Dolce&Gabbana Italian Zest Light Blue Pour Homme

Perfumy marki Dolce & Gabbana znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl


Dolce&Gabbana Italian Zest Light Blue Pour Homme
Dolce&Gabbana Italian Zest Light Blue Pour Homme

Czas wracać do pisania, do recenzowania i do marudzenia. Dzisiaj o Italian Zest - nowej wariacji Dolce&Gabbana Light Blue Pour Homme


Zapach jest oczywiście letnią edycją limitowaną, która pojawia się, ma się sprzedać i zniknąć w odmętach zapomnienia. Czasami jednak wśród nich można znaleźć perełki, więc testuję prawie każdą.

Italian Zest Pour Homme ma dobre, cytrusowe otwarcie - rześkie i świeże, a do tego naturalne. Cytrusy bardzo fajnie wiercą się w nosie i rzucają drobnymi iskierkami. Gdzieś spod spodu dochodzi cień zieleni, który sprawia, że początek zbiera sporo punktów.

Dolce&Gabbana Light Blue Italian Zest 75 mL
Dolce&Gabbana Light Blue Italian Zest 75 mL

Trzask-prask, 10 minut... i koniec. Dolce&Gabbana serwuje nam miks ambrowo-piżmowych utrwalaczy, które jednak zupełnie nie łapią cytrusów ze ścisłego początku. Dzieje się to na papierze, na bawełnie, na skórze i na włosach. Totalna zmiana i wejście w najbardziej podłe rejony męskiej perfumerii, które zresztą w mocny sposób definiują ramy klasycznej, męskiej odsłony tych perfum.

Opinia końcowa o Dolce&Gabbana Light Blue Pour Homme Italian Zest


Gdybym oceniał pierwsze minuty, to pewnie nawet mógłbym rozważyć używanie tych perfum w sezonie letnim, ale biorąc uwagę całokształt - mówię "nie".

Zapach bez historii


Najważniejsze cechy:

  • + rześkie, ambitnie cytrusowe otwarcie z tonami zielonymi i iskrzącymi
  • - mdłe, płaskie utrwalacze, które na dobrą sprawę tworzą nawet akord później "głowy"
  • - mało wątków w kompozycji

Nuty: mandarynka, bergamotka, grejpfrut, drewno różane, rozmaryn, pieprz syczuański, mech, kadzidło, piżmo
Rok premiery: 2018
Twórca: b.d.
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w pojemności 75 i 125 mL
Trwałość: średnia, około 4-5 godzin

Reklama perfum Dolce&Gabbana Light Blue Pour Homme Italian Zest 



Komentarze

  1. Klasyk pour homme był i jest najlepszy. Obok the one. Pozdrowienia z Czech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zwłaszcza dawna wersja była zjawiskowa, chociaż obecna też robi wrażenie

      Pozdrawiam z Polski :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, proszę się podpisać