jest z tym powonieniem? Przy okazji mam pytanie z rodzaju dziwnych i trudnych...Jak sądzisz Marcinie, czy używając np LPRN czy Flowerboomb (ostatnio) do pracy (jestem lekarką pracującą w poradni) popełniam nietakt, czy też jest to moja prywatna sprawa czym pachnę??? Pozdrawiam serdecznie, gratuluję wiedzy i talentu, no i oczywiście pasji...to dzisiaj zdaje się być największym luksusem.
    PS.nowego Guerlaina powącham na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi Cię powitać w moich skromnych, pachnących progach.

      Być może Twój węch po prostu się przyzwyczaił do perfum lub obecna pora roku tak przeinacza woń LPRN na Twojej skórze. Według mnie najbardziej niesamowicie te perfumy działają latem. Wtedy można dostrzec ich wszystkie niuanse. Inna sprawa, że jednocześnie można też się udusić lub zadusić swoje otoczenie. Pamiętam, że kiedyś uwielbiałem nimi skrapiać nadgarstki w lecie.

      Jeśli używasz tych perfum z umiarem (a w zasadzie w minimalnej ilości), to pacjenci pewnie nie będą odczuwać dyskomfortu. Trzeba po prostu pamiętać, żeby nie wchodzić na siłę w przestrzeń innego człowieka. Lekarze w szczególności powinni o tym pamiętać.

      Usuń
    2. I dziękuję za bardzo miłe słowa pod moim i bloga adresem. :)

      Usuń
  2. Jestem zwolenniczką umiaru absolutnie we wszystkim, w perfumowaniu również... Chodzi mi raczej o to, czy mogę np. używać wonii Flowerbomb w pracy dlatego, że mi się podobają, czy też klasyfikacja tego, czy teź innego zapachu jako bardzo seksownego jest w tym wypadku nie na miejscu. Czy uważasz, że podział na zapachy dzienne , wieczorowe, seksowne jest uzasadniony, czy nie.....? Nie czuję się we Flowerboomb bardziej seksownie niż zwykle... mi ten zapach poprawia nastrój i tworzy swego rodzaju barierę, która w pracy lekarza jest czasami niezbędna, żeby nie popaść w depresję. Ostatnio chodzi mi po głowie Narciso, ale tam znowu piżmo... La Panthere też mi się podoba, ale to takie drapieżne...Myślę, że wiesz co mam na myśli... Wszystkie te zapachy dają mi jakiś komfort, którego nie potrafię nazwać, pójść za tym, czy zastanawiać się "co ludzie powiedzą"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co zastanawiać. Jeśli zna się umiar to prawie każde perfumy można dostosować do większości sytuacji.

      Usuń
  3. Z tym, że MPN nie jest niszowa się zgodzę, ale z ocieraniem się o woń nie do końca czystej murawy już nie (porównanie jest dla mnie do bólu nietrafne, ale to też może wynika z tego, że na każdym każdy zapach pachnie inaczej). Co jest faktem, to to, że zapach jest trochę plastikowy i chemiczny niemniej jednak przynajmniej dla mnie jest to cudeńko. Z oceną liczbową tylko ciut się nie zgodzę, bo sama dałabym 7/10 bo jest to woń oczywista, ale dla mnie bardzo zmysłowa, apetyczna i przyjemna. Więcej napisałam przy okazji Mademoiselle Guerlain, co sądzę. Czasami niekoniecznie zapach musi być wybitny, żeby się podobał. Chyba po ostatnich eksperymentach z dziwolągami po porstu potrzebuję odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą murawą na basenie to nie tyle chodziło mi o woń trawy, co o woń plastikowych zabawek, jakichś zdeptanych stokrotek, jakichś papierków po słodyczach. Na zasadzie kontrastu do łąki z soczystą trawą i kwitnącymi kwiatami, po której biegnie dziewczyna w warkoczach. :)

      Usuń
    2. Oho, skoro takie różne opinie Mon Precieux Nectar wywołuje, to chociażby dlatego warto go poznać. ;)

      Usuń
  4. Mam obawy przed tym zapachem migdałów aczkolwiek flakon skradł moje serce :)

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).