Jesus del Pozo In Black | perfumy i opinie
  • Jesus del Pozo In Black

Jesus del Pozo In Black znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl

Jesus de Pozo In Black

Coraz trudniej kupić perfumy marki Jesus del Pozo w Polsce. Halloween i Ambar jeszcze da się znaleźć, ale reszta to coraz większe perełki. Taki sam los spotkał genialne In Black.


Zapach jest wspaniały. Wiśniowy, dymny, winny i wytrawny. Przypomina mi dwa wielkie pachnidła, które obecnie święcą triumfy na światowych rynkach - La Petite Robe Noire EdP oraz Tom Ford Black Orchid. Z tym, że znacznie bliżej mu do dzieła Guerlain. Jesus del Pozo w swoich perfumach zaproponował jednak coś, czego próżno szukać u konkurencji.

In Black jest wonią mniej harmonijną, nieco bardziej niszową. Wiśnia i lukrecja nie posiadają tu tysiąca ozdobników. Nie są pieszczone migdałami, tonką lub piżmem. Ich surowość jest mimo to ujmująca. Owszem, obok duetu czmycha gdzieś ciepła paczula zmieszana z wanilią, ale stanowią one jak gdyby oddzielny rozdział zapachu, nie ingerują i nie zmiękczają dwójki z pierwszego planu.

Reklama perfum Jesus del Pozo In Black

Kolejną cechą, która wyróżnia In Black jest nawiązanie do sztuki perfumeryjnej lat 90. W sercu kompozycji wyraźnie czujemy nutę brzoskwini, róży, jaśminu i cytrusów. Całość tworzy kroplę, maleńką ociupinę, która wnosi do perfum pierwiastek szyprowo-aldehydowy znany z wielkich perfum dawnych lat. To właśnie sprawia, że In Black z powodzeniem może być uznany za woń szlachetniejszą, bardziej kobiecą, elegancką i luksusową od La Petite Robe Noire. Jednocześnie, motyw ten nie jest na tyle znaczący, aby w jakikolwiek sposób kwestionować dominującą rolę wiśni, lukrecji, paczuli i wanilii. To dodatek, "wiśnia" na torcie.

Jeśli ktoś potrzebuje bardziej komfortowych, słodkich i przyjemnych perfum, to powinien sięgnąć po dzieło Guerlain. Jeśli ktoś inny stawia na wytrawność, szczurze pazury i szlachetność, kupi In Black. Dla mnie, obie kompozycje stoją na tym samym poziomie perfumeryjnego kunsztu. Są piękne i naprawdę niesamowite.


Nuty: wiśnia, lukrecja, róża, jaśmin, wanilia, paczula, ambra, fiołek, grejpfrut, brzoskwinia, piżmo, bez, drewno cedrowe, lilia
Rok premiery: 2006
Twórca: Christine Nagel
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w pojemności 30, 50 i 100 mL
Trwałość: bardzo dobra, 9-10 godzin

32 komentarze:

  1. Dla mnie In Black to jedne z pierwszych perfum. Wspomnienia, wspomnienia. Moim zdaniem kompozycją zdecydowanie przewyższają "małą czarną".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kilka osób, które również mają bardzo sentymentalny stosunek do tych perfum. Mnie one będą się kojarzyły chyba na zawsze z koleżanką z liceum, która je lubiła, i które miała równie niszowy wizerunek sceniczny.

      A może się uda, że to czyta. :) Olga, pozdrawiamy. :)

      Usuń
    2. No chyba, że Olga jest autorką anonimowego komentarza???

      Usuń
  2. O zgrozo, nie znałam! Czas zapolować na jakąś próbeczkę. Mam nadzieję, że znajdę. Recenzja, jak zwykle napisana obrazowo- już prawie je czuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z próbkami może być ciężko, ale to nie są drogie perfum w Polsce. W Polsce marka sprzedaje się kiepsko ze względu na nazwę. Jesus to w Polsce imię zarezerwowane tylko dla jednej osoby - Chrystusa.

      Usuń
  3. Zamówiłam. 30 ml można mieć już za 50 zł jak się dobrze poszuka. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, można. Również 100 mL nie wychodzi drogo.

      Usuń
  4. Super recenzja, zachęca do zakupu. Postaram się poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby go kojarzyć z Chrystusem, raczej a latynoskimi serialami, gdzie Jesus dość licznie występował ;) Zauroczyły mnie jego perfumy wiele lat temu, gdy pierwszy raz powąchałam Duende - i to był pierwszy zapach del Pozo, który kupiłam. Rozczarowały mnie natomiast On Ella, momentami czułam się jak oblana drinkiem w klubie;) Co do In Black mam podobne odczucia, to piękny zapach, jest w nim jakaś nutka dekadencji i dawnych perfum, które czasami odnajdywałam na ubraniach w szafie mojej babci. La Petite... to młoda dziewczyna, szukająca swojej drogi, In Black to pewna siebie kobieta, która takie dylematy ma już za sobą. Chętnie poczytałabym jeszcze inne Twoje recenzje perfum del Pozo :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Na razie, na blogu jest recenzje jeszcze jednych perfum tej marki: Ambra. Pozytywna. :)

      http://www.nezdeluxe.pl/2010/10/jesus-del-pozo-ambar-drzewny-bursztyn.html

      Usuń
  5. A ja za to uwielbiam IN WHITE J.del Pozo, też przepiękny zapach! Może też doczekam się recenzji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. In White, niestety, nie znam, ale jak kiedyś mi wpadnie w ręce to chętnie o nim napiszę.

      Usuń
  6. Jesus del Pozo robi wysmienite perelki, ja z sentymentem pamietam pierwszy zapach z ktorymi sie zetknelam Halloween:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Haloween też będę musiał napisać, bo zapach wart jest więcej niż kilku słów.

      Usuń
  7. moja mama je uwielbia, ja wręcz odwrotnie
    dla mnie pachną wytrawnym winem... ;)

    nie wiedziałam, że ciężko dostępne już są, niedawno widzialam je w kilku sklepach internetowych za cenę mega atrakcyjną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś obiło mi się o uszy, że perfumy te nie są już produkowane. Niestety, nie potrafię zweryfikować tej informacji. Faktem jest, że kiedyś były dostępne w Rossmannach i Suprpharmach, a teraz już ich tam nie. Pozostały niedobitki w sklepach internetowych.

      Usuń
  8. Oj musze je miec, moje klimaty.
    Kurczaki mam La Petite Robe Noire i Black Orchid oba zapachy kocham wiec to bedzie kolejny zakup tylko poszukac
    .
    Ale mnie zacheciliscie:)
    AnnaS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz Black Orchid i La Petite Robe Noire to raczej nie ma szans, żeby In Black nie wpadł Ci do nosa. Według mnie jest nawet lepszy od tej dwójki. No i tańszy (póki jeszcze można go ustrzelić w internecie).

      Usuń
  9. jessuuuu gdzie go można kupić bo udaru zaraz dostanę z emocji,,,:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech pięknie pachnie, bo wiem, że już kupiłaś. :)

      Usuń
  10. Oj, no niestety nie znam, ale czytając Twoją ocenę Marcinie i komentarze powyżej... muszę zakosztować :) Ciekawa mieszanka musi to być... hmm... poszukam, poszukam... :)
    Pozdrawiam/Joanna

    OdpowiedzUsuń
  11. No własnie, włamywacze poznali się widać na In Black, bo zabrali mi swieżo kupioną setkę :(((

    OdpowiedzUsuń
  12. Marcinie ....testowales wersję EDT czy EDP ???? zizazu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EdT.

      Przyznam, że nawet nie wiedziałem, że jest EdP

      Usuń
  13. Uwielbiam, sentyment mam ogromny do tego zapachu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję Marcinie.
    Dłuuugo szukałam czegoś dla siebie.
    Po Kenzo Flower, Nina Ricci Premier Jour, Kenzo Amour EDP, Giorgio Armani Si szukałam. Czegoś z większym charakterem. Już nie jestem młodą, odpowiedzialną za siebie tylko dwudziestolatką do której poprzednie zapachy pasowały. Si nadal uwielbiam, ale tylko na paskudne jesienno-zimowe dni, gdy za oknem brudno, szaro, przenikliwie zimno i wilgotno. Si to dla mnie takie muśnięcie słońca, idealne na ciężkie i ciemne dni. Ale szukałam jeszcze czegoś. Zauroczona jestem Sisley soir de lune, ale to wyjątkowy zapach. Nie nadaje się na co dzień, do biura no i małżonek strasznie na nie kręci nosem niestety. Skuszona opisem zamówiłam w ciemno...in black i haloween. I oba są świetne, choć chyba in black bardziej trafiło w moje obecne potrzeby.
    Wdzięczna byłabym za sugestie co jeszcze powinnam powąchać. Ostatnio jak szukałam zapachu to dostałam do powąchania same "nowości" - przynajmniej tak były prezentowane na półce w pewnej drogerii (jakiś Hugo Boss, Hermes i Dior - i żadna to nie była moja bajka) plus największy koszmar zapachowy - Elie Saab. Na dodatek pierwsze dwie minuty na bloterze były całkiem miłe, więc skusiłam się na test na skórze i to był największy zapachowy błąd mojego życia. Koszmar - ulepek tak słodki, że aż mdliło mnie. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie zwróciłabym uwagi na te perfumy gdyby nie ta recenzja. Lukrecja wydawała mi się tak nieznośnym słodkim składnikiem w perfumach, że z góry chciałam ją omijać szerokim łukiem. Przyszła próbka i te wiśnie, z tą lukrecją mnie hipnotyzują. Mon cheri z nutą dymu palonego drzewa owocowego...tak rozkoszne, jak lekko słodka wiśniówka w chłodny zimowy wieczór. Piłabym ją haustami, zamiast powolutku kosztować. Niebezpieczne mogłoby się okazać upojenie , jak i wylanie na siebie większej ilości tego cudeńka. Skuszę się na całą 100, choć znalazłam 30- stki w Empiku. Szkoda że coraz trudniej je dostać. Piękne perfumy.
    Pozdrawiam i dziękuję za recenzję :)
    *Falling in love

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękny zapach, lecz bardziej podobny do bottegi niż wspomnianych przez Pana zapachach. Ada

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety nigdzie juz nie moge go dostac,ale ciekawa jestem Twojej opinii Marcinie na temat Esencia de Duende

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz nie zapomnij się podpisać - choćby imieniem (zwłaszcza, jeśli oczekujesz mojej odpowiedzi).