20 czerwca 2010

John Richmond for Men

Projektant z Albionu, który szczęście znalazł we Włoszech a zapach zrobił we Francji. Z wadą zgryzu i ogólnie z wyglądem jakby mu ktoś ojca kontrabasem zabił. Oczekiwałem perfum, które wpiszą się w dewizę blondyna- Zniszczyć, Zdezorientować, Zrobić burdel („Destroy, Disorientate, Disorder”). John Richmond for Men mnie tylko zaburzył. Trochę wygląda to tak jakby ktoś (jakiś spec od marketingu) próbował ulokować zapach w miejscu, gdzie wcześniej było M7, Basala, Nemo a teraz Encre Noire czy Gucci Pour Homme. Próba powiodła się w jakiejś części, ale stwierdzić dokładnie nie mogę z powodu „zdezorientowania”. Zanim napiszę o szczegółach, trochę lania wody.

Butelka czarna, ale to trend już oklepany z każdej strony. Podobna w zasadzie do tej Lalique’owej w kwestiach użytych materiałów, i wyglądu zresztą też. Na flakonie srebrne logo w minimalistycznym stylu i korek, na którym widać tatuaż Richmonda (przynajmniej takie było założenie). Do nasady atomizera przyczepiono kutasika z napisem „It’s only Rock 'N’ Roll”. Można odczepić od butelki i przyczepić jako przyczepkę do innych przyczepek przy kluczach czy innych rzeczach (a lepiej do pełnego worka na śmieci od razu)… Jakie kto ma chcice.

Czyli po prostu- ta butelka jest tragiczna; traktować można ją jak biczowanie dla wzornictwa i odpust w 10-cio tysięcznej parafii. A teraz zapach.

Psik jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty; szyja, szyja, tors, włosy, nadgarstek. I „o Boże jaki wspaniały wetiwer, mroczny, kadzidlany, spróchniały, fenomenalny”. Po dwóch sekundach wrażenie trochę pada i ledwie dorównuje do Encre Noire, ale pojawia się motyw znany z Kenzo Indigo, czyli „nie jest najgorzej”. W tle nadal jarzą się wetiwerowe, przygasłe ogniska, ale na pierwszy plan wybijają elementy lekko cytrusowe, kręcące w nosie, bardziej świetliste niż z królestwa cienia. John Richmond for Men trzyma fason, ale po prostu wiedziałem, że to zbyt piękne i trwać wiecznie nie może. Równolegle obok dymnego wetiweru pojawia się nuta syntetycznego piżma, która niszczy ogólne wrażenie i to właśnie ten powiew lizolu wprowadza „dezorientację”. Gdyby do końca udało się utrzymać efekt początkowy to John Richmond for Men mógłby być uznany za zwrot w perfumerii męskiej… jaskółkę, która ma szanse czynić wiosnę. A tak jestem w kropce.

Całościowo, kompozycja na pewno zasługuje na poznanie (nie tylko przez mężczyzn), ale żeby uznać go dziełem sztuki to chyba jednak nie przejdzie. To liga niżej od Basali, M7 czy Encre Noire. I jeszcze ta butelka…

Nuty: wetiwer, drzewo cedrowe, ambra, pieprz, rozmaryn, melon, kardamon, imbir, kwiat pomarańczy, bergamota
Rok powstania: 2010
Twórca: Domitille Bertier
Dostępność i cena: woda toaletowa na wyłączność Sephory dostępna jest w trzech pojemnościach (30 mL- 155 zł, 50 mL- 220 zł, 100 mL- 300 zł); oprócz tego cała gama kosmetyków uzupełniających (płyn po goleniu, balsam po goleniu, dwa dezodoranty i żel pod prysznic).
Fot. nr 1 z johnrichmond.com
Fot. nr 2 z memyselfmeningioma.files.wordpress.com

Pozostałe recenzje

14 października 2026

Bond No. 9 The Scent of Peace for All (IFF)

Ta marka od wielu lat nie pojawiała się na blogu, choć ich dawne kompozycje potrafiły czarować. Kadzidło Andy Warhola czy New Haarlem to pewnego rodzaju klasyki. Wiele innych pozycji też było wysokiej jakości. Dzisiaj jednak o ich najnowszej premierze – Bond No. 9 The Scent of Peace for All. W zasadzie nie pisałbym o tych […]

Dołącz do dyskusji

guest
5 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Anonimowy
Anonimowy
16 lata temu

po bandzie, dobra recenzja 🙂
p.

Marcin Budzyk
16 lata temu

Dziękuję, wiem 🙂

Anonimowy
Anonimowy
16 lata temu

Wyjątkowo durny znajca! Chciał ujawnić swoje znawstwo, czy… zarobić na recenzji? Niby chwali, to znów gani. Wyspiander [Wyspianski] w Weselu mówi o takim: "Masz tu kaduceusz polski, i mąć tę wodę, mąć"!

Anonimowy
Anonimowy
15 lata temu

Myślę, że twórcę po prostu nie stać na tę wodę lub ma z nią złe wspomnienia przykładowo ktoś kto używał tej wody mógł mu odbić dziewczynę itp. Zapach jest bardzo ładny i ciekawy, z pewnością bardzo męski, z sam flakon oryginalny i niezwykły, a nie jak twierdzi autor pospolity. Recenzja bardzo odważna ale niestety w większości słów nietrafiona.

Anonimowy
Anonimowy
14 lata temu

A ten:"kutasik z napisem "It's only Rock 'N' Roll"" mozna użyc jako kostke do gitary nie koniecznie, jako przyczepkę